<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179</id><updated>2012-03-06T20:29:06.168+01:00</updated><title type='text'>... a znajdziesz w sobie magię...</title><subtitle type='html'>Opowiadania fantasy, które przeniosą Cię w tajemniczy świat, z którego już nigdy nie będziesz chciał wrócić.</subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>44</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-3434813911714982272</id><published>2012-03-05T11:33:00.000+01:00</published><updated>2012-03-05T11:36:43.436+01:00</updated><title type='text'>Przeciw ciemności, cz. XXVII</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Sadielowizdawało się przez chwilę, że ściany zbliżają się ku sobie. Nic takiego niewidział, nic takiego nie czuł na swym ciele, ale mógłby przysiąc, że tunelstaje się coraz ciaśniejszy. A i powietrza było jakby coraz mniej. Zacząłoddychać szybciej i głębiej. Zrobiło mu się nie dobrze. Zaczął się pocić. Co i ruszrozkładał w bok ręce, by upewnić się, że wszystko jest w porządku, a ścianyziemi nadal sterczą na swym miejscu. Zamknął oczy. Nic to nie pomogło. I beztego zabiegu w koło panowała nieprzenikniona ciemność. Słyszał tupot stópDurioma, lecz odgłos ten jakby oddalał się, by za chwilę się do chłopcazbliżyć. Do tego wszystkiego dołączył się pulsujący ból głowy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;„Kilkasetmetrów? - mruknął w myślach. - Jak długo może ciągnąć się te nędzne kilkasetmetrów!”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Wszystko w porządku? - zachrypnięty głos Durioma był niczym balsam na jegouszy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Nie… Znaczy się… Tak… Wszystko w porządku. – Chłopiec starał się, by nie okazaćpaniki która wciąż oplatała całe jego ciało. Znachor z pewnością zatrzymałbysię i zaczął dopytywać, co takiego się dzieje, a on nie ma zamiaru przebywać wtym piekielnym tunelu choćby sekundy dłużej niż było to konieczne.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Przecież słyszę, że coś ci jest.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Naprawdę nie… Po prostu jest tu jakoś tak… duszno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Nie nazwałbym tak tego, ale… Rzeczywiście nie pachnie tu fiołkami. Już zachwilę powinniśmy dojść do końca. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Niestetywyjścia, jak na złość, widać nie było. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;„Zginętu… Zaduszę się, ściany mnie zmiażdżą… Nie wiem co się ze mną stanie, ale tuzginę!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Myślite jeszcze bardziej go zgnębiły. W tym momencie przestało mu się wydawać, żecały tunel się zmniejsza… Teraz był tego pewien! Zatrzymał się nagle. Nie mógłsię ruszyć. Nie wiedział, czy jego oczy nadal są otwarte, czy ze strachu samesię zamknęły. Chciał coś powiedzieć, lecz suchość w gardle mu to uniemożliwiła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Sadielu… Idziesz, czy nie… - Głos Durioma zdawał się być już jedynie echem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Nie… nie… nie odchodź… - jęknął cicho chłopiec, wszelkimi siłami starając sięruszyć do przodu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Informuję cię, że chłopi pewnie już zrozumieli, jakim to cudem udało nam sięumknąć przed ich łapami. Z pewnością biegną już w stronę bramy, więc jeślichcesz abyśmy uszli stąd cało, to się z łaski swojej pospiesz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Nie… nie mogę…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Co tam mruczysz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Nie mogę! - krzyknął Sadiel, sam przestraszywszy się swego wybuchu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Czego nie możesz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Nie mogę się ruszyć! - Przestał już ukrywać swoje przerażenie. Najgorsze byłojednak to, że nie wiedział, czemu tak się czuje. Bał się zagrożenia, jakieczekało go z rąk mieszkańców wsi, ale… Wystarczyło tylko wyjść z tego tunelu ipostarać się jak najszybciej opuścić najbliższe tereny. Zresztą był przy nimDuriom. A jednak… jednak te ściany…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Te ściany… - powtórzył na głos. – One się ruszają…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Naglepoczuł dłoń na swym ramieniu. Odetchnął głęboko, starając się opanować.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Masz klaustrofobie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Że co?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;-Klaustrofobie… Strach przed przebywaniem w ciasnych pomieszczeniach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;-Że ja niby… Nie… Przecież ja nigdy nie bałem się żadnych pomieszczeń. Nie możnasię bać żadnych pomieszczeń. Jak można się ich bać?! – warknął. Jednak gdy znówmachnął rękoma w bok, dotykając ścian tunelu, poczuł, że zbliżają się one doniego. Zakwilił cicho.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Spróbuj nie skupiać się na tunelu. Myśl o czymś innym, najlepiej o czymś miłym.– Mężczyzna złapał go za dłoń i zaczął powoli ciągnąć za sobą. – Wyjście niepowinno być już daleko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Kilka ładnych kilometrów temu też tak mówiłeś.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Kilka ładnych kilometrów temu? – zaśmiał się znachor. – To przez ten strach.Naprawdę nie jesteśmy tutaj aż tak długo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Resztadrogi dłużyła się chłopcu niepomiernie. Wciąż się pocił, wciąż czuł suchość wgardle i z coraz większym trudem oddychał. Próbował czynić tak, jak mówiłDuriom. Zaczął myśleć o swoim Mistrzu, o Strzale, o tych kilku dniach, gdy wczwórkę dążyli do miasta, od którego zaczął się ten cały koszmar. Niestety…Szybko przeszedł od tych miłych chwil, do momentu gdy znalazł martwego Mistrza,potem do nocy w wiosce, do okresu, gdy Duriom próbował przywrócić go do żywych…A na końcu ten wczorajszy dzień i dzisiejszy poranek. Dopiero w tym momencieuzmysłowił sobie, jak niewiele naprawdę szczęśliwych chwil przeżył w przeciąguostatnich kilkudziesięciu dni. Wciąż świat rzucał mu kłody pod nogi. Wciążtylko kryć się, maszerować, kryć się i maszerować. A najgorsze było to, że niewidać było sensu tego całego podróżowania. Ale teraz ma Durioma. Teraz wszystkobędzie iść w dobrym kierunku. Teraz trzeba jedynie dojść do końca tegocholernego tunelu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Usłyszałnagle ciche łupnięcie, zakończone siarczystym przekleństwem wydobywającym się zust mężczyzny. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Co się stało? – niepewnie spytał Sadiel. Bał się, że usłyszy od przyjaciela, żejego najgorsze przypuszczenia się sprawdzają i ściany właśnie miażdżąmężczyznę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Chyba natrafiłem na koniec naszej wędrówki w tej piekielnej ciemności. Terazmusimy się przebić na wierzch. A raczej ja muszę, bo ty mi tu jeszczezemdlejesz, jeśli zaczniesz się siłować.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Blondynwestchnął z ulgą. Jego mięśnie wciąż trwały w napięciu. Bał się, że jeśli czymprędzej nie spojrzy na błękit nieba, rzeczywiście odłączy się odrzeczywistości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Duriomkilka razy naparł swym ciałem na deski. Dało się słyszeć ciche trzeszczeniepękających drewnianych blatów. Za każdym razem stawały się one głośniejsze iwyraźniejsze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Z pewnością we dwóch… mężczyzn rozwalone to by… zostało w kilka sekund… Leczniestety jestem… tylko ja… – komentował znachor pomiędzy kolejnymi uderzeniami.– Ale będę miał jutro… siniaki… Dobrze przynajmniej, że… mam ze sobą swoją…torbę…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–A może tak trochę ciszej z tym wyważaniem, bo nas jeszcze chłopi dosłyszą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–No tak… Jak chcesz to sobie możesz zacząć w to palcami pukać. – prychnął mężczyzna,robiąc sobie krótki odpoczynek. – Cisza gwarantowana, ale radziłbym ci sięprzyzwyczaić do ogarniającej nas ciemności, bo wątpię byśmy się kiedykolwiekstąd wydostali. A nie… Przecież zawsze mogą nas tu odwiedzić nasi przyjacieleze wsi. I tak się dziwię, że jeszcze tu nie zajrzeli. A teraz cię przepraszam,ale muszę wybić nam przejście na świeże powietrze. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Ina tym rozmowa się zakończyła. Znów dało się słyszeć rytmiczne uderzanie wdeski, przeplatane z trzaskami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Sadiel,nie mogąc w żaden sposób pomóc swemu przyjacielowi, przykucnął, starając sięprzynajmniej nie sprawiać mu żadnego kłopotu. Przez chwilę próbował nawet swymisiłami usunąć drewnianą przeszkodę, jednak nic nadzwyczajnego się nie działo.Znów pożałował, że nie potrafi jeszcze panować nad swymi mocami. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Wkońcu jednak deski zaczęły się poddawać. Przez pierwsze szczeliny wpadało dowewnątrz świeże powietrze. Obydwoje odetchnęli pełnymi piersiami. Wyjście stałosię kwestią zaledwie kilku chwil. Ta myśl dodała zapewne animuszu Duriomowi, gdyżzaczął na zaporę napierać swym ciałem z jeszcze większą siłą. Kolejne częścispróchniałych płyt opadały na ziemię. Młodzieniec, widząc to, poczuł się jaknowo narodzony. W niepamięć odeszła duszność, ból głowy, pocenie się i tonieznośnie wrażenie ruszających się ścian. Zerwał się z kucki, zaczynającpomagać Duriomowi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Gdywyszli na zewnątrz, Sadiel nieomal wrzasnął ze strachu. Tuż przed nim stałapostać odziana w długi, szaro-brązowy płaszcz, trzymający się kupy jedyniedzięki dziesiątkom mniejszych i większych łat. Na głowę zarzucony miała kaptur,zakrywający całkowicie twarz. Stała wyprostowana, jakby czekając na kolejnykrok uciekinierów, bojąc się jednak ich przepłoszyć swym ruchem. Wyciągnięte wbok ręce dawały im jasno do zrozumienia, że osoba ta jest gotowa w każdejchwili zagrodzić im dalszą drogę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–Przestań się wydurniać. Stracha na ptaki nigdy nie widziałeś? – westchnąłznachor.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Chłopiecprzyjrzał się postaci z większą uwagą. Rzeczywiście tu i ówdzie, spod płaszczawystawały źdźbła słomy, a w miejscach gdzie normalny człowiek ma stopy idłonie, znajdowały się jedynie cienkie patyki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–To wszystko przez ten tunel. Jestem wciąż rozkojarzony.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;–To się teraz skup. Musimy czym prędzej przebiec przez te pola. – Tu Duriomwskazał dłonią na rozległe role, jakie znajdowały się tuż przed nimi. – Na okoto jakieś pięćset stóp po grząskim gruncie. A czasu coraz mniej. – Jakby napotwierdzenie tych słów, gdzieś z tyłu rozległy się krzyki rozwścieczonychchłopów. – Ariana i tak długo ich przetrzymała. No to… - klepnął młodzieńca wplecy. – Jak to mówią: kto pierwszy ten lepszy. – Ruszył przed siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Sadieljeszcze nigdy nie widział, by ktoś tak szybko się poruszał. Przez chwilępomyślał, że w między czasie jego przyjaciel napił się jakiegoś eliksirudodającego szybkości. Ostatecznie uśmiechnął się do siebie na samą tą myśl irównież rozpoczął swój bieg. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;Ztrudem dogonił swego towarzysza i to tylko dzięki temu, że ten dał się dogonić.Gdy dążyli do przodu ramię w ramię, Duriom dopingował błękitnookiego, nie wykazującprzy tym żadnej zadyszki. Chłopiec natomiast chciał kilka razy rzec coś dotowarzysza, jednak nie mógł złapać oddechu. Ostatecznie machnął dłonią,skupiając się całkowicie na biegu, tym bardziej, że chłopi powoli wynurzali sięzza wioskowego ogrodzenia. Kilka razy dało się nawet rozpoznać wrzaski jednegoz mężczyzn, który nieugięcie powtarzał dwa słowa: „Tam są!”, jakby pozostalijego towarzysze nie byli wstanie rozpoznać dwóch sylwetek hasających po polu.Pierwszy raz w swym życiu Sadiel wcale nie cieszył się z wychylającego się zzahoryzontu słońca. W mroku mieli większe szanse na powodzenie ucieczki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-3434813911714982272?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/3434813911714982272/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=3434813911714982272&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/3434813911714982272'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/3434813911714982272'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2012/03/przeciw-ciemnosci-cz-xxvii.html' title='Przeciw ciemności, cz. XXVII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-492689862673289571</id><published>2012-02-26T20:02:00.000+01:00</published><updated>2012-02-26T20:02:58.773+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XXVI</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Sadielu… - westchnął cicho znachor, kręcąc głową z bezsilności.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Mamusiu… - Z drugiej izdebki wyjrzała mała Sonya, przecierając zaspane oczka. –Co to było?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Wracaj na posłanie, córciu. – Kobieta nie spuszczała swego wzroku z blondyna,jakby chcąc wyczytać z jego ruchów, kiedy wystąpić może zagrożenie z jegostrony.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–A dlaczego ten chłopiec jest taki zdenerwowany? – Dziewczynka, wbrew poleceniuswojej matki, weszła do izby, wpatrując się w Sadiela, przekrzywiając przy tymzabawnie swoją główkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ten chłopiec nie jest zdenerwowany… Ten chłopiec jest…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Jestem bardzo smutny – Sadiel spuścił swoją głowę, skupiając swój wzrok napodłodze. – Jestem smutny, bo twój tata uważa, że jestem bardzo zły.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ale ty nie jesteś zły… – Sonya podeszła do syrianina na jeszcze plączących sięnogach. Gdy stanęła przed nim, uśmiechnęła się szeroko, chwytając za jego rękęswoimi małymi dłońmi. – Bo gdy byłam w zimnej wodzie, to ja się bardzo bałam… Imnie tu bardzo bolało - wskazała jedną z dłoni na swoje płuca. – A potem byłociemno… I ja się jeszcze bardziej wtedy bałam. Ale potem było mi ciepło… I jużmnie tu nie bolało. I wiedziałam, że będzie dobrze, bo widziałam twoją buzię… Isię uśmiechałeś… I powiedziałeś, że nie muszę się bać, bo ty mnie uratujesz… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Przykro mi, Sonyiu, ale ja nic wtedy do ciebie nie mówiłem… Nie miałem takiejmożliwości. - Sadiel pochylił się tak, by jego twarz znalazła się na równi ztwarzą dziewczynki. - A i ty byłaś chyba nieprzytomna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Naprawdę się uśmiechałeś… Ja to widziałam… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadieluniósł ku górze kąciki swoich ust. Dopiero w tym momencie zrozumiał, że żadenczłowiek nie jest z natury zły. Ot, taka mała dziewczynka… Widzi jego, jegobłękitne oczy, a jednak nie zaczyna wyzywać go od czarcich pomiotów i potworów.Dla niej jest on istotą dobrą, bo przecież uratował jej życie. Nawet takie małedziecko potrafi zrozumieć tą prostą równość. Dlaczego inni tego nie potrafią?Bo ono nie jest jeszcze omamione tymi wszelkimi kłamliwymi pogłoskami. Bo niezostało mu jeszcze wmówione, że każdy, kto różni się od niego w aż tak dużejmierze, nie jest godny jego zaufania. Bo takie dziecko jest jeszcze czyste…Zastanowił się, jak długo Sonya zdoła utrzymać w sobie tak krystaliczną duszę.Czy za kilka lat i ona będzie znęcać się nad syrianinami? Czy będzie postępowaćtak, jak młodzi mordercy Broula? Jeśli nadal będzie przebywać w tej wiosce,gdzie stereotypy są stawiane na równi z życiowymi prawdami, ta tragiczna zmiananastępować będzie bardzko szybko… i dopełni się ona, gdy ta blondyneczkapoczuje na swych dłoniach krew jego rasy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Najważniejsze, że przestałaś się wtedy bać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Tak… Nie mogłam się bać, bo ty tam byłeś… Pójdziesz dziś ze mną na dwór? –Sonya zmieniła nagle temat, nie zwracając nawet na to uwagi. – Pokażę ci takiewysoooookie drzewo. – Uniosła do góry swoje ręce, chcąc nadać swym słowomjeszcze większego znaczenia. – I na tym drzewie jest taka mała chatka dlawiewiórek… I ta chatka jest w tym drzewie… I ta chatka nazywa się dziuplą,wiesz? I w tej dziupli mieszkają wiewiórki, tak jak ja mieszkam tutaj… I tamjuż niedługo będą małe wiewióreczki… I…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Niestety nie będę mógł zobaczyć tej chatki dla wiewiórek – Sadiel uśmiechnąłsię smutno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–To jest dziupla… Dziu-pla… – powtórzyła dziewczynka akcentując każdą sylabę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Dziu-pla – powtórzył młodzieniec, udając, że słowo to było dotąd dla niegonieznane.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–A dlaczego nie możesz? Ty też jesteś chory?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Nie… Zaraz będę wyruszał w dalszą drogę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Dalszą drogę? – Sonya uniosła cieniutkie brwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Tak, dalszą drogę. Będę musiał stąd odjechać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ale dlaczego? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Bo Sadiel musi zrobić coś bardzo ważnego - do rozmowy dołączył się Duriom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Blondyneczkaspojrzała na niego niepewnie, nieomal nie chowając się, za błękitnookim. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Nazewnątrz budynku robił się coraz większy harmider. Pojedyncze krzyki zaczęłysię kumulować, a ilość ich wzrastała z każdą następną chwilą. Czuć byłogęstniejącą w powietrzu wrogość… wrogość której celem był młody,kilkunastoletni syrianin.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Czyżby uznawali mnie za aż tak groźnego przeciwnika? – próbował zażartowaćSadiel. – Wydaje mi się, że jeden zwinny mężczyzna z pewnością by mnie złapał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Pani… - Duriom skłonił się ku kobiecie, która stała niczym zahipnotyzowana,spoglądając na swoją córeczkę. - Jeśli nam nie pomożesz, mnie i mojegoprzyjaciela czeka straszny koniec. Wydaje mi się, że ktoś, kto ocalił twój,pani, największy skarb, nie zasłużył na takie cierpienie, jakie gotowi są muuczynić Sprzymierzeńcy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Arianaprzymknęła oczy, unosząc ku górze swą głowę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Na takie cierpienie nikt nie jest w stanie zasłużyć. Chodźcie za mną –odetchnęła głęboko, ruszając w stronę drugiej izdebki. – Sonyiu… Ty zostańtutaj.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dziewczynkaposłusznie przytaknęła głową na znak, że nie ruszy się stamtąd, choćby stadodzikich koni zaatakowało ich małą chatkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ale przecież… Oni nas tam… My tam będziemy… – coraz bardziej niepokoił sięSadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Uwierz jej – znachor mruknął do swego przyjaciela, ruszając za kobietą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Pomieszczeniew którym się znaleźli, wyglądało jeszcze bardziej spartańsko niż to, w którymprzyszło im nocować. Stało tu jedynie wielkie, drewniane posłanie, które zledwością utrzymywało się na króciutkich nóżkach. Po drugiej stronie, podniewielkim, zakurzonym oknem, stał stolik, z przysuniętym do niego krzesłem. Najego blacie stała mała fiolka, którą poprzedniego dnia ofiarował kobieceDuriom. Przy drzwiach, przez które właśnie przeszli, znajdował się wielki,niedomykający się kufer. Z jego wnętrza wystawały poupychane ubrania. Sadielzdziwił się, że trzyosobowa rodzina posiada tak nieliczną ilość odzieży. Gdywzrok jego skupił się na Arianie, ta klęczała przy jednym z drewnianych paneliokrywających podłogę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Pomóżcie mi – syknęła, gdy zauważyła, że wędrowcy spoglądają na niązaskoczonymi spojrzeniami. – No chyba, że wam się nie spieszy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Trzypary rąk podważyły początkowo jeden panel, później trzy sąsiadujące. Na ichmiejscu pojawiło się drewniana klapa, z wyżłobionym uchwytem na dłonie. Nikomunie trzeba było tłumaczyć, co należało zrobić. Duriom, jako najstarszymężczyzna, stanął naprzeciw prowizorycznego włazu, rozstawiając delikatnie swenogi w rozkroku. Palce wsunął w uchwyty. Kilka razy głęboko odetchnął, po czymz całych sił pociągnął klapę do góry. Ku jego miłemu zaskoczeniu, czynność tanie wymagała wcale aż tak wielkiej siły. Jednakże uśmiechnął się szeroko doSadiela. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ma się tą krzepę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadielprzewrócił jedynie oczami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–A teraz wchodźcie... - Kobieta ruchem dłoni wskazała w stronę dziury, któraotworzyła się przed nimi, niczym paszcza mitologicznego potwora.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Wędrowcyspojrzeli to po sobie, to w gardziel bestii.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Co to za tunel? - pierwszy odezwał się młodzieniec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dudniącyodgłos wydawany przez chordę wieśniaków objaśniają wszem i wobec, że oto stojąjuż u drzwi chaty Natiaha. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Gdy zbyt duże oddziały wrogów napadają na naszą wieś i blisko jesteśmy śmierci,czasami ucieczka jest naszą jedyną szansą - pokrótce próbowała wyjaśnić Ariana.– Drugi koniec tego tunelu prowadzi kilkaset metrów za ogrodzenie wioski. Gdytam dojdziecie naprzyjcie swoimi ciałami na deski zasłaniające wyjście.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Duriomwzruszył ramionami. Zaczął przymierzać się już do zatopienia się w ciemności,gdy poczuł, jak ktoś ciągnie go za szatę. Sadiel stał z miną wyrażającąnieokiełznany smutek. Wielkimi, błękitnymi oczami spoglądał na swegoprzyjaciela. Dało wyczytać się w nich iskierkę oburzenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Co znowu… – mruknął znachor.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–No a co z naszymi końmi?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Nie bój się o nie. – Kobieta stanęła obok chłopca, delikatnie popychając go wstronę tunelu. – Nic im nie zrobią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ja nie o tym… Ale… Nie możemy przecież ich tak tu zostawić!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Zawsze możesz po nie wrócić. Chłopi na pewno zrobią ci szpaler powitalny, byśsobie mógł spokojnie po swoje wierzchowce wrócić. Jeszcze ci pewnie klaskać nazachętę będą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Ale Duriomie… Przecież wiesz dobrze, że Strzała… – Blondyn zamilknął,spoglądając wymownie na przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Chłopcze… Naprawdę nie musisz się o nie bać. A twój opiekun ma rację. Moisąsiedzi, na czele z moim mężem, z pewnością nie wypuszczą cię wolno, gdyznajdziesz się w ich rękach. A teraz… – Ariana, ku zaskoczeniu chłopca,przytuliła go do siebie, delikatnie głaszcząc go po głowie. - Uciekajcie stąd.Nie wybaczyłabym sobie, gdyby na terenie naszej wsi stała się tobie krzywda,mój ty wybawco. – Uśmiechnęła się do niego, całując go w czoło.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadielnie wiedział co robić. Nigdy w jego życiu nikt w taki sposób się z nim nieobchodził. Co prawda, gdy był jeszcze małym dzieckiem, Mistrz też czasami tuliłgo w swych objęciach, ale… Ale to było co innego. Nie wiedział jak to nazwać.Przez tą jedną chwilę, poczuł się nie jak Sadiel - wybawca syrianinów, lecz jakSadiel - trzynastoletni chłopiec. Przez tą jedną chwilę wydawało mu się, że niemusi stawiać czoła temu całemu, wrogiemu światu. Może w każdej chwili przestaćuganiać się za Błękitną Księgą, za zemstą za swego Mistrza i swoich braci…Niech tym wszystkim zajmą się dorośli. On zostanie tutaj i… No właśnie. I copotem? Jeśli wszystko to, o czym mówił Duriom jest prawdą, czeka go strasznaprzyszłość, jeśli się teraz podda. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Sadiel! Wskakuj! Szybciej! - krzyknął mężczyzna, stojąc już u wejścia dotunelu, a jego głos niknął we wrzaskach dobiegających zza ścian chaty.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Chłopiecchciał coś jeszcze powiedzieć, lecz Ariadna po raz drugi pchnęła go delikatniedo przodu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Uciekajcie. Postaram się ich zatrzymać tutaj tak długo, jak tylko mi się touda.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Jak zamierzasz to zrobić? – Znachor sceptycznie przyjął ten pomysł.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Naglewokół zaległa cisza. Duriom spojrzał pytająco na kobietę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–Wódz nadchodzi. – Ariana uśmiechnęła się delikatnie. – Po raz pierwszy cieszęsię, że lubi on zwlekać. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;–A my sterczymy tutaj, zamiast jak najszybciej się stąd wynosić – mruknąłznachor.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-bottom: .0001pt; margin-bottom: 0cm; text-align: justify; text-indent: 1.0cm; text-justify: inter-ideograph;"&gt;&lt;span style="font-family: Cambria, serif;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadielpodziękował więc kobiecie za wszystko, co uczyniła dla niego i jegoprzyjaciela. Ariana oświadczyła, że to nic w porównaniu do ocalenia życia jejcórki. I to by było na tyle. W końcu młodzieniec znalazł się przy Duriomie. Tenruszył jako pierwszy. Musiał się jednak delikatnie schylić, by muc zmieścić sięw tunelu. Chłopiec nie miał tego problemu. Już po chwili obydwoje usłyszeliłomot zamykającej się drewnianej klapy. Otoczyła ich całkowita ciemność orazzapach ziemi.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-492689862673289571?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/492689862673289571/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=492689862673289571&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/492689862673289571'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/492689862673289571'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2012/02/poczatek-konca-cz-xvi.html' title='Początek końca, cz. XXVI'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-6362726960310138060</id><published>2012-02-15T12:34:00.000+01:00</published><updated>2012-02-15T12:42:12.049+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XXV</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Musieli jednak pozostać. Okazało się, że chłopi wstają znacznie wcześniej, niż myśleli podróżnicy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Obudziła ich Ariana. Pomimo miłych i ciepłych słów płynących z ust kobiety, Duriom zerwał się z posłania niczym oparzony. Sadiel nasunął mocniej na siebie pled. Za dobrze mu się spało i uczyniłby wszystko, aby spędzić pod kocem choć jeszcze kilka chwil.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Możecie obmyć swe twarze przy balii. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ariana zaczynała krzątać się już po domostwie. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Mężczyźni z pewnością nanosili do niej świeżej wody. Postaram się czym prędzej przygotować strawę. Pewnie zgłodnieliście przez noc.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Miło mi, pani, że proponujesz nam posiłek, lecz musimy odmówić. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Znachor wzrokiem odnalazł leżący pod stołem płaszcz przyjaciela. Natychmiast ruszył po niego, kładąc go następnie przy otulonym kocem Sadielu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; I tak już zbyt długo tu przebywamy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Niema mowy, byście opuścili nasze domostwo z pustymi żołądkami. To nie przystoi. I poniekąd będzie dla mnie obrazą, jeśli mi odmówicie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Duriom westchnął, spoglądając na drzemiącego Sadiela.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Jeśli w taki sposób przedstawiasz tą sprawę, pani, to… nie pozostaje nam nic innego, jak potowarzyszyć wam jeszcze tego poranka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Kobieta uśmiechnęła się, chwytając w ręce drewniane wiadro i ruszając w stronę drzwi wyjściowych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Postaram się czym prędzej przyrządzić posiłek, jednak łatwiej byłoby mi tego dokonać, gdyby twój czeladnik odsunął się z posłaniem od kominka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Tak, tak… Już go budzę…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Gdy Ariana opuściła chatkę, Duriom natychmiast ściągnął pled z chłopca.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Wstawaj i zakładaj swój płaszcz. Znają twoje imię, kobieta widziała już twoją twarz… Przynajmniej postaraj się, by twoich oczu nie zauważyli. Może się to jakoś po kościach rozejdzie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Czyli, że zostajemy na posiłek? - Sadiel uśmiechnął się, mocno się przeciągając. Gdy większość kości powróciło na swoje miejsce, narzucił na siebie ciemnozielone okrycie, nakładając kaptur na głowę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ja się dziwię, że ty jeszcze żyjesz. Wiesz w ogóle, co to jest ostrożność?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Hm… Odmawianie ofiarowanej strawy? - wyszczerzył dwa rzędy białych zębów.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Duriom otarł dłonią twarz z bezsilności.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Chyba ci to w nocy tłumaczyłem. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Tak, tak… Wiem. Po posiłku pójdę osiodłać nasze wierzchowce.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; I w końcu mówisz do rzeczy. Lecz najpierw odświeżmy się trochę. Jeszcze mi nad miską zaśniesz. I wstyd będzie wielki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Świeża potrawka wyglądała znaczniej lepiej niż ta z poprzedniego dnia. Smakowała równie smacznie. Z pewnością tym razem dodano do niej kawałki mięsa, których brakowało Sadielowi w codziennej diecie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Podczas rozmowy okazało się, że Natiah zajął się już końmi wędrowców. Parzystokopytni przyjaciele zostali nakarmieni i oporządzeni. W każdej chwili można więc było wskoczyć na ich grzbiety i pognać w nieznane.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadiel wielce się ucieszył. Siodłanie wierzchowców nie należało do jego ulubionych zajęć. Może spowodowane to było ciągłymi utyskiwaniami Strzały, że to pasy zbyt ciasno zapięte, że sznurki plączą mu się pomiędzy tylnimi łapami, że za dużo musi dźwigać… Konkretnie to całe siodłanie zajmowało chłopcu dużo czasu. Strzała nie zgadzał się bowiem na żadną podróż, gdy nie zniknęły wszelkie niedogodności. Aż blondyn bał się pomyśleć, co będzie musiał znosić, gdy dojdzie do tego jeszcze grzbiet Iskry.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ale, ale… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; rozpromienił się Natiah. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Miałeś nam, Sadielu, opowiedzieć wczoraj, jak to uratowałeś Sonyę. Ja i moja żona &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; tu dłonią wskazał na kobietę wychodzącą z drugiej izby z pustą, małą miseczką opróżnioną za pewne przez dziewczynkę &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; jesteśmy bardzo ciekawi, jak tego dokonałeś.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadiel zamierzał rozpocząć już opowieść, gdy coś zaświtało mu w głowie. Nie mógł przecież od tak poinformować, że oto jego dzielny rumak, dzięki swej bystrości i inteligencji, pomógł mu wydostać się z nurtu rzeki, używając do tego ciemnozielonego płaszcza. Równie dobrze mógł powiedzieć, że to grupka elfów uratowała go z niebezpieczeństwa. Albo uznają go za wariata, albo zaczną domyślać się prawdy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; To znaczy… Bo ja… No… Ja byłem wtedy w szoku i… I ja nic nie pamiętam. Dopiero gdy znalazłem się na brzegu… Dopiero wtedy doszedłem do siebie. - Spuścił swój wzrok. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ja przepraszam… Naprawdę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; No cóż… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Natiah podsunął miskę do wielkiego gara. Kobieta natychmiast zaczęła nakładać mu kolejną porcję potrawki. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Byłem przygotowany na bardziej obszerną odpowiedź.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Nie dziw się mu, mężu. Pewnie sam do końca nie wiedział, co wtedy czyni. Woda była lodowata, nurt porywisty… W dodatku koryto rzeki jest strome i wysokie. Może i lepiej, że nic nie pamięta.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Właśnie… Woda lodowata, nurt porywisty… Ciekaw jestem, jak ten szczawik wydostał się z tej całej matni. Pamiętasz chyba, że w tamtym roku, w podobnej porze, w naszej rzece utopił się zastępca poborcy podatkowego. A wyglądał on o wiele postawniej niż Sadiel i nie musiał nikogo innego ratować. Może by jednak twój uczeń, panie &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; mężczyzna skłonił się delikatnie w stronę Durioma, &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; podzielił się&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;z nami tą cenną radą, jak uchronić się przed śmiercią w odmętach tej przeklętej rzeki.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Najlepiej zrobić wysoki płot nad brzegiem. I pilnować swoje pociechy &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; uśmiechnął się znachor, choć widać było, że mina ta była w dużym stopniu wymuszona.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Zapamiętamy te uwagi i postaramy się wprowadzić je w życie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Radzę uczynić to jak najszybciej, inaczej nie tylko Sonyę może spotkać ciężki los. A teraz… zobaczę jak się trzyma nasza dziewczynka. Ty, Sadielu, możesz iść wyprowadzić nasze konie. Za chwilę będziemy ruszać w drogę. - Duriom wstał od stołu, chwytając za swoją torbę i spoglądając kątem oka na Arianę. Ta w lot zrozumiała, że mężczyzna nie chcę samemu iść do blondyneczki. Dobrze pamiętał jeszcze poprzedni dzień, gdy to Sonya omal nie popłakała się z powodu zachowania znachora.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Młodzieniec nie chciał zostać sam na sam z Natiahem, więc i on postanowił ruszyć do swej pracy. Chcąc wstać, pociągnął swój płaszcz, którego dolna część została przypadkiem przyciśnięta przez nogę siedziska. Poczuł nagły opór, wyprowadzający go delikatnie z równowagi. Chcąc utrzymać się na nogach, cofnął się do tyłu o krok, wpadając przy tym na krzesło. Poleciał na plecy, uderzając tyłem głowy w podłogę. Syknął z bólu. Niemalże natychmiast chwycił się za ciemienie dłonią. Lepka, czerwona maź znalazła się na jego palcach. Usłyszał stłumiony krzyk Ariany. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Nic mi się nie stało. Stłukłem sobie głowę, ale to nic pow… - nie dokończył. Spojrzał na kobietę. Jej wzrok nie koncentrował się wcale na jego ręku, lecz na twarzy… całkowicie odsłoniętej twarzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; To… To przecież… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ze swego siedziska zerwał się Natiah, nieomal nie przewracając stołu z wściekłości. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Syrianin! Noż coś podejrzewałem, że to nie zwykły dzieciak! To musiał być pomiot czarci! Tylko diabeł uratowałby się z rzecznego piekła! Ariana! Pędź natychmiast po wodza! Trza po Sprzymierzeńca posłać. Niech no weźmie ze sobą tego potwora!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadiel, usłyszawszy nazwę wysłannika jednej z wrogich jego rasie grup, poczuł zimny dreszcz przechodzący po jego ciele.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ja nie… Przecież ja nie… Duriomie, powiedz coś! &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; wyskamlał, widząc wieśniaka zbliżającego się do drzwi wyjściowych.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Znachor jakby nagle oprzytomniał. Podbiegł do Natiaha chwytając go za ramię i pociągając w swoją stronę tak, by stanąć z nim twarzą w twarz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ten pomiot czarci uratował twoją córkę… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; wysyczał przez zaciśnięte zęby. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Sam nieomal się przy tym utopił. Nie chciał za to żadnej nagrody… Nie żądał od was specjalnego traktowania i z pewnością, gdyby miał po tym wszystkim jeszcze choć odrobinę siły, zniknąłby wtedy bez śladu, by nie robić wam problemu. Ale nie mógł! Poza tym, jest na tyle odpowiedzialnym POTWOREM &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; zaakcentował ostatnie słowo &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; że nie zostawiłby dziewczynki samej bez tej pewności, że ktoś z was ją odnajdzie i udzieli odpowiedniej pomocy. Więc proszę mi tu, z łaski swojej, nie nazywać Sadiela wysłannikiem czarta, potworem, ani szczawiem! Wie on dobrze, że wy i wam podobni, z miłą chęcią widzielibyście go wiszącego na szubienicy, a jednak sam nigdy nie żywił i z pewnością żywić nie będzie do was nienawiści! Bo on, w przeciwieństwie do was, nie jest żadną bestią wierzącą w zwykłe pogłoski głoszone przez wariatów, uznających się za wybawicieli całego świata, i wydającą inne istoty na pewną śmierć, gdy tylko usłyszy brzęk srebrnych talarów! A zatem jeśli ktoś z nas jest w tym momencie potworem, to ty, panie, jesteś temu najbliższy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Natiah patrzył na mówcę szeroko otwartymi oczami. Jego usta podrygiwały tylko, jakby chcąc coś powiedzieć. Odwrócił głowę spoglądając na drzwi, potem znów skupił się na Duriomie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ariano! Chyba coś do ciebie mówię! Pędź po wodza!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ale… mężu mój… Ten znachor ma rację. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Kobieta niepewnie podeszła do Sadiela, wyciągając do niego dłoń. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ktoś kto w sercu swym złu hoduje jedynie, nie byłby w stanie życia swego poświęcić, by obcego człowieka ratować. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Pomogła wstać chłopcu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Ariano! To jest syrianin! Musimy powiadomić o nim odpowiednie osoby. Wiesz ile monet za niego dostaniemy?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Lecz on naszą córeczkę uratował. Jesteśmy mu winni zagwarantowanie bezpiecznego opuszczenia naszej wioski. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Niczego mu nie jesteśmy winni! Lecz jeśli ty nie chcesz tego uczynić, ja zwołam chłopów. Razem pochwycimy ten pomiot i oddamy go w odpowiednie ręce! Nie będę marnował tak pięknej okazji na zarobienie kilku talarów i usunięcie z naszego świata tego śmiecia!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Panie… Powiedz, cóż ja ci złego uczyniłem? &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; do rozmowy postanowił dołączyć się sam jej podmiot.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Nie mi, lecz światu całemu. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Natiah obrzucił go spojrzeniem, jakim obrzuca się zgniły ochłap mięsa.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Więc cóż ja takiego złego światu naszemu uczyniłem?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Nie naszemu… Ten świat nigdy nie należał i należeć nie będzie do takich jak ty! Wy wszyscy czynicie zło rodząc się na nim!&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Wydaje mi się, że za moją sprawą mniej w ziemię krwi wsiąknęło, niż za sprawą tych ludzi, którzy sztylet unieść potrafią i wbić go w serce niewinnego starca! - zmrużył oczy Sadiel.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Sadielu… &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Duriom zwrócił się spokojnym głosem do chłopca, widząc w jego spojrzeniu iskierki złości. Nie wiedział jeszcze, na co stać tego młodzieńca, lecz wolał w tym momencie nie dowiadywać się tego. &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Nie dawaj ponieść się swym emocjom.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; Bo nie będzie mnie ktoś oskarżał o czynienie zbrodni! Niczego im nie zrobiłem, Duriomie… Uratowałem ich córkę… URATOWAŁEM ICH CÓRKĘ! Jeśli ratowanie ludzi jest czymś złym, to zgadzam się! Chcę dalej czynić takie zło! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Budynek, w którym się znajdowali, zaczął delikatnie drżeć. Kobieta po raz drugi zasłoniła swe usta dłońmi, rozszerzając ze strachu swe oczy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin: 0cm 0cm 0pt; text-indent: 1cm;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, &amp;quot;serif&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt;–&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; line-height: 115%;"&gt; A nie mówiłem?! - wrzasnął Natiah, odpychając znachora i wybiegając z chaty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, &amp;quot;Times New Roman&amp;quot;, serif;"&gt;Pytacie się pewnie, czemu tak szybko druga notka opublikowana została. A już śpieszę wam z odpowiedzią :) Znów przez dwa tygodnie z czasem krucho, więc już tak na zapas załączyłam. By później nie było, że nieregularnie Chasdija marze coś na blogu :) &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times;"&gt;Ale blogi tych, co znam adresy, będą odwiedzane regularnie, więc... nie ma obijania się :)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times;"&gt;A jak ktoś tu zagląda i czyta i ma też gdzieś tam swojego bloga, to może się adresem pochwalić :) Bo moja umiejętność w wyszukiwaniu interesujących blogów jest równa zeru. No cóż... Dwa mi się udało kiedyś znaleźć i do teraz je nawiedzam ;)&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times;"&gt;No tak czy inaczej... Życzę miłego czytania, pozdrawiam i papa :)&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-6362726960310138060?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/6362726960310138060/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=6362726960310138060&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6362726960310138060'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6362726960310138060'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2012/02/poczatek-konca-cz-xxv.html' title='Początek końca, cz. XXV'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-6411452773362058140</id><published>2012-02-13T17:56:00.000+01:00</published><updated>2012-02-13T18:04:30.754+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XXIV</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: 'Helvetica Neue', Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: 'Helvetica Neue', Arial, Helvetica, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif;"&gt;&amp;nbsp;&lt;span style="font-size: large;"&gt; Sadiel spał smacznie na prowizorycznym posłaniu. Czuł się jak książę spoczywający w najbardziej miękkim łożu na świecie. Zbyt wiele nocy spędził na twardej ziemi, by teraz nie doceniać takiej wygody. Jednak spoczynek swoją drogą, a pęcherz swoją. Choć noce z dnia na dzień cieplejsze były, to jednak wiosenna bryza od rzeki dmuchająca, potrafiła przynieść jeszcze gęsią skórkę na ciele.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Z ociąganiem wysunął się spod pledu, wyszukując stopami swych skórzanych butów. Słońce jeszcze spało smacznie za horyzontem. Jedynie księżyc dawał nikłe światło, pozwalające dostrzec kontury przedmiotów znajdujących się w izbie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; Gdy był już na nogach, poczuł zimny wiatr wiejący przez szczelinę pod drzwiami wejściowymi. Niepewnie uklęknął na podłodze, próbując dłońmi odnaleźć swój płaszcz. Ostatecznie, po kilku nieudanych próbach i z powodu coraz bardziej ponaglającego pęcherza, odwrócił się na pięcie, zbliżając się do posłania.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;- Duriomie… Wezmę koc na chwilę. Muszę wyjść na dwór za… e… potrzebą.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; Nie usłyszał jednak odpowiedzi. I dobrze. Nie będzie przerywał przyjacielowi smacznego snu.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Zamaszystym ruchem ściągnął pled z łoża i oplótł się nim, niczym larwa kokonem.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Stąpał powoli i bardzo delikatnie. Wiedział jakie zdradzieckie potrafią być deski, po których kroczył. Najgorzej były przed samym wyjściem. Przez chwilę zastanowił się, czy aby Natiah nie poluzował ich specjalnie. Zawsze to jakiś alarm przed nieproszonymi gośćmi. Pomimo starań, kilka razy usłyszał skrzypnięcie, które w mroku zdawało się brzmieć niczym odgłos stu trąb rycerskich. Przygryzł dolną wargę. Miał nadzieję, że nie obudził właścicieli chatki. Gdy otworzył drzwi, westchnął głęboko. O ile odgłosy uginających się desek nie spowodowały może większego zamieszania, o tyle pisk zawiasów z pewnością zrobił swoje. Stanął na chwilę, nasłuchując, czy aby ktoś ze starszych nie wyruszył zidentyfikować tego hałasu. Zero szmerów, szeptów, tupotu stup. Ruszył więc dalej.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Początkowo miał zamiar wyjść poza teren wioski. Nie spodobała mu się jednak wizja samotnej podróży w nieprzyjazny teren. Rozejrzał się dookoła. W blasku księżyca nie zauważył żadnej istoty myślącej. Postanowił więc załatwić to co musiał tuż za chatką w której przyszło mu spać.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;Znalazłszy się już przy tylniej ścianie budynku, zsunął z siebie koc i zaczął powoli opuszczać swe ciemnogranatowe, lniane spodnie. Nie zdążył jednak wyprostować się, gdy usłyszał męski głos.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;- A co ty tu wyprawiasz?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Omal nie krzyknął ze strachu. W pierwszej chwili nie wiedział w ogóle, co ma ze sobą począć. Paść na kolana i błagać o litość? Podnieść spodnie z ziemi? A może zacząć uciekać?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Jednak coś nagle zaświtało mu w głowie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;- Duriom?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;- A kogoś się tu spodziewał? – odpowiedział znachor, odchrząkując w między czasie.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;- Ty… Ty płakałeś?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div align="left" class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-align: left; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Dopierow tym momencie Sadiel uświadomił sobie, że głos Durioma rzeczywiście brzmiałgardłowo i znacznie wyżej niż zazwyczaj.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Ja?Nie… To znaczy… Tak… Chciałem powiedzieć, że… Może tak… Nie do końca… –Mężczyzna otarł twarz swoimi dłońmi. Stał, zwróciwszy nagle wzrok ku niebu. Wjego szklistych oczach odbijały się gwiazdy. – Wiem… – westchnął głęboko. –Wiem, że nie przystoi mi wylewanie łez. Jestem przecież mężczyzną, a nie jakąśbiedną niewiastą. Nie mogłem jednak wytrzymać. Gdy powiedziałeś mi o Broulu… Otym jak go skatowano… O tym całym zajściu… Poczułem wtedy jak moje serce pęka.Byłem do niego przywiązany jak… jak do swojego prawdziwego brata. Nadal niemogę uwierzyć, że już nigdy się z nim nie spotkam. A był tak blisko…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Sadielnie dziwił się temu. Sam jeszcze tak niedawno stracił swojego Mistrza. Tylko,że on miał bardziej komfortową sytuację. Dzień przed tym tragicznym zdarzeniem rozstawałsię ze swoim opiekunem. Choć starzec żył nadal, to jednak Sadiel musiałzrozumieć, że być może ich drogi już nigdy się nie spotkają. Był więcprzygotowany do samotności i do braku przy swoim boku tego, który był dla niegoniczym ojciec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– No, ale dosyć tego – westchnął Duriomuśmiechając się lekko. – Rób co masz robić i wracaj do chaty. Skoro świt ruszaćbędziemy w dalszą drogę. Natiah ze swoją żoną są bardzo mili, ale wolałbym jużwięcej ich nie widzieć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Moglibyśmy choć na porannym posiłku zostać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Nie! Żadnych posiłków, żadnych rozmów,żadnych pożegnań. Najlepiej jeśli nikt z wieśniaków nie będzie wiedzieć kiedywyruszyliśmy i w którą stronę się udajemy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Sadiel nie zamierzał już protestować. Nawymianę zdań przyjdzie jeszcze pora. W tym momencie miał ważniejsze sprawy nagłowie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Ale to nie będzie ci chyba potrzebne. -Znachor wskazał na leżący na ziemi koc.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– A co, jeśli ktoś mnie zauważy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Uwierz mi, że chłopi nie marnują nocy naromantyczne spacerki przy świetle księżyca. Wystarczająco nachodzą się za dnia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;Gdy wrócił do domostwa, od razu wskoczył podciepły pled. Przewrócił się na bok, zamykając z ulgą zmęczone oczy. Po chwilijednak ponownie ułożył się na plecach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Duriomie? Śpisz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Nie, a dlaczego pytasz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Może zostaniemy jutro na porannym posiłku?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Wiesz co? Pomyliłem się jednak. Śpię… Baaaardzogłęboko śpię.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="margin-left: 0cm; text-indent: 1.0cm;"&gt;&lt;span style="font-family: Times, 'Times New Roman', serif; font-size: large;"&gt;– Taaak… - westchnął Sadiel… równie głęboko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-6411452773362058140?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/6411452773362058140/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=6411452773362058140&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6411452773362058140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6411452773362058140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2012/02/poczatek-konca-cz-xxiv.html' title='Początek końca, cz. XXIV'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-590464459898388082</id><published>2012-01-07T22:03:00.001+01:00</published><updated>2012-01-07T22:06:35.924+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XXIII</title><content type='html'>&lt;i&gt;&lt;span style="font-family: Verdana, sans-serif; font-size: large;"&gt;„O… O wilku mowa” – parsknął Strzała, widząc nadchodzącego przyjaciela. &lt;br /&gt;Sadiel rozejrzał się dookoła. Wszyscy mieszkańcy wsi spożywali za pewne posiłki w swych domostwach. Słońce zaszło już za horyzontem. Na niebie swe panowanie rozpoczynał księżyc, otoczony wiankami migocących gwiazd. Delikatny wiatr muskał korony leśnych drzew. Cichy, kojący szum dobiegał do uszu chłopca. Ucieszył się, że mógł choć na chwilę uwolnić się od Durioma i rodziców Sonyi. Potrzebował pobyć trochę w samotności… oczywiście razem ze Strzałą. Lecz zwierzak ten był nieomal jego drugą połówką. Razem tworzyli jedną całość. Dziwne, że dopiero teraz to sobie uświadomił. Wyobrażał sobie dalszą podróż bez znachora i jego wierzchowca, ale nie bez Strzały.&lt;br /&gt;- Rozmawialiście o mnie? – Wziął się za odwiązywanie koni od płotu. &lt;br /&gt;„Tak… Chociaż… właśnie skończyliśmy. Co tam słychać u Sonyi?” &lt;br /&gt;- Wydaje mi się, że przeżyje. Chcecie iść do stajni? – spytał się jakby od niechcenia. &lt;br /&gt;„No pewnie… Nie będziemy tutaj marzli. Może już nie pamiętasz, ale zdarzają się jeszcze chłodne noce. Poza tym w stajni trzyma się zazwyczaj świeżutkie, chrupiące sianko. Niestety mój przyjaciel, napełniwszy swój własny żołądek, zapomniał zupełnie o żołądku tego, na którego grzbiecie przemierzył wiele kilometrów.” &lt;br /&gt;- Znów zaczynasz? – westchnął. &lt;br /&gt;„Ja nic nie mówię… I tak mam lepiej niż Iskra. Zawsze to kilka kilogramów mniej na barkach.” &lt;br /&gt;- Otóż to… Powinieneś to docenić. &lt;br /&gt;„Tak, tak… A teraz zaprowadź nas do tej stajni. Już nie mogę doczekać się wieczornego posiłku.” &lt;br /&gt;- Teraz to już raczej nocnego… &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stajnia okazała się miejscem bardzo tłocznym. Sadiel przez chwilę zastanawiał się, czy aby nie wprowadzić koni do budynku stojącego obok, gdzie niebyło żadnego zwierzęcia, za to wypełnione po &lt;br /&gt;brzegi było zeszłorocznym sianem. Ostatecznie doszedł do wniosku, że może nie spodobać się to wieśniakom. Lepiej nie nadużywać gościnności ludzi, choćby uratowało im się córkę. &lt;br /&gt;- Przynajmniej nudzić się wam nie będzie – stwierdził, przywiązując Iskrę do drewnianego pala. &lt;br /&gt;„Iskra mówi, że nie trzeba go przywiązywać. Mam nadzieję, że o ograniczeniu i mojej wolności w taki sposób, nawet nie pomyślałeś. Nie mielibyśmy nawet gdzie uciekać, chyba, że w przeciągu jednej nocy nauczymy się otwierać te wielkie, drewniane wrota. – Strzała natychmiast zaczął rozglądać się za snopkiem siana. – Ale nie widzę tu naszego posiłku.” &lt;br /&gt;- Bo jeszcze wam go nie przyniosłem. &lt;br /&gt;„Kamień z serca. A już myślałem, że pozostawisz nas takich głodnych.” &lt;br /&gt;- Mógłbym, ale kto by jutro nas na swych grzbietach niósł? &lt;br /&gt;„Też prawda… - parsknął wierzchowiec. – Karmi się tylko wtedy, gdy cztery kopyta do jazdy potrzebne.”&lt;br /&gt;- Oh… Już idę po to siano – stękną Sadiel. – Bo jeszcze mi tu gotowi z głodu paść. Jestem tylko ciekaw, kto całą trawę przy płocie wyskubał – rzekł z przekąsem. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Gdy wrócił do chaty, zauważył Durioma rozkładającego ciemnobrązowy koc na workach wypełnionych sianem. Zdziwił go ten widok, tym bardziej że worki te znajdowały się niebezpiecznie blisko gasnącego ogniska w kominku. Oprócz ich obojga, w izbie niebyło nikogo innego. &lt;br /&gt;- To tu spać będziemy? &lt;br /&gt;- Tu… A coś wielmożnemu panu nie odpowiada?! – warknął znachor. &lt;br /&gt;- O co ci się rozchodzi?! – Sadiel nie był mu dłużnym. &lt;br /&gt;Mężczyzna spojrzał to na chłopca, to na drzwi, za którymi zapewne znajdowali się mieszkańcy tej chaty. &lt;br /&gt;- Może tak jeszcze głośnie? – Duriom warknął po raz drugi, jednak już ściszonym głosem. – Bo to za mało tu ludzie o nas wiedzą. &lt;br /&gt;- Mówisz o moim imieniu? &lt;br /&gt;- Tak… O twoim imieniu… Ale teraz wyjdź na dwór i czekaj tam na mnie. Nie będziemy tu rozmawiali na ten temat. &lt;br /&gt;Sadiel wzruszył ramionami i znów cofnął się do wyjścia. Nawet lepiej dla niego. Nie musiał przynajmniej ścielić ich prowizorycznego legowiska. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Stał oparty o ścianę budynku, gdy usłyszał przeciągłe skrzypnięcie drzwi. &lt;br /&gt;- Wyjdźmy za teren wioski – odezwał się Duriom. – Nie chcę, by ktoś nas usłyszał. &lt;br /&gt;- Więc o co chodziło z tym moim imieniem – rozpoczął młody syrianin, podążając w stronę bramy. &lt;br /&gt;- Po prostu im mniej szczegółów ludzie o tobie wiedzą, tym lepiej. &lt;br /&gt;- Ale dlaczego? &lt;br /&gt;- Bo każdy człowiek jest potencjalnym źródłem informacji dla Sprzymierzeńców bądź Wybawców. Pewnie zastanawiasz się, co wspólnego mają te dwie grupy ze zwykłymi wieśniakami. Uwierz mi… Ich łapska sięgają wszędzie. Nie ma miejsca, gdzie prędzej czy później nie znalazłby się ich wysłannik. Jeśli więc taki człowiek pozna twoje imię, a do tego zobaczy twoją twarz, i zostanie przesłuchany przez Wybawcę, to… Marny twój los. Przez całe życie będziesz czuł ich oddech na swym karku. &lt;br /&gt;- Nie wiem, czy już ich nie czuję. Opowiadałem ci chyba o moim Mistrzu i tym, w jaki sposób został zabity. Przy jego ciele znalazłem kartkę z tekstem brzmiącym mniej więcej tak: teraz twoja kolej, syianinie. A potem to całe zajście we wiosce. – Chłopiec z ulgą usiadł na mostku, przez który zamierzał przejść kilka godzin wcześniej. – Ledwie uszedłem z życiem. &lt;br /&gt;- O tym mi nie wspominałeś. – Duriom już po chwili znalazł się obok trzynastolatka. – Co się wtedy stało? &lt;br /&gt;Sadiel opowiedział szczegółowo całe to zajście. To, jak początkowo nie chciano go wpuścić na teren wioski, lecz gdy wódz zobaczył jego twarz, natychmiast zmienił zdanie. To, jak go przyjęto i na noc ulokowano w stajnie… I to, co przeżył tamtejszej nocy. Po jego ciele przeszedł zimny dreszcz. Nie wiedział czy było to spowodowane bryzą płynącą od rzeki, czy ten nieprzyjemnym wspomnieniem. &lt;br /&gt;- I właśnie od tego chciałem cię ustrzec – rzekł znachor, spoglądając na oddalone, oświetlone blaskiem księżyca, pagórki. – Miejmy nadzieję, że był to zwykły przypadek. Może któryś z wieśniaków doszedł do wniosku, że posiadasz przy sobie jakiś woreczek pełen talarów i postanowił cię od niego uwolnić. &lt;br /&gt;- Myślisz, że to mógłbyś mieszkaniec tamtej wioski? &lt;br /&gt;- Chyba tak… Tym bardziej, że chyba od tamtego momentu nie doświadczyłeś na sobie podobnej sytuacji. &lt;br /&gt;- Nie doświadczyłem – potwierdził Sadiel. – Czyli, że teraz Wybawcy będą na mnie… polować? – Choć wiedział, że wszędzie może na niego czyhać niebezpieczeństwo, to jednak podświadomie wierzył, że wystarczy tylko trochę więcej ostrożności, a nic mu się nie stanie. Jeśli jednak w grę wchodzili członkowie dwóch wrogich rasie syriańskiej ugrupowań, sytuacja nie wyglądała już tak wspaniale. Wiadome jest, że niema niczego gorszego niż zorganizowany wróg. &lt;br /&gt;- Już pewnie polują. Jednak jeśli będziesz ostrożny, nie powinni natrafić na twój trop. Dlatego też trzymaj zawsze kaptur na swej głowie. &lt;br /&gt;- Ale Samir, Lumia i dzieciaki widziały moją twarz. &lt;br /&gt;- Pewnie nie tylko oni. Nie da się tego cofnąć i nie należy zaprzątać sobie tym głowy. Teraz powinieneś martwić się o to, by liczba osób znających twoje imię i twoją twarz, nie wzrosła. &lt;br /&gt;- Lecz ty podałeś swoje imię – stwierdził Sadiel po chwili zastanowienia. &lt;br /&gt;- Mnie i tak dobrze znają w tamtych kręgach. Nadmierna ostrożność w żaden sposób nie poprawi mojego bezpieczeństwa. &lt;br /&gt;- Znają? - Chłopiec uniósł brwi. – Czy to ma coś wspólnego z ludźmi, którzy pewnego dnia nawiedzili ciebie i skrzywdzili cię? &lt;br /&gt;- A ty skąd o tym wiesz? – Duriom zaczął świdrować wzrokiem swego rozmówce. &lt;br /&gt;- Pamiętaj, że jestem syrianinem… Wyczytałem to z twoich myśli. &lt;br /&gt;- Czyżby? – mężczyzna zmrużył swe oczy, uśmiechając się przy tym półgębkiem. &lt;br /&gt;- No dobrze… Żartowałem. Strzała dowiedział się o tym od Iskry i przekazał mi, gdy jeszcze odpoczywałem w twojej chatce. &lt;br /&gt;- Tak też myślałem. Odpowiadając na twoje pytanie: ma to wiele wspólnego z tymi gośćmi. Pamiętaj jednak, że przyjaźniłem się też z Broulem. Ta znajomość sprawiła, że co i rusz nawiedzają mnie Sprzymierzeńcy. Mają nadzieję, że kiedyś wyjawię im, gdzie znajduje się mój brat. Może jednak sami już się tego dowiedzieli, jak i tego, że niema go już wśród żywych. &lt;br /&gt;- A jeśli nie? Jeśli nadal cię śledzą? I jeśli zobaczą mnie u twego boku? Przecież… Mogą cię znów pobić, a mnie… - Sadiel przełknął głośno ślinę, dodając po chwili – I jest to kolejny powód dla którego nie powinieneś ze mną podróżować. &lt;br /&gt;- I to jest właśnie dobry powód, byśmy podróżowali razem. &lt;br /&gt;Chłopiec spojrzał pytająco na Durioma. &lt;br /&gt;- Skoro mnie śledzą, to z pewnością przypuszczają, że wiem iż kręcą się przy mnie. Mając tą pewność, nie powinienem spotykać się z żadnymi syrianinami, a tym bardziej brać ich pod swą opiekę… A przynajmniej oni tak myślą. Wątpię, by uwierzyli, że jesteś błękitnookim. Nie jestem przecież aż tak lekkomyślny, nie? – Pytanie to było na poły retoryczne, na poły skierowane do Sadiela. &lt;br /&gt;- Jesteś? – chłopiec odpowiedział, unosząc prawą brew. &lt;br /&gt;- Nie zrozumiałeś… Spróbuję wyjaśnić ci to inaczej. – Znachor zaczerpnął pełne płuca powietrza, by po chwili powoli je opróżniają, rozpoczynając swoją mowę. – Oni myślą, że ja nie jestem taki głupi, by brać pod opiekę syrianina, narażając go tym samym na przykry los. Ja wiem, że oni tak uważają i dlatego jestem tu z tobą. Bo skoro oni myślą, tak jak myślą, to nie będą nawet przypuszczać, że jesteś tym kim jesteś. Wiem też, że nie będą próbowali na przymus poznawać twojej tożsamości. Może oni wiedzą, że ja wiem, że mnie śledzą, ale nie będą bezpośrednio zaglądać mi przez ramię. Co innego wiedza oparta na przypuszczeniach, a co innego bezpośrednia wiedza oparta na praktyce. &lt;br /&gt;- Wiesz… W sumie to nie muszę tego rozumieć. Nadal jednak uważam, że dalej powinienem wędrować sam ze Strzałą. &lt;br /&gt;- Uważać to ty sobie na Wybawców możesz, a nie na to, kiedy, gdzie i z kim będziesz podróżować. Od tego bowiem, jestem ja.&lt;/span&gt; &lt;/i&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-590464459898388082?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/590464459898388082/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=590464459898388082&amp;isPopup=true' title='Komentarze (0)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/590464459898388082'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/590464459898388082'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2012/01/poczatek-konca-cz-xxiii.html' title='Początek końca, cz. XXIII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>0</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-6695293776877533660</id><published>2011-12-21T17:46:00.003+01:00</published><updated>2011-12-21T17:46:26.546+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XXII</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;W drzwiach prowadzących do chaty Samira, dwójkę wędrowcówpowitał rosły mężczyzna o ciemnej, opalonej cerze i zmęczonych, zielonychoczach. Natychmiast rzucił się do wyściskania chłopca. Duriomowi uścisnął mocnodłoń, przedstawiając się przy okazji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Zwą mnie Natiah. Za ratunek pierworodnej podziękowaćchcę. Kobieta moja posiłek już szykuje. Razem z nami go zjecie, jeśli ani mi,ani jej przykrości nie chcecie zrobić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Nie chcemy, nie chcemy – upewnił go Duriom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- A jak was zwą, wybawcy moi? – spytał Natiah, nieomalpchając Sadiela w kierunku swego domostwa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- &amp;nbsp;Mnie zwą Duriom. Aten, kogo tak uparcie popychasz przed sobą, jest moim uczniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Mężczyzna nie drążył więcej kwestii imienia Sadiela. Za towciąż powtarzał, że musi on mu opisać całe to zajście, podczas którego jegocóreczka omal życia swego nie utraciła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Domostwo Natiaha nie wyglądało okazale. Lata światłościumeblowania minęły już bezpowrotnie kilkanaście lat wcześniej. Stary stolikopierał się z ledwością na czterech nogach, w których korniki za pewne uwiłysobie miłe gniazdka. Blat obity był warstwą cieńszych i grubszych deseczek, spajającychw jedno tą mizerną konstrukcję. Kominek stojący na jednej ze ścian nieomalrozsypywał się pod naporem spojrzeń gości. To, że nad ogniem, na metalowympręcie, wisi jeszcze blaszany gar, uznawali za obecność w tym miejscu siłnadprzyrodzonych. Podłoga skrzypiała pod każdym, nawet najmniejszym ruchemmieszkańców. Szafa wypełniona glinianymi naczyniami chybotała się na wszystkiestrony. A wiszący u sufitu drewniany świecznik? Sadiel podjął decyzję, żebędzie starał się unikać przechodzenia bezpośrednio pod tym niepewnie wiszącymprzedmiotem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Drzwi do kolejnego pomieszczenia zostały zamknięte. I chybato one były w tej całej chacie najbardziej porządnie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Żona Natiaha wyglądała na dość młodą kobietę. Jasna, zdrowacera nie przypominała tej, którą posiadają inni mieszkańcy wsi, spędzającywiększość swego życia na polach pod gołym niebem. Jej usta wykrzywiły się wszczery, szeroki uśmiech, gdy zobaczyła gości. Natychmiast wstała od kotła, wktórym gotowała posiłek, wytarła ręce w szary, ale czysty fartuch i ruszyła wich stronę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Chciałabym ci, chłopcze, podziękować… - uścisnęła dłonieSadiela, próbując uchwycić jego wzrok spod nasuniętego na oczy kaptura.&amp;nbsp; – Gdyby nie ty, moja córeczka już by nieżyła. Nawet nie wiesz ile to dla mnie znaczy… Nie wiesz jak bardzo jestem ciwdzięczna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Dziękuję bardzo, ale… Nie musisz być mi wdzięczna, pani.Gdyby nie ja, Sonya nie znalazłaby się tak blisko śmierci. – Blondyn cieszyłsię, że jego twarz jest zasłonięta. Czuł jak zaczynają piec go policzki. Niebył przyzwyczajony do tak bliskiej obecności przy płci pięknej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Oh… - wtrącił się Natiah, kładąc rękę na ramieniuDurioma. – Nawet nie przedstawiłem naszych wybawców. Ten tu to Duriom – wskazałdłonią na znachora. – A ten to… - machnął głową w stronę błękitnookiego. – Niewiem jak on się zwie. Jest uczniem Durioma i to chyba jedyna rzecz jakiej się onim dowiemy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- A więc… uczniu… - ponowiła rozmowę kobieta. – Jeszcze razci dziękuję. Tobie też, panie – zwróciła się w stronę Durioma. – Samiropowiedział mi, że wyrwałeś moją córeczkę z rąk kostuchy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Jestem znachorem. Taka już moja rola…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Lecz nie mamy jak wam wynagrodzić waszej pomocy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Nie musicie, pani, niczego nam wynagradzać. Chociaż… -Duriom pociągnął nosem. – Miseczkę strawy z przyjemnością przyjmiemy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Co tam miseczkę! Cały gar dla was gotowy jest! Takiszczawik po takim wysiłku musi dostarczyć sobie porządną dawkę energii! –wybuchnął śmiechem Natiah, uderzając przyjaźnie Sadiela w plecy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Chłopiec wypuścił całe powietrze z płuc. Nie mógł uwierzyć,że w takim chuderlawym ciele mężczyzny, znajduje się aż tyle siły. Z pewnościąpraca na roli robi swoje.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Prawie że natychmiast zasiedli do stołu. Natiah przyniósł zdworu dwa drewniane pieńki. Sadiel chciał już zasiąść na jednym z nich, leczAriana, żona Natiaha, powstrzymała go natychmiast. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Nie wypada, by tak czcigodni goście zasiadali na zwykłychpieńkach. Proszę… Usiądźcie na krzesłach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Chłopiec zgodził się, lecz widok rozklekotanego siedziskawyprowadził go lekko z równowagi. Gdy jednak już zasiadł na swym miejscu,wyprostował się niczym struna, bojąc się choć minimalnie poruszyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Gdy Ariana nakładała posiłek do misek, Sadiel spoglądałpytająco na Durioma. Ten, uchwyciwszy wzrok młodego przyjaciela, ściągnąłwymownie brwi. Chłopiec, niby to z przyzwyczajenia, poprawił swój kaptur.Znachor delikatnie pokręcił głową, po czym mrugnął porozumiewawczo. Towystarczyło Sadielowi. Złapał za drewnianą łyżkę i badawczo przyglądał siępapce. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Nie wyglądała ona najlepiej. Miała ciemnozielony kolor iprzypominała zmieloną trawę z dodatkiem białej fasoli i grzybów. Niepewnie więczaczął mieszać w miseczce. Miał już spróbować tego specjału, gdy odezwała siędo niego kobieta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- A musisz, chłopcze, posiłek spożywać w kapturze głowę swąchowając? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Musi, pani – odpowiedział znachor. – Takie panują u naszasady. Uczeń nie może przy obcych swej twarzy ukazywać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Dziwny zwyczaj. A jakie są jego początki?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Y… - Duriom stracił wiele ze swej pewności siebie. – Toznaczy… Wiesz, pani… Często wszelkie zwyczaje żyją w kręgach od zamierzchłychczasów. Nie wiadomo co przyczyniło się do ich powstania, lecz nikt nie zamierzaich zmieniać. Mówią, że kto walczy z tradycją swego rodu, ten jakby ze sobąsamym walczył. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- No cóż… Więc nie mi się z nią sprzeczać. – Arianauśmiechnęła się i zajęła się swoim jedzeniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Po chwili w jej ślady poszli pozostali siedzący przy stole.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Sadiel zdziwił się, gdy pierwsze łyki papki przeleciałyprzez jego gardło. Smak niepomiernie różnił się od wyglądu. Może powodem tegobyło ciągłe oszczędzanie pożywienia podczas podróży, a może zwyczajniezgłodniał po tak dużym wysiłku, jakim było ratowanie dziewczynki, ale całą zawartośćswojej miski pochłonął w ułamku sekundy. Kobieta natychmiast włożyła mudokładkę. I ta zniknęła w zatrważającym tempie. Niepewnie przysunął pojemniczekpod wielką misę stojącą na środku stołu. I tym razem Ariana nie żałowała mupotrawki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- A nie za dużo tego, mój czeladniku? – Duriom gniewnieuniósł brwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Być może, ale już dawno nie jadłem niczego tak smacznego.– Sadiel wyszczerzył swe zęby, zapisując jednak w pamięci, by podczasnajbliższej rozmowy na osobności ze znachorem, nawiązać temat jego wywyższającegosię zachowania. W ogóle musi spytać się go, po co to całe przedstawienie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Niech mu pan misek nie liczy. – Natiah wstał od stołu,ruszając do drugiej izby. Gdy powrócił po kilku minutach, usiadł na swymmiejscu, kładąc na stole szklaną butelkę z ciemnoczerwonym płynem. – Szkrab głodny,to niech szkrab je. A my tym czasem rozgrzejmy się czyś mocniejszym.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ostatnie zdanie jakby całkowicie odmieniło humor Durioma.Jego oczy zaiskrzyły się, a grdyka kilka razy podskoczyła do góry, choć samznachor już dawno niemiał czego przełykać. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Gdy szkarłatny płyn lał się do kubków, które w mgnieniu okaznalazły się przy mężczyznach, cicho zaskrzypiały drewniane drzwi, przez któreprzechodził wcześniej Natiah. Między drewnianymi deskami, a framugą pojawiła sięblada twarzyczka okolona długimi blond włosami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dziewczynka przyglądała się gościom ze strachem w oczach.Widać było, że przez chwilę miała wielką ochotę cofnąć się i znów zniknąć.Sadiel, widząc niewyraźną minę Sonyi, uśmiechnął się niepewnie. Po chwiliuniósł dłoń, by do niej pomachać. Niestety ten gest jeszcze bardziej zawstydziłdziewczynkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Co się stało córeczko? – Matka postanowiła podejść doswego dziecka, gdy zrozumiała, że ono pierwsze nie uczyni żadnego kroku.Przykucnęła przy Sonyi i delikatnie pogłaskała ją po głowie. – Powinnaś całyczas leżeć w łóżeczku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Wiem, mamusiu… Ale boli mnie brzuszek…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Brzuszek! – krzyknął Duriom, uderzając się dłonią wczoło. Jego nagły wybuch sprawił, że wszyscy podskoczyli na swych miejscach, ablondyneczka omal się nie rozpłakała. – Miałem dać syrop, a go schowałem izupełnie o nim zapomniałem. Już pamięć u mnie słaba – spróbował zażartować,widząc do jakiego zamieszania doprowadził. Natychmiast chwycił za skórzanątorbę leżącą przy jego nogach, wyciągając z niej niewielki, brązowy flakonik.Podszedł do kobiety, wręczając jej ten mały podarunek. – Proszę dawać to swojejcóreczce po pięć kropel, trzy razy dziennie. Najlepiej rano, w południe i przedsamym spaniem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- A cóż to takiego? – zainteresował się Natiah.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Niegroźny wywar z kilku ziół. Niegroźny, pod warunkiem żeużywa się go według wskazań znachora. Sonya nałykała się rzecznej wody. Dla takmłodych dzieci nie jest to najlepszy napój. Teraz musi pozbyć się tego całegobrudu, który zatrzymał się w jej brzuszku – mówiąc to, próbował uczynić gestpodobny do tego, jaki kilka chwil wcześniej uczyniła Ariana – pogłaskaćkilkulatkę po główce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Dziewczynka odsunęła się od napastliwej dłoni nieznajomego,natychmiast rzucając się w objęcia matki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Coś nie masz podejścia do dzieci, mój Mistrzu – parsknąłSadiel, szczerząc szyderczo zęby.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Za to mam podejście do swojego ucznia. – Duriom uniósłjeden kącik ust, mrużąc przy tym oczy. – Kiedy na przykład mówię mu, by zająłsię naszymi wierzchowcami, ten bez żadnego „ale” podnosi się od stołu i ruszawykonać moje polecenie w sposób bardzo, ale to baaardzo dokładny. Rozumiemysię?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- A co, gdy uczeń nie może się ruszyć, bo go wciąż dreszczetrzymają po kontakcie z lodowatą wodą?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Nic… Uczeń natychmiast rusza swój tyłek, by czym prędzejwykonać moje polecenie. Wie przecież, że im szybciej je wykona, tym szybciejbędzie mógł ogrzać się pod grubym pledem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Radziłbym ci posłuchać swego Mistrza. – Natiach zwróciłsię do chłopca teatralnym szeptem. – Jeśli twojemu opiekunowi wywietrzeje tocoś, co znajduje się w jego kubku, to na zwykłej utarczce słownej się nieskończy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Zgadzam się z tobą, panie. Nawet nie wiesz, jaki mójMistrz potrafi być upierd…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Sadiel! – Duriom przerwał chłopcu. Zrozumiawszy jednak,co takiego właśnie wyjawił, zakrył dłońmi swoje usta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- O! I dowiedzieliśmy się jednej ze strzeżonych tajemnicnaszych gości – Natiach puścił oczko do blondyna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Sadiel… - powtórzyła kobieta, odliczając pięć kropelnaparu na drewnianą łyżkę zgarniętą w międzyczasie ze stołu. – Piękne imię.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Taaak… - Sadiel uniósł się z krzesła, wpatrując się bezustanku na Durioma, który zaczynał przybierać naprawdę gniewny wyraz twarzy.Jakaś część jego podświadomości mówiła mu, że celem tego gniewu będzie jegopostać. Uśmiechnął się więc przepraszająco ni to w stronę swego opiekuna, ni wstronę pana domu i zaczął powoli cofać się z chaty. – To może ja jednak pójdęzająć się naszymi końmi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Jeśli macie taką ochotę, możecie zaprowadzić je do naszejstajni – zaoferował Natiach. – Stoi ona po drugiej stronie placu, za chatami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;- Tak, tak… Wiem… Widziałem je przybywając w progi waszejwioski. Z pewnością przyda się naszym zwierzakom dach nad głową. PrawdaMistrzu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;Ale Mistrz nie odpowiedział,&amp;nbsp; zaciskając zęby i kręcąc głową ze złości.&lt;/span&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-6695293776877533660?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/6695293776877533660/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=6695293776877533660&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6695293776877533660'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6695293776877533660'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/12/poczatek-konca-cz-xxii.html' title='Początek końca, cz. XXII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-2669911712523966572</id><published>2011-12-02T18:26:00.001+01:00</published><updated>2011-12-02T18:26:40.694+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XXI</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Czy więc i ja mogę to robić? Mogę rozmawiać z nimi wmyślach? – Sadiel poczuł ciepło w okolicach serca. Czuł, że taka zdolnośćmogłaby mu dopomóc w dalszej wędrówce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie wiem. Być może. Otóż… wy jesteście pod tym względem jakludzie. Różnicie się od siebie w zdolnościach tak jak i ja różnię się zpewnością od innego człowieka. Jeden pokonałby dystans kilku kilometrów bezwiększego zmęczenia, inny wybudowałby solidny most w przeciągu kilku dni… Jabez problemu zapamiętuję składniki na napary i maści, o których inni ludzienawet nie słyszeli i… nie ma szans bym się w nich pogubił. Nie przebiegłbymjednak odległości dłuższej niż kilometr i nie zbudowałbym niczego, co byprzetrzymało choćby dzień. Tak jak i wy. Jeden potrafi rozmawiać telepatycznie zludźmi, inny syrianin z pewnością jest lepszy w innej nadludzkiej umiejętności,ukazując jednak niewielkie uzdolnienia w przypadku innych. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- A jeszcze inny potrafi rozmawiać z koniem… - mruknął podnosem Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Taaak… - westchnął przeciągle Duriom. – A inny potrafirozmawiać ze Strzałą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Blondyn, słysząc te słowa, natychmiast zogniskował swójwzrok na znachorze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Wiedziałeś? – spytał niepewnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Domyślałem się już wtedy gdy u mnie przebywałeś.Potrafiłeś siedzieć godzinami u swego parzystokopytnego przyjaciela, niepokazując się u mnie ani na chwilę. Nie wierzyłem, że spędzasz z nim aż tyleczasu, patrząc się jak on pochłania kolejne snopki siana. Musiało więc łączyćwas coś więcej. Umiejętność porozumiewania się między wami była jedynie jedną zmożliwości, które brałem pod uwagę. Czekałem więc, aż uświadomisz mnie, cotakiego tajemniczego was łączy. Dzisiaj otrzymałem upragnioną odpowiedź. –Spojrzał wymownie na Strzałę, który posilał się soczyście zieloną trawą. – Mamnadzieję, że nie obgadywaliście mnie wtedy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie, nie… - natychmiast zaprzeczył Sadiel. – Rozmawialiśmywtedy zazwyczaj o planach na najbliższą przyszłość. – Miał już zapytać się osytuację, którą przekazał Strzale wierzchowiec znachora. Chciał wiedziećdlaczego został pobity przez dziwnych ludzi, którzy wypytywali go o tajemniczeMu. Postanowił jednak zaczekać z tym pytaniem. Będą mieli przed sobą jeszczecałą noc, podczas której padnie zapewne wiele pytań i odpowiedzi. Teraz wolałusłyszeć o dalszych losach Broula.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Duriom nie pozwalał się długo prosić. Prawie że natychmiastzaczął kontynuować przerwaną powieść.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Gdy więc zrozumiał, że połączył się ze mną telepatycznie,natychmiast spytał się mnie, czy może wpaść do mnie w odwiedziny. Nawet niewyobrażasz sobie, jaki wtedy poczułem się szczęśliwy. Po pięciu latachprzebywania pomiędzy obcymi ludźmi miałem okazję zobaczyć znajomą twarz. Gdy sięspotkaliśmy, nie mogłem uwierzyć, że oto stoi przede mną ten sam wesoły, zawszeuśmiechnięty Broul. Widać było, że wiele przeżył i wycierpiał przez ten okres,gdy nie mieliśmy ze sobą żadnego kontaktu. Choć miał wtedy dwadzieścia trzy lata,wyglądał na o wiele starszego. Jego twarz poorana byłą pierwszymi, drobnymizmarszczkami, ramiona przygarbiły się, a oczy stały się jakby bardziej szare.Nawet sposób jego mówienia… Na niektóre zadane przeze mnie pytania reagowałgrymasem twarzy, inne zbywał zwykłym „Nie chcę mi się o tym gadać”. Głupio więcmi było, gdy ja sam z radością opowiadałem mu o tym, jak zmieniło się mojeżycie przez te kilka lat. Oczywiście pozwoliłem mu przespać się w mojej chatce.Chciałem nawet, by został u mnie na dłużej, jednak on stwierdził stanowczo, żenie chce narażać życia swojego brata. Wtedy zrozumiałem, że jego codziennośćpolegała na ukrywaniu się przed bandami Sprzymierzeńców bądź Wybawców, oraz napróbie przeżycia z dnia na dzień. Było mi go okropnie żal. Nie mogłem jednak munijak pomóc. Gdy wyjeżdżał następnego dnia ofiarowałem mu prowiant na czaspodróży, kilka talarów i paczkę z leczniczymi specyfikami. Podziękował mi zanie i… odszedł. Później nie kontaktował się ze mną ani razu. Choć wyjaśnił mi,że ta umiejętność działa jedynie na niewielkich odległościach, jednak niewierzyłem by tak szybko je przekroczył. Potem wiele razy o nim myślałem.Czasami chciałem wyruszyć w świat, by go odnaleźć i towarzyszyć mu w taktrudnym życiu. Innym razem zamierzałem wytruć wszystkich tych, którzy nastawalina szczęście i zdrowie syrianinów. Jeszcze innym razem po prostu się modliłem…Modliłem by jakaś pozaziemska siła opiekowała się moim bratem. Ostateczniezrezygnowałem z tego wszystkiego. Miałem inne problemy na głowie. Ludzie wciążprzychodzili do mnie, prosząc o leki, bądź poskładanie w jedną całość swoichbraci i przyjaciół. Teraz tego żałuję…&amp;nbsp; -Zamknął oczy. Kąciki jego ust drżały delikatnie. – Pamiętasz dzień, gdyprzyłapałeś mnie na cichej rozmowie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel przytaknął głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- To właśnie z Broulem wtedy rozmawiałem. Był niedaleko ipostanowił się ze mną skontaktować. Gdy opowiedziałem mu o tobie, nakazał mi ztobą porozmawiać, wyjaśniając przy tym, w jakim niebezpieczeństwie się znalazłeś.Nie mogłem się jednak z nim zgodzić. Wystarczająco wiele wtedy przeżyłeś, bystraszyć cię Wybawcami. Powtarzał mi, że jesteś już wystarczająco dorosły iprzyjmiesz te wieści ze spokojem i powagą. Ale… Przecież ty masz dopiero… ile?Czternaście lat?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Trzynaście – poprawił go chłopiec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Trzynaście… I jak ty masz w tym wieku sprostać ponurejrzeczywistości?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak naprawdę, to sprostałem jej w dniu, gdy zostałzamordowany mój Mistrz. Teraz staram się dotrzymywać jej kroku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak… - Duriom spojrzał w górę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Szare obłoki sunęły leniwie po niebie, przybierającymciemno pomarańczową barwę. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi. „Porawspaniała na rozklejanie się nad swym położeniem” – uśmiechnął się w duchu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel też nie wyglądał na kogoś, kto ma zamiar zerwać sięnagle z przewalonego drzewa i tańczyć z radości dookoła niewielkiej polanki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- No to teraz weselsza część naszej rozmowy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Weselsza? – Błękitnooki spojrzał na znachora rozkojarzonymwzrokiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- No… Do tej pory powiedziałem ci, co mi na żołądku leżało.Teraz czas nas coś radośniejszego. – Duriom postarał się, by jego uśmiechwyglądał jak najbardziej naturalnie. Gdy zobaczył, że i chłopcu zaczynaudzielać się to nikłe szczęście, rzekł niby od niechcenia – Zamierzamtowarzyszyć ci podczas dalszej podróży.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel nijak nie zareagował na te słowa. Wpatrywał się wswego rozmówce, niczym w arcydzieło sztuki, które niewiele go interesowało.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie cieszysz się?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- E… To znaczy… Nie… Chciałem powiedzieć, tak… Ale… - potoksłów zaczął płynąć z ust chłopca, niczym woda w pobliskiej rzece. I z pewnościąnie dałoby się go w żaden sposób zatrzymać. – Bo ja… I ja obiecywałem… Ale nieżeby… No chyba rozumiesz mnie, prawda…? Rozumiesz mnie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak szczerze powiedziawszy, to zrozumiałem jedynieostatni znak zapytania. – Duriom wyszczerzył dwa rzędy białych, równych zębów.– Byłbym ci wdzięczny, gdybyś przetłumaczył to wszystko na nasz wspólny język.Wydaje mi się, że będzie mi wtedy łatwiej połączyć to wszystko w jedną całość.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel westchnął głęboko. Przez chwilę zastanawiał się,jakby przekazać Duriomowi to, co w tym momencie myśli. Ostatecznie wzruszyłramionami i zaczął mówić bez żadnych ogródek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Bo ja nie potrzebuję żadnego opiekuna. Jestem jużdorosłym syrianinem. Poza tym to ja sam obiecałem, że pomszczę swojego Mistrzai moich braci… i siostry. Sam obiecałem, więc i sam muszę tą obietnicęwypełnić. W dodatku nie chcę cię narażać na żadne niebezpieczeństwo. Dobrzewiem, jaki los spotkał mojego opiekuna. To samo może niedługo spotkać i ciebie,jeśli ze mną wyruszysz w dalszą drogę. I… W sumie to się już przyzwyczaiłem dotej swojej małej samotności. Mam Strzałę i on mi zupełnie do szczęściawystarczy. No i masz przecież swoje obowiązki. Co zrobią chorzy ludzie, gdy zobaczą,że niema ciebie w twojej chatce? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- O nich martwić się nie musisz. – Mężczyzna postanowiłprzystąpić do obrony swojej racji. – Nie tylko ja jestem znachorem. Nie ja, tozajmą się nimi pozostali uzdrowiciele. Będą jeszcze szczęśliwi z tego powodu.Nie wiem czemu, ale większość chorych mieszczan i wieśniaków przybywało domnie. Dziwne jest to tym bardziej, że jestem najmłodszym znachorem w okolicy.Co do pozostałych twoich prawd, to… Jeśli pomogę ci odrobinę w wypełnieniuobietnicy to, uwierz mi, twoja rola w tym całym spektaklu nie zostanieumniejszona. Narażony i tak już jestem wystarczająco. Jeśli w księdze mojegożycia zapisane zostało, że mam zginąć ze sztyletem w sercu, to czy zamknę się wswej chacie, czy będę wędrował po świecie, i tak mnie to nie ominie. A jeślimam dożyć starości, to żaden człowiek tego nie zmieni, choćby stał przede mną zmieczem w ręku i wymachiwał tym całym żelastwem z zamiarem skrócenia mnie ogłowę. Mogą też przydać ci się moje umiejętności. Nie będziesz musiał martwićsię już, że jakaś nieznośna choroba pomoże ci przeprawić się na ten drugiświat. A jeśli chodzi o twoją samotność, to… Ty może i jesteś do niejprzyzwyczajony, ale wydaje mi się, że Strzała będzie uradowany myślą, że tużkoło niego stąpać będzie mój konik. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- A jednak… Wolę iść sam – nie dawał za wygranąmłodzieniec. – W pojedynkę zawsze łatwiej wtopić się w tłum. Jeśli będęwędrował z tobą, może więcej osób zwracać na nas uwagę. A uwaga obcych osóbjest tym, czego mi najmniej akurat potrzeba. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak… Dzisiejszym popisem pokazałeś właśnie, żenierzucanie się innym w oczy jest przez ciebie perfekcyjnie opanowane. Pozatym… - Duriom wstał z drzewa i, zwracając się w stronę chłopca, przybrałmarsowy wyraz twarzy. – Jestem od ciebie o dwanaście lat starszy. W takimwypadku nie masz tu nic do gadania. Od dziś twoja droga jest moją drogą. Ateraz skończmy to i ruszajmy na posiłek. Chyba obydwóm nam przyda się miskaciepłej strawy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Dobrze… - Sadiel również wstał na równe nogi. – Ale i takpodróżować będziemy sami – wymamrotał pod nosem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Coś mówiłeś? – zmarszczył brwi znachor.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Mówiłem, że najchętniej zjadłbym konia z kopytami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„I to stwierdzenie było nie na miejscu.” – Strzała nagleprzerwał konsumowanie świeżej trawy, dając o sobie znak.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie ma to jak włączenie się do rozmowy w najbardziejodpowiednim momencie, nie? – burknął Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Duriom spojrzał na niego, przeniósł swój wzrok nawierzchowca, po czym ruszył w stronę bramy prowadzącej na teren wioski, unoszącdo góry swe dłonie w błagalnym geście.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-2669911712523966572?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/2669911712523966572/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=2669911712523966572&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/2669911712523966572'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/2669911712523966572'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/12/poczatek-konca-cz-xxi.html' title='Początek końca, cz. XXI'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-677704180252288286</id><published>2011-11-20T19:00:00.001+01:00</published><updated>2011-11-20T19:00:53.385+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XX</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czyli, że rzeczywiście na świecie jest jeszcze wielemoich braci i sióstr. – Sadiel uśmiechnął się, z rozmarzeniem wznosząc wzrok kuniebu. – Naprawdę mam szansę się z nimi spotkać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Na twoim miejscu nie byłbym taki uradowany. – Ponury tonDurioma natychmiast otrzeźwił błękitnookiego. – Powiadają, że lepiej trafić naWybawców. Ci po prostu zakończą twój żywot, gdy tylko cię zobaczy.Sprzymierzeńcy… Jeśli cię dopadną, czekają ciebie długie lata nadludzkiej pracyi śmiertelnego wysiłku. Nie słyszałem, by ktokolwiek wyszedł stamtąd żywy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Lecz mam pewność, że nie jestem sam… Muszę ich tylkouwolnić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Duriom zerwał się nagle z pnia, rzucając się w stronęjednego z drzew. Stanął tuż za nim i niepewnie wyglądał na chłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przepraszam, ale… co robisz, Duriomie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No… Skoro uważasz, że pokonasz tysiąc uzbrojonych ludzi,to musisz być naprawdę niebezpieczny. A z niebezpiecznym syrianinem wolę niemieć nic wspólnego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Oh… Tak tylko powiedziałem – westchnął Sadiel. – Chociaż przecieżmuszę coś z tym zrobić. Nie mogę pozostawić swych braci na pastwę tych Wspólników.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Sprzymierzeńców – poprawił go znachor, wracając nauprzednie miejsce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A nie za dużo tego wszystkiego?” – po raz pierwszy odezwałsię Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec spojrzał na niego znacząco.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Niech pomyślę… Zemsta za Mistrza, znalezienie BłękitnejKsięgi, pomsta syrianina sprzed miasta, dowiedzenie się, co oznacza Mu… A terazuratowanie swych braci i sióstr z rąk bezdusznych ludzi. Nie za dużo tego jakna jednego trzynastoletniego chłopca?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale przecież muszę coś z tym wszystkim zrobić. Nie mogęprzecież tak po prostu osiąść gdzieś i żyć spokojnie, gdy moi najbliżsicierpieć katusze będą. Poza tym obiecałem to przecież umierającemu syrianinowi.Nie mógłbym spojrzeć sobie potem w oczy, gdybym tak po prostu o tym wszystkimzapomniał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;- Obiecywałeś… co? Ijakiemu syrianinowi? – Tym razem mężczyzna nadstawił swych uszu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel przez chwilę zastanowił się, czy aby jego rozmówcanie zauważył, że słowa te nie były skierowane do niego. Mógłby co prawdawyjaśnić, że jego nadludzką zdolnością jest rozumienie tego oto konia, leczmiał opory przed wyjawieniem tej tajemnicy. Wciąż po głowie krążyły mu słowaMistrza:&lt;br /&gt;„Nie rozmawiaj ze zwierzęciem, gdy pośród ludzi będziemy. Zostanie odkrytatwoja prawdziwa tożsamość albo że chory jesteś pomyślą.” Więc zawsze starałsię, by ta umiejętność nie zobaczyła światłą dziennego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Duriom nie zadał jednak pytania, do kogo zwracał siębłękitnooki, więc nie było powodu by zacząć to wyjaśniać. Powinien jednakopowiedzieć o sytuacji, jaka miała miejsce przed jednym z mijanych przezmłodzieńca miast.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Opowiedział więc, starając się opisać jak najwięcejszczegółów. Początkowo nie był pewien, czy wspomnieć też o latającychkamieniach, być może kierowanych jego własną wolą. Szybko jednak doszedł downiosku, że tłumaczenie jakoby sam przegonił napastników, używając jedynie siłyfizycznej, byłoby mało przekonywujące. Ostatecznie postanowił mówić całąprawdę… a przynajmniej w większości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie mogę uwierzyć… - Znachor spojrzał przed siebienieobecnym wzrokiem. Gdy Sadiel opisywał wygląd poturbowanego syrianina, wyraztwarzy jego rozmówcy zmieniła się nie do poznania. – Nie mogę, a jednak… Jednakwszystko wskazuje na to, że to był Broul… Stary, dobry, poczciwy Broul. – Jegonapięta mina rozluźniła się, pozwalając na pojawienie się delikatnego uśmiechu.– Był tak blisko, a nawet nie odwiedził swojego przyjaciela. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przyjaciela? – uniósł brwi trzynastolatek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… Znaliśmy się nieomal od… - Duriom uniósł dłoń półmetra nad ziemią – takiego brzdąca. Pierwszy raz spotkaliśmy się, gdy razem zeswoimi rodzicami zmierzał na coroczne spotkanie z całym syriańskim rodem. Jużwtedy Sprzymierzeńcy zaczęli wyłapywać błękitnookich. Chociaż jego rodzina bałasię dostać do niewoli, zaryzykowała i, przechodząc obok naszej chaty, poprosiłao schronienie na noc. Moi życiodawcy nie byli nigdy do nikogo uprzedzeni,dlatego też bez oporu uszykowali im miejsca do spania pod naszym dachem. Odrazu polubiliśmy się z Broulem. Chociaż byłem od niego o trzy lata młodszy, a wtedybyła to niemała różnica, spędził ze mną cały wieczór na wspólnej zabawie.Śmialiśmy się, wygłupialiśmy… Wtedy poczułem w nim bratnią duszę, choć może tozbyt patetyczne stwierdzenie jak na czterolatka. Gdy następnego dnia nasopuszczali, życzyłem im z całego serca, by dotarli do celu swej podróży cali izdrowi. Po kilku miesiącach zapomniałem o tej rodzinie. W tak młodym wiekuodległość zaledwie kilku dni staje się nieomal równa wieczności. Jednak gdy inastępnego roku zawitali oni u nas, natychmiast wszystko sobie przypomniałem.Znów spędziłem z Broulem wspaniałą noc. Od tamtego momentu odwiedzali nasregularnie. Szybko się więc zaprzyjaźniłem z radosnym, szczerym syrianinem, będącymdla mnie nieomal jak brat, którego nie miałem. Pewnego dnia, gdy zbliżał siędzień w którym on i jego rodzina miała znów zagościć w naszych progach,wyglądałem zniecierpliwiony przez okno. Miałem wtedy może z dziesięć lat. Gdyzobaczyłem Broula zbliżającego się do naszej chaty, zrozumiałem, że coś jestnie tak. Nie było przy nim jego rodziców. Wyjaśnił nam potem, że jego ojciecwyruszył miesiąc wcześniej do miasta i słuch po nim zaginął. Kilka dni późniejjego matka została schwytana przez Sprzymierzeńców. Przez cały ten okres,dzielący te tragiczne wydarzenia z podróżą Broula na spotkanie z innymisyrianinami, rozpaczał nad swym położeniem, nad tym, że mimo iż nigdy jegorodzina nie uczyniła niczego złego żadnej istocie, spotkał ją taki los. Samsobie się dziwił, gdy postanowił jednak wyruszyć w coroczną podróż. Moi rodzicenatychmiast zaproponowali mu, by z nami zamieszkał. Miał już co prawdaczternaście wiosen, wiek w którym syrianin staje się pełnoprawnym dorosłym,jednak jego stan ducha wymagał opieki i ciepła rodzinnego. Nie chciał nampoczątkowo przeszkadzać i sprowadzać na głowę kolejnych problemów. Jednak podnamową moją i mojego ojca zgodził się przystać na naszą propozycję. Tamtegodnia zyskałem nieomal prawdziwego brata. Trzy lata później nadszedł dzień, gdymiałem wyruszyć na nauki do zaprzyjaźnionego z moim ojcem znachora. Pamiętam,jak noc wcześniej zwierzałem się Broulowi, że niezbyt odpowiada mi przyszłość wotoczeniu ziół, maści i innych specyfików. Ja wolałem podróże… Podróże, podczasktórych mógłbym walczyć z potworami i wrogimi armiami… Zdobywać niewieścieserca i szacunek wśród mężczyzn. Chciałem być po prostu bohaterem. Broulzaśmiał się wtedy i powiedział pewne słowa, które do dziś dźwięczą w mojejgłowie: „Czasami bohater byłby nikim… zostałby zapomniany przez ludzi ihistorię świata, gdyby nie zwykły znachor, który znalazł się na ścieżce jegolosu i uratował mu życie. A wtedy to ten znachor staje się cichym, nieznanymnikomu bohaterem. I choć może ludzie o nim wspominać nie będą w pieśniach iwierszach pięknych, to jednak historia &amp;nbsp;wdzięcznamu będzie aż po wieczność. I ta wdzięczność często po wielokroć droższa jest,niż sława wśród śmiertelników.” Nigdy nie mogłem zrozumieć tych słów i jeszczedziś mam trudności z ich pojęciem. Następnego dnia miałem opuścić domowezacisze. Nie byłem z tego powodu zachwycony. Nie zostałem przygotowywany dotakiej długiej rozłąki z rodzicami. I wtedy Broul rzekł, że może ze mnąwyruszyć do znachora. Nie chciał już więcej przesiadywać w naszym domu, żyjącna koszt moich rodzicieli. Miał już szesnaście wiosen, lecz nie miał szans najakiekolwiek stałe zatrudnienie. Gdyby tylko jego pracodawca zrozumiał, że otostoi przed nim syrianin, z pewnością nasłałby na niego odpowiednich ludzi. Dlategoteż doszedł do wniosku, że przynajmniej w taki sposób odwdzięczy się swymprzybranym rodzicom. Początkowo nie popierałem tego pomysłu. Miałem się w końcuusamodzielnić, a nie nadal spoczywać pod opiekuńczym skrzydłem swojegostarszego brata. Ostatecznie jednak moi rodzice zgodzili się na wszystko.Oznaczało to dla nich, że nie poślą swego ukochanego synka na pastwę losu. A ija w głębi serca cieszyłem się, że więź łącząca mnie z moimi najbliższymi, niezostanie w tak nagły sposób zerwana. Wiele dni maszerowaliśmy, nim dotarliśmydo chatki znachora. Ten przyjął mnie niemal z otwartymi rękoma. Na widok Broulaskrzywił się jednak. Natychmiast zaznaczył, że nie będzie ofiarował mu anijedzenia, ani dachu nad głową. Broul nie nalegał. Poprosił tylko oprzenocowanie go przez najbliższą noc. Następnego dnia znalazł rozwaloną chatkęznajdującą się kilka kilometrów od mojego nowego domu. Naprawił ją szybko i wniej zamieszkał. Aby zdobyć pieniądze zaciągał się do dorywczej pracy wpobliskim mieście i niedalekich wioskach. Nie zarabiał fortuny, ale starczałomu na spokojne przeżycie z dnia na dzień. I wszystko dalej toczyłoby się taksielsko, gdyby nie coraz częstsze odwiedziny strażników, którzy usilnieposzukiwali syrianina zamieszkującego pobliskie tereny. Oboje ze znachoremzaprzeczaliśmy, kiedy pytano nas, czy nie wiemy nic na ten temat. Z czasemstrażników zastępowali wysyłani przez wrogie stowarzyszenie ludzie, a potem isami Wybawcy zaglądali do naszej chatki. Kilka razy porządnie skatowali mojegomistrza. Widząc to, Broul postanowił opuścić nasze królestwo. Nie chciałbezsensownie narażać życia mojego oraz mojego opiekuna. Przed wyjazdem niepożegnał się ze mną. Wtedy byłem wściekły na niego, teraz zrozumiałem jegopostępowanie. Jednak kilka lat temu zdarzyło się coś, co doprowadziło mnie doszoku. Byłem już wtedy pełnoprawnym znachorem. Wyprowadziłem się od swegomistrza, osadzając się w chatce, w której mieszkam do dziś. Wstałem pewnegoporanka i usłyszałem tajemniczy głos w mojej głowie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Choć Sadiel słuchał wywodu Durioma z nieukrywanymzaciekawieniem, to w tym momencie przysunął się jeszcze bliżej rozmówcy, by nieominąć choćby jednego słówka padającego z jego ust. Znachor, widząc napiętemięśnie twarzy chłopca, uśmiechnął się delikatnie, nie przerywając przy tymswego opowiadania.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Początkowo myślałem, że zwariowałem. Czasami zdarzało sięto ludziom, którzy pełnili rolę znachorów. Wystarczyło nawąchać się nadmiaruoparów gotowanych przez nas wywarów i… Może się od tego świństwa w głowienamieszać. Jednak potem doszedłem do wniosku, że znam skądś ten głos. Co prawdabył on o wiele niższy i zachrypnięty, a jednak mogłem odnaleźć w nim znajomedźwięki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie był to chyba Broul… - Mina chłopca wyrażała dość dużądozę niewiary w słowa, które, jego zdaniem, miały zaraz paść.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Otóż to był on. – Duriom uśmiechnął się szerzej. – Wtedyteż nie mogłem w to uwierzyć, a jednak… Gdy zrozumiał, że go słyszę,natychmiast upewnił mnie, że nie zwariowałem. Po prostu Broul jest… był –poprawił się po chwili znachor, delikatnie opuszczając kąciki ust – syrianinem.Najwidoczniej miał zdolność do porozumiewania się z ludźmi.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-677704180252288286?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/677704180252288286/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=677704180252288286&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/677704180252288286'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/677704180252288286'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/11/poczatek-konca-cz-xx.html' title='Początek końca, cz. XX'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-6223422001551975293</id><published>2011-11-02T21:00:00.000+01:00</published><updated>2011-11-02T21:01:05.654+01:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XIX</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Obydwoje dorosłych wieśniaków zaproponowali Duriomowi iSadielowi odpoczynek w ich domostwie. Bądź co bądź, uratowali dziewczynkęnależącą do ich wielkiej rodziny. Nietaktem byłoby nakazanie im opuszczeniaterytorium wioski. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przygotuję coś ciepłego dla Sonyi i chłopca – rzuciłakobieta, wchodząc do drewnianej chatki. – Powinni rozgrzać swe ciała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel z uśmiechem na twarzy podążył w ślad za nią. Wwyobraźni czuł już smak gorącej potrawki na języku. Chodził już w suchychciuchach, ale wnętrze organizmu nadal utrzymywało niską temperaturę, którąofiarowała mu woda rzeczna. Jednak od przestąpienia progu powstrzymała go dłońna ramieniu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- My poczekamy na zewnątrz. – Duriom wymownie spojrzał nachłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale mi jest zimno…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nic ci się nie stanie. Poza tym… chyba musimyporozmawiać. – Zmrużył oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie możemy uczynić tego w pomieszczeniu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie, nie możemy. Nie zostaliśmy zaproszeni do środka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Rzeczywiście… – Mężczyzna natychmiast podszedł doznachora. – Zupełnie zapomniałem o podstawach kultury. – Uśmiechnął sięszeroko, wyciągając rękę do Durioma. – Na imię mam Samir. A ta kobieta – tuwskazał wejście do swego domostwa, za którym zniknęła białogłowa – jest mojążoną. Jej imię brzmi Lumia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Znachor natychmiast uścisnął dłoń. Delikatnie skinął głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ja jestem Duriom, a to… - przysunął do siebie blondyna. –To jest mój uczeń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Uczeń? – Uniósł brwi wieśniak.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak, panie… - Sadiel skłonił się niepewnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A można znać twoje imię, młodzieńcze? W końcu uratowałeśbliskie memu serce dziecko. Chciałbym wiedzieć, komu mam prawo i obowiązekserdecznie podziękować za ten czyn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Sa… - chłopiec chciał już odpowiedzieć na zadane pytanie,lecz poczuł jak Duriom mocniej przyciska go do siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Uważam, że ta wiadomość nie jest nikomu potrzebna. –Znachor uśmiechnął się szeroko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Samir zmarszczył delikatnie czoło. Widać było, że trybiki wjego głowie zaczynają pracować, jednak ostatecznie zrezygnował z dalszegodrążenia tego tematu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zapraszam więc do środka. – Na jego twarzy pojawił sięwyraz ulgi. – Jakkolwiek ma na imię nasz bohater, z pewnością należy mu sięsowity posiłek. Oczywiście gwarantuję też miejsce do spania na najbliższą noc.Jeśli nie u nas, to z pewnością ugoszczą was rodzice Sonyi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel spojrzał błagalnie na swojego wybawiciela. Po tylunocach spędzonych na zimnej, twardej ziemi, choćby jeden sen na miękkim,ciepłym posłaniu byłby nie lada ulgą dla jego pleców.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Ten i bez tego natychmiast skinął przytakująco głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Będziemy zaszczyceni. A teraz pozwolisz, panie, żeporozmawiam na osobności ze swym uczniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czyżby szykowało się mycie głowy urwisowi? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… - westchnął Duriom. – Muszę przyznać, że wybrałemsobie dość niesfornego podopiecznego. Niestety powiedziało się „A”… -Zamaszystym ruchem poprawił kaptur spoczywający na głowie chłopca, a którygroźnie zsunął się z oczu. – Ale zważając na fakt, że ocalił człowieka… Nie będziechyba aż tak źle. No nie? – mrugnął do Sadiela. – Jak tylko skończymy,natychmiast przybędziemy na poczęstunek – potwierdził.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czy ten koń musi tu być? – Duriom niepewnie spojrzał nawierzchowca, który stał nieopodal nich.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- To jest Strzała – mruknął Sadiel. – Już nie pamiętasz?Sam jakiś czas temu karmiłeś go sianem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie mam pamięci do imion. Jednak nie pytałem o to.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale czy on ci w czymś przeszkadza?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Niby nie, ale… Tak mu dziwnie z pyska patrzy. Czasamizdaje mi się, jakby rozumiał każde moje słowo. – stanął przy przewalonymdrzewie, znajdującym się za tylną bramą wioski. Po chwili usiadł na nim,klepiąc miejsce obok siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec natychmiast przysiadł się do znachora.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Rozumie każde twoje słowo? – Uniósł pytająco brwi. – Koń?Przesadzasz… - Musiał powstrzymać się, by nie wybuchnąć śmiechem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie zamierzasz mu o tym powiedzieć?” – zdziwił sięStrzała. Słychać było zniesmaczenie w jego głosie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przecież to jest tylko głupie zwierze – dodał z przekąsemmłodzieniec.&amp;nbsp; – Może i posłuszne, ale i zpewnością głupie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Wiesz, że to wcale śmieszne nie jest? Nie mówi się w takisposób o przyjaciołach… nawet w żartach.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No może jednak nie aż tak głupi – poprawił sięnatychmiast Sadiel. – Ale czy przyszliśmy tutaj, by rozmawiać o moimwierzchowcu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Chciałem porozmawiać z tobą o twojej dalszejpodróży.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec nagle całkowicie skupił się na słowach znachora.Ten, widząc że osiągnął oczekiwany cel, zaczął kontynuować:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Po tym jak odjechałeś, to znaczy kilka dni później, przyszedłdo mnie Sarivian. W sumie… to prawie się czołgał. – Widząc zaskoczone spojrzeniechłopca, mówił dalej. – Nocą po waszej rozmowie miał nieproszonych gości... Bardzonieprzyjemnych, nieproszonych gości – zaakcentował ostatnie zdanie. – Pytalisię o ciebie. Dokładniej to pytali się o syrianina, z którym przyszło murozmawiać. Sarivian oczywiście nie był skłonny do pogawędki z nimi.Najwidoczniej zauważyli to i chcieli mu uświadomić, że więcej zyska zwspółpracy z nimi, niż siedząc w swym fotelu i udając durnia. Ale mójprzyjaciel nie takim ludziom się przeciwstawiał. Jak na zrzędliwego staruszka,to ma on całkiem zwinne ruchy. Oberwało mu się podczas starcia, ale inapastnicy nie wyszli z niego bez szwanku. Tak czy inaczej… Po aż nazbytdługiej kontemplacji postanowił odwiedzić mnie i opowiedzieć o tym całymzajściu. Pewnie nie dowiedziałbym się niczego, gdyby nie rany na jego ciele,które zaczęły puchnąć. Sarivian nie ufa tak żadnemu znachorowi jak mi. Przyszedłwięc do mnie po pomoc, a ja przy okazji wyciągnąłem od niego kilka informacji.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jakich informacji?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Na przykład takich, że grozi ci niebezpieczeństwo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No jakoś tego nie zauważyłem – Sadiel z przekąsem zmrużyłoczy. – Myślałem, że ten liścik i ten mój niedoszły morderca… no i tensyrianin, którego nie zdążyłem ocalić, to takie zwykłe zbiegi okoliczności.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Liścik? Syrianin? – Tym razem Duriom spojrzał pytająco namłodzieńca. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie ważne… - machnął ręką Sadiel. – Ale kim byli cinapastnicy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No tak się składa, że kultura u nich leżała i nawet sięnie przedstawili – mruknął znachor, przewracając oczami. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Oh… Nie pytam się przecież o ich imiona. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Wiem, wiem… - Duriom spojrzał na blondyna, potem naStrzałę. Przymknął oczy i westchnął głęboko. – Chyba przyszedł czas, aby ciwyjaśnić pewne kwestie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No w końcu… - Sadiel uśmiechnął się krzywo. – Nadstawiamwięc uszu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Otóż… - zaczął mężczyzna. –&amp;nbsp; Ludzie dzielą się na dwie grupy: ci, którym syrianienie przeszkadzają i ci, którzy są wrogo nastawieni do waszej rasy. Ten podziałzresztą pewnie znasz. Jednak w grupie waszych wrogów są trzy… jakby topowiedzieć… podgrupy. Jedna z nich zajmuje się wyszukiwaniem takich jak ty iodsyłaniem ich w odpowiednie miejsce. I tu pojawiają się kolejne dwie podgrupy:Wybawcy i Sprzymierzeńcy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Wybawcy i sprzymierzeńcy? I że niby oni nas nie znoszą?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Po pierwsze, nie znosić to można zupy jarzynowej. Oniwas… nienawidzą, niecierpią. Po drugie, to choć nazwy wydają się całkiemsympatyczne, to jednak ludzie należący do tych grup już tacy sympatyczni niesą. Wybawcy… - Duriom podrapał się kciukiem i palcem wskazującym po brodzie.Zastanawiał się najwidoczniej, jak opisać tą wspólnotę. – Wybawcy – zaczął pokrótkiej przerwie – mają jeden, jedyny cel: wybawić nasz świat od waszejingerencji. Znaczy to, że chcą was po prostu stąd usunąć. – Spojrzał nachłopca, a widząc jego niepewny wyraz twarzy pokręcił głową z rezygnacją. –Chcą was po prostu zabić... Wszystkich bez wyjątku. Zrozumiałeś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel przytaknął gorliwie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Druga grupa zwie się Sprzymierzeńcami. Tu już sprawawygląda bardziej złożenie. Sprzymierzeńczy początkowo mieli stać sięorganizacją, która doprowadzić miała do zjednoczenia naszych obu ras. Chcieli,byśmy żyli razem w zgodzie. Jedynym warunkiem była współpraca między obiemarasami. I początkowo nawet zdawało to swój egzamin. Nawet we władzach byłarówna ilość przedstawicieli ludzi i błękitnookich. A potem wszystko zaczęło siępsuć. Nasza rasa i tak nie wiele miała do przekazania syrianinom. Za to oniwspierali nas na każdym kroku. Z czasem ludzie zorientowali się, że równiedobrze mogą nic nie robić, opierając się wyłącznie na wykorzystywaniupotencjału syrianinów. Usunięto błękitnookich z władz i wszystkich tych, którzypracowali dla Sprzymierzeńców, pojmano i ulokowano w specjalnych zagrodachotoczonych wielkimi murami. Jednak nie zatrzymało się to tylko na tych byłychwspółpracownikach. Zaczęto polować na tych błękitnookich, którzy jeszcze czuliten powiew całkowitej wolności.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-6223422001551975293?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/6223422001551975293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=6223422001551975293&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6223422001551975293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6223422001551975293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/11/poczatek-konca-cz-xix.html' title='Początek końca, cz. XIX'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-937277211755869374</id><published>2011-10-25T17:46:00.001+02:00</published><updated>2011-10-25T17:47:38.514+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XVIII</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chciał już zadać kolejne pytanie, które cisnęło mu się nausta, jednak udało mu się od tego powstrzymać. Zmrużył jedynie oczy rozkładającpodarunek. Po chwili w swych dłoniach trzymał ciemnozielony, adamaszkowypłaszcz z głębokim kapturem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Załóż go i czym prędzej nasuń kaptur. Jeszcze tegobrakowało, by mój uczeń przebywał wśród obcych z odkrytą głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Duriomie, ale… - chciał coś powiedzieć chłopiec, leczprzerwał mu stanowczy głos.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Mistrzu Duriomie – nieomal wysyczał znachor. – Jużzapomniałeś jak zwracać się do swego nauczyciela?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel zacisnął zęby. Gdyby mógł tylko spojrzeć namężczyznę całkowicie otwartymi oczami, z pewnością spaliłby go wzrokiem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Mistrzu Duriomie – rzekł z przekąsem. – Czemu mam płaszcznakładać na mokre ubranie? Nie powinienem raczej suchego odzienia dostać?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A ty myślisz, że ja na co talarów wydawać nie mam, tylkona kolejne ciuchy dla ciebie? Zresztą chyba powinieneś mieć ze sobą jakiś strójna przebranie. Chyba, że go zgubiłeś.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel po chwili uśmiechnął się szeroko. Wstał na równenogi i, wciąż z zimna dygocąc, ruszył w stronę Strzały. Będąc zwróconym tyłemdo całego zgromadzenia, mógł normalnie spojrzeć na oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Pozwolisz mi, mój Mistrzu, – ciągnął dalej, chwytając jużza pakunki przytroczone do konia – że udam się w las gęsty by tam się przebrać,z dala od wszystkich spojrzeń?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zgadzam się, lecz jeśli jeszcze raz…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak, tak… - mruknął chłopiec, przerywając wywódznachorowi. Nie podobało mu się to, w jaki sposób Duriom zaczął się do niegozwracać. Nie był przecież nikogo uczniem… Tym bardziej uczniem akurat tegoznachora. Nie będzie mu więc nikt suszył głowy pod byle pretekstem. I czemu wogóle się tu znalazł? Ktoś go prosił o pomoc? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Usłyszał za sobą kąśliwe uwagi płynące z ust mężczyzny.Skwitował je jedynie głębokim westchnieniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Radosne uczucie, które otuliło jego serce, gdy zauważyłznajomą twarz, poszło w niepamięć. Zamiast niego pojawiła się złość i urażonaduma.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A ty czemu nic nie mówisz? – zwrócił się do Strzały,który powędrował za nim między drzewa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A co mam mówić? Masz szczęście, że Duriom się tutajpojawił.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- O tak… Wielki Duriom przybył, by uratować swego marnego czeladniczka– prychnął. – Szkoda tylko, że nie jestem żadnym jego czeladnikiem, a co za tymidzie, nie ma prawa zwracać się do mnie w taki sposób!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Znów powracają twoje dziecinne nawyki?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie zrozumiałem… - Sadiel łypnął niepewnie na swegowierzchowca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Jesteś od Durioma młodszy, mniej bystrzejszy, mniejobeznany w życiowych problemach… Z pewnością gorzej radzisz sobie w kontaktachz obcymi niż on. W dodatku po raz drugi uratował ci życie. A ty nadal uważasz,że jesteś jemu równy. Przejrzyj na oczy. Ustaw go na prawidłowym szczeblu, takjak uczyniłeś to względem mnie.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Względem ciebie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Obydwoje dobrze wiemy, że od pewnego czasu przestałeśuznawać mnie za kogoś gorszego.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nigdy cię za takiego nie uważałem – odpowiedział z powagąchłopiec, ściągając ze siebie przemoczone ubranie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Mógłbym ci podać teraz wiele przykładów, które poparłybymoje stwierdzenie. Nie chcę mi się jednak już nad tym roztrząsać. Teraz chcę,byś tak samo postąpił z Duriomem. Doceń to, że znów postanowił podać ci pomocnądłoń. Pomoc tobie nie należy do jego obowiązków.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale nikt go o nią nie prosił!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Znów stajesz się nieznośny. A to dlaczego? Bo Duriomzwrócił się do ciebie ostrzejszym tonem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Wcale nie dlatego! – Sadiel stanął wyprostowany niczymstruna, zaciskając pięści z wściekłości. Spojrzał na roześmiane oczy swojegoprzyjaciela, po czym oblał się czerwonym pąsem. – Y… Mógłbyś z łaski swojejodwrócić się tyłem? – Choć starał się by jego głos brzmiał poważnie, ton stałsię ociupinkę wyższy niż tego pragnął. Stał bowiem tak, jak go naturastworzyła. Przed zrzuceniem odzienia zapomniał przygotować sobie świeżeubranie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„No co ty… Konia się wstydzisz?”* - zachichotał Strzała.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie, ale… Wolałbym jednak, byś się odwrócił.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„No jak tam sobie życzysz” – Strzała posłusznie wykręciłsię do przyjaciela tyłem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel wziął się za rozpakowywanie nowego ubioru, gdy zzajego pleców dobiegł niski, barczysty głos.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Sadiel, radziłbym ci, abyś… - Duriom nie dokończył,wybuchając gromkim śmiechem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec natychmiast spojrzał na niego spod ściągniętychbrwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przepraszam bardzo… Czy ja aż tak zabawnie wyglądam? Hę?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przepraszam… - odpowiedział mężczyzna pomiędzy kolejnyminapadami śmiechu. – Nie byłem przygotowany na takie widoki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jakie widoki? – oburzył się Sadiel, natychmiastzasłaniając dłońmi swoje przyrodzenie. – Poza tym przyszedłeś tu po to, żebysię na mnie popatrzeć, czy też chciałeś mnie o czymś poinformować?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Chciałem tylko powiedzieć, żebyś się pospieszył. Sonyapotrzebuje solidnej dawki snu, a i tobie powinienem zaaplikować pewnelekarstwa. Nie w smak mi podróżować z kimś, kto po nocach kaszleć i smarkaćbędzie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Młodzieniec przytaknął. Choć w pewnej chwili zawahał się.Czyżby usłyszał jakiś jasny przekaz? Ale nie czas teraz na takie rozmowy. Nieczas, nie miejsce i… strój chłopca też nie odpowiedni.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Duriom zawrócił więc na pięcie, ruszając w stronę, gdzie zaścianą z drzew, znajdowała się gromadka mieszkańców wsi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Chodź Strzało… Bo nam jeszcze Sadiel gotów ze wstydu podziemię się zapaść – zaśmiał się radośnie. Po chwili zawtórowało mu wesołeparskanie konia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel, pomimo krępującej sytuacji, jaka miała miejsce,ucieszył się, że Duriom znów zwrócił się do niego przyjaznym tonem… Tonem,który dobrze pamiętał z ich pierwszego spotkania.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-937277211755869374?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/937277211755869374/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=937277211755869374&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/937277211755869374'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/937277211755869374'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/10/poczatek-konca-cz-xviii.html' title='Początek końca, cz. XVIII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-5736222359168967248</id><published>2011-10-17T20:42:00.001+02:00</published><updated>2011-10-17T21:07:16.763+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XVII</title><content type='html'>&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Z ty&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;ch rozmyślań wybudził go zbliżający się tętent kopyt.Bał się spojrzeć w kierunku, z którego dobiegał ten odgłos. Wiedział, że kiedyśbędzie musiał stanąć twarzą w twarz z pozostałymi mieszkańcami wsi. Nieprzypuszczał jednak, że nastąpi to aż tak szybko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Jakież więc było jego zdziwienie, gdy usłyszał głosjeźdźca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Pozwól, panie, że zajmę się nią. Myślę, że moja wiedzaszybciej nam ja przywróci, niż twe dobre chęci.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel opuścił dłoń, zamykając uprzednio oczy, i skierowałswą twarz w kierunku nowo przybyłego. Znał ten głos… Pamiętał go dobrze…Przecież to…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Duriom… - wyszeptał, czując jak fala ciepła ogarnia całejego szczęście. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy spojrzał na twarz przybyłego, nieomal nie zerwał się narówne nogi, by ruszyć w stronę znachora z chęcią gorącego go przywitania.Najwidoczniej jego zamiary przewidział Strzała, gdyż natychmiast zwrócił się doniego:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Ani mi się waż. Siedź tam gdzie siedzisz i ani piśnij.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale dlaczego…? – mruknął Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Co dlaczego? – zdziwiła się kobieta. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec wyczuł w jej głosie narastającą ulgę. Oto przecieżpojawił się obcy człowiek, który ofiaruje swą pomoc w ratowaniu Sonyi. Wdodatku zna się na tym, a przynajmniej takie sprawia wrażenie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dlaczego musiało się to stać? – Błękitnooki starał sięprzybrać jak najbardziej zmartwiony wyraz twarzy. Nie mogło przecież wyjść najaw, że potrafi on rozmawiać ze swym wierzchowcem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie ważne, moje dziecko… Teraz Sonya jest w dobrychrękach. Módlmy się więc do bogów, by natchnęli wiedzą tego mężczyznę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Strzała parsknął tylko. Najwidoczniej nie miał zamiaru poraz kolejny pouczać swego młodszego przyjaciela, że oto znajduje się wśród ludzi,którzy być może nie pałają do niego miłością, czy choćby szacunkiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel znów uniósł dłoń do czoła, dziękując w duszy, żeprzez tą chwilę nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Spoglądał na Durioma,który rozcierając tajemnicze ziele w małym, glinianym naczyńku, uważnieprzyglądał się dziewczynce. Wsypał drobny proszek do jej ust, wlewając po chwiliodrobinkę wody. Zsunął z blondyneczki tunikę, kremem smarując jej nagi tors. &amp;nbsp;Po tych zabiegach wziął Sonye w swe ręce,podszedł do wystającego z ziemi kamienia, usiadł na nim i przełożył dzieckoprzez kolana. Powoli i systematycznie opukiwał jej plecki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Temu wszystkiemu przyglądały się zaniepokojone twarzemłodych mieszkańców wsi. Starszy mężczyzna podszedł do kobiety, kładąc jejczule dłoń na ramieniu. Nie zwrócił nawet uwagi na siedzącego na ziemi chłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Wszystko będzie dobrze. – Jego głos był chrypliwy igardłowy. Zdawało się jakby mówił nieznanym nikomu akcentem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A jeśli ten obcy jej nie uratuje? – Pytanie to kobietazadała jakby z przymusu. Sama najwidoczniej również ufała bogom. Niepotrzebowała więc żadnych potwierdzeń z ust swego towarzysza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Jakież więc było ich szczęście, gdy ramiona Sonyi zaczęłydelikatnie drżeć. Duriom natychmiast przewrócił ją na plecki, przytrzymując jejgłowę swymi rękoma. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Połknij to, co masz w ustach… - Znachor przemawiał dodziewczynki delikatnie, lecz stanowczo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Blondyneczka otworzyła oczy, spoglądając na mężczyznę zestrachem. Po jej policzkach popłynęły pierwsze łzy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie bój się… Chcę ci pomóc… Połknij to co masz w ustach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sonya, kwiląc, zaczęła rozglądać się dookoła. Widzącoddalonych starszych mieszkańców wsi, wyciągnęła do nich swoje rączki. Kobietanatychmiast ruszyła w jej stronę. Klękając przy niej, powtarzała słowa Durioma.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Połknij to co masz w ustach… Słyszysz Sonyu? Połknij to…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Blondyneczka z niemałym trudem przełknęła ślinę, wraz ztajemniczym proszkiem. Po chwili wstrząsnęły nią konwulsję. Znachor czymprędzej zdjął ją z kolan, stawiając ją na równe nogi i przytrzymując ją w lekkozgiętej pozycji. Dziewczynka wymiotowała. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Kobieta spojrzała niepewnie na zbliżającego się mężczyznę,a następnie na znachora.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak miało być – odpowiedział Duriom, uprzedzając pytanie.– Musi pozbyć się z żołądka całego świństwa, które połknęła będąc w rzece. Ateraz… - dał znać ręką, by siwowłosy wieśniak przejął od niego Sonye –pozwolicie, że zajmę się swoim czeladnikiem. – Spojrzał wymownie na wciążsiedzącego na ziemi Sadiela.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel uniósł powieki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Swoim czeladnikiem? – Pokręcił głową z niedowierzaniem,gdy znachor znalazł się tuż przy nim. – Przecież nie jestem…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No tak… - mruknął Duriom. – Pierwsze oznaki paraliżu pozetknięciu z lodowatą wodą – stwierdził cicho, lecz na tyle donośnie,&amp;nbsp; by usłyszeli go pozostali mieszkańcy wsi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Paraliżu? – Chłopiec uniósł swe brwi, nieomal opuszczającdłoń znad oczu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- E, e, e… – Mężczyzna pokiwał karcąco palcem. Natychmiastpodbiegł do konia zdejmując z niego niewielki pakunek. Powracając do blondyna,rzucił zawiniątko tuż przed nim. – Twój płaszcz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Mój płaszcz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jeszcze jedno takie durne pytanie, a zacznę zastanawiaćsię nad tym, czy aby nie popełniłem błędu biorąc cię na swego ucznia. – TwarzDurioma przybrała gniewny wyraz. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel pamiętał, że taka sama mina towarzyszyła znachorowi,gdy ten złapał go na aż nazbyt długim spacerze, gdy znajdował się jeszcze podjego opieką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-5736222359168967248?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/5736222359168967248/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=5736222359168967248&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/5736222359168967248'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/5736222359168967248'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/10/poczatek-konca-cz-xvii.html' title='Początek końca, cz. XVII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-3157212818172333570</id><published>2011-10-10T22:55:00.000+02:00</published><updated>2011-10-10T22:56:10.588+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XVI</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy odgłosy kroków stały się wystarczająco wyraźne, uchyliłlekko powieki. Zwrócił głowę w kierunku nadbiegających. Zauważył, że większośćz nich to dzieci, które wcześniej stały przy bramie prowadzącej do wsi.Dorosłych było zaledwie dwóch. Jedną z nich była około czterdziestoletnia,drobna kobieta, której ciemne włosy przyprószyła już siwizna, a twarznaznaczyły pierwsze zmarszczki. Pomimo to Sadiel poczuł do niej sympatię. Możespowodowane to było jej zmartwionym, matczynym spojrzeniem, skupiającym się nablondynce. Jej dłonie zasłaniały usta, jakby pragnąc zatrzymać w ten sposóbchcący wydostać się na zewnątrz krzyk. Drugą osobą był mężczyzna. Ten byłstarszy od kobiety. Być może różnica w ich wiekach sięgała dziesięciu lat.Ciemna, opalona słońcem twarz nie wygląda już tak przyjemnie jak jegotowarzyszki. Na głowie znajdowało się już niewiele włosów. Wystające kościpoliczkowe i długi orli nos, zbliżały jego wygląd do wyglądu biednegopustelnika, który na swych barkach nosić musiał wszelkie problemy świata. Awszyscy oni odziani byli w szare, długie tuniki, jakby uszyte ze starychworków, oraz skórzane bezrękawniki, dodające ich ciałom wymarzonego ciepła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Ich koncentracja całkowicie spoczęła na małej, nieprzytomnejdziewczynce. Sadiel stęknął delikatnie, bynajmniej nie po to, by zwrócić nasiebie uwagę. Poczuł po prostu ból, który nagle zajął całą jego głowę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Na twoim miejscu nie dawałbym o sobie znać…” – Strzałapowoli i delikatnie wychodził z gęstwiny leśnej, w której kilka chwil wcześniejpostanowił się ukryć. Na nic zdałoby się jego chowanie, gdy młody chłopiecwylegiwał się na samym widoku. Ostatecznie skierował swe kroki w stronę przyjaciela.Próbował przy tym nie rzucać się w oczy, ale jak może nie rzucać się w oczydorosły, kary wierzchowiec? Kilka osób zwróciło w jego stronę swe głowy. Narazie nikt nie zamierzał jednak opuszczać dziewczynki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mężczyzna klęczał nad nią, to ugniatając jej pierś, toprzechylając na bok i klepiąc w jej plecy otwartą dłonią. Czynił to wszystkoprzy akompaniamencie cichych kwileń i pochlipywań zebranych wokół niego dzieci.Twarz blondyneczki nadal była przerażająco blada, choć policzki zaróżowiły siędelikatnie od ciągłych poklepywań, mających pomóc jej powrócić do światażywych.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel chciał coś powiedzieć, wyrazić swą obawę, że towszystko na nic, jednak nie miał do kogo skierować tych słów. Do ludzi? I takprędzej czy później wezmą się i za niego. A gdy zrozumieją, kogo mają przedsobą, wtedy… marny jego los. Doszedł do wniosku, że może należy do nichpodchodzić bardzo ostrożnie. Powoli uświadamiać ich, że oto napotkali na drodzeswego życia syrianina, który prosi jedynie o pomoc. Być może wtedy przyjmą go wswych progach znacznie przyjaźniej. &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Jeśli zwróci się do Strzały uznają go za osobęniespełna rozumu, a kto z takimi istotami lubi rozmawiać? W takim wypadku bramado nowych, ważnych informacji zatrzasnęłaby się przed jego nosem z głośnymhukiem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Kątem oka zauważył kobietę, która odszedłszy od ekipyratunkowej, kroki swe kierując ku&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;niemu.Natychmiast zamknął oczy, prostując swą głowę. Po chwili poczuł na swymramieniu kościstą dłoń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Wszystko w porządku? Nic cię nie boli? – usłyszał cienki,lekko zachrypnięty, zatroskany głos.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chciał otworzyć swoje oczy, lecz ostatecznie opanował się iwpierw przysłonił je dłonią, jakby chroniąc je od słońca, choć tego ostatniegobyło jak na lekarstwo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… Wszystko w porządku – odpowiedział, starając się byjego głos nie zadrżał od bólu rozsadzającego mu czaszkę. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;-&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Drżysz… -zauważyła kobieta. Jej twarz pobladła jeszcze bardziej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jest mi odrobinę zimno, ale… A co z dziewczynką? – Sadielstarał się czym prędzej zmienić temat. – Uratujecie ją?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem… Gdyby był tu znachor, z pewnością już by byławśród nas. – Spojrzała w stronę mężczyzny, który nadal klęczał nadblondyneczką. Po chwili znów popatrzyła na chłopca. – Dziękuję ci, że jąuratowałeś.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Właściwie to jej nie uratowałem. – Przygryzł delikatniedolną wargę. Postanowił się unieść. Nie czuł się dobrze rozmawiając z kobietą,leżąc przy tym na trawie. Choć ból z każdym ruchem nasilał się, a zęby samezaczęły szczękać z zimna, nie powrócił do poprzedniej pozycji. Siedział naziemi, nadal zasłaniając oczy. Przez chwilę pożałował, że puścił płaszcz. Możei nie był on w całości, jednak z pewnością dawałby mu jakąkolwiek ochronę. –Robiłem co w mojej mocy, ale… woda miotała mną po całym korycie rzeki. Wdodatku była taka lodowata. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Wiem dobrze jak zdradziecki potrafi być nurt o tej porze.Ty też pewnie zauważyłeś, że nie należy on do najspokojniejszych. A jednakrzuciłeś się na pomoc. – Kobieta uśmiechnęła się nieomal przez łzy. – Gdyby niety, Sonya spoczywałaby teraz na dnie rzeki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Gdyby nie ja… - nie dokończył. Gdyby nie on, dziewczynkaz pewnością nie znalazłaby się w takiej sytuacji. Teraz latałaby roześmiana powiosce, ciesząc się swoim życiem. – Gdyby nie ja, z pewnością kto innyprzyszedłby jej z pomocą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Niestety nikogo innego prócz nas niema w obrębie wioski.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jak to? Tylko ty, pani, wraz ze swym mężem tu żyjesz? –zdziwił się chłopiec. Nie możliwe, by ta para starszych ludzi opiekowała sięcałą zgrają dzieci, w dodatku utrzymując domostwa w jakim takim porządku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie. Jest nas więcej, lecz mężczyźni wyruszyli napolowanie, a kobiety zaczynają przygotowywać pola pod zasiew. Tylko myzostaliśmy we wsi, jako, że ze zdrowiem u nas krucho. Zostawiono nam dzieci podopiekę. Przynajmniej w taki sposób możemy przysłużyć się wiosce. Jednak… -ucięła nagle. Po jej policzkach popłynęły łzy. Zacisnęła powieki. Jej barki podrygiwałylekko. – Jej rodzice… Jeśli Sonya się nie obudzi… Oni… Biedni ludzie… Ichcórka… - mówiła urywanymi zdaniami, które przekazywały nie wiele informacji. -To wszystko moja wina… - &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Ciemnowłosazasłoniła usta dłońmi, tłumiąc tym samym słowa, które wypowiadała. – Gdybymwtedy była na placu… Gdybym była blisko niej… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec czuł, że musi coś powiedzieć. Zdawało mu sięjednak, że każde pocieszenie płynące z jego ust będzie brzmiało w tym momenciebanalnie. Równie dobrze mógłby wstać, poklepać kobietę czule po plecach irzucić lekkie: „Nie… To nie twoja wina.” Zebrał się jednak w sobie. Doszedł downiosku, że jeśli nie powie choćby tak płytkiej regułki, poinformuje ją tymsamym, że zgadza się z jej słowami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nikt nie mógł się przecież tego spodziewać. Nie zbadanesą ścieżki naszego życia – zmarszczył brwi. Gdy wypowiedział tą regułkę, którąwielokrotnie powtarzał mu Mistrz, zauważył, że w jego ustach nie brzmi ona aniprzekonywująco, ani tak górnolotnie. – Gdybym nie odmachał im wtedy… Zpewnością nie wybiegłaby ona poza teren wioski. – Opuścił swoją głowę. Naprawdęczuł, że to on sprowokował cały ten wypadek. Nie mógł jednak wiedzieć, że blondyneczkanatychmiast wyruszy w stronę mostu, by powitać nieznajomego wędrowca. Zazwyczajjedyną rzeczą, która witała we wioskach jego, i Mistrza, gdy jeszcze wspólniemaszerowali przez świat, były nieufne spojrzenia tamtejszych mieszkańców.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-3157212818172333570?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/3157212818172333570/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=3157212818172333570&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/3157212818172333570'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/3157212818172333570'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/10/poczatek-konca-cz-xvi.html' title='Początek końca, cz. XVI'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-6220016032602987239</id><published>2011-10-05T13:42:00.001+02:00</published><updated>2011-10-05T22:04:08.621+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XV</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Poczuł, jak ogarnia go wzmożona chęć zaprzestania walki.Najlepiej jeśli od razu się podda i zostanie otulony przez rzeczne odmęty. Byćmoże po tej drugiej stronie czeka go ulga. Może przestanie odczuwać w końcu tenstraszny ból nie tylko fizyczny, ale i psychiczny. Miał już wypuścić dziecko zobjęcia, gdy usłyszał przepełniony determinacją głos Strzały.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Sadiel! Tutaj!”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;To było dla niego jak otrzeźwiające uderzenie w policzek.Otworzył oczy i z niemałym trudem rozejrzał się dookoła. Z mieszaniną uczućzauważył wierzchowca stojącego na zbliżającym się mostku. Koń trzymał w zębachzwisający nad rzeką zielony płaszcz. Strzała musiał schylić głowę ponad drewnianąkonstrukcję. W ten sposób odległość między rzeczną taflą a okryciem pozwoliła chłopcu złapać materiał, niewypuszczając przy tym dziecka. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel wątpił, by ten pomysł przyniósł jakiekolwiek skutki,prócz jeszcze większego wbicia go w rozpacz. Wolał jednak zaryzykować, nawetjeśli nie dla siebie, to dla Strzały, który najwidoczniej ufał, że wszystkojakoś się ułoży. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Krople wody wciąż napływał do jego oczu, zamazując muwidok. A może to nie woda była, lecz jego pot. Z cichym postękiwaniem próbowałzbliżyć się do środka rzeki. Zacisnął powieki, by mgła zeszła z jego oczu.Spojrzał za siebie. Most, ze stojącym na nim wierzchowcem, zbliżał sięnieubłaganie. A do osiągnięcia celu pozostało jeszcze kilka metrów. Postanowiłrobić większe zamachy, by nie spóźnić się na ratunek. Choć z początku pomysłten wydawał się przynosić oczekiwane skutki, jednak taki wysiłek doprowadziłjego krew do szybszego krążenia po organizmie, a tym samym szybszegowychładzania się go. Zostało zaledwie kilka wymachów ręką, gdy kolejny skurczpociągnął go pod taflę wody. W głowie chłopca znów pojawiła się rozpacz. Nie…Nie udało się… Był tego więcej niż pewien. Z pewnością w tym momencieprzepływał pod kładką. Strzała spoglądał znad wody na ciało tego, którego zdążyłnazwać już swoim przyjacielem. Po co więc dalej tak kurczowo trzymać się swegożycia?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Może po to, by uratować dziewczynkę?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Głos, który pojawił się w jego myślach nie należał wcale doStrzały. Nie należał on do nikogo, kogo znał, lecz… Nie przeszkadzało to Sadielowiw przyznaniu mu racji. Nie chodziło tu o jego własne życie. Co za różnica czyzabije go jakiś człowiek, czy też utonie w rzece. Ale ta dziewczynka… Ona miałaprzed sobą jeszcze całe życie. Mogła stać się kimś wyjątkowym… kimś, kto miałbyjakiś wpływ na losy całego świata. Uśmiechnął się do siebie. Dość wybujałefantazje na temat przyszłości małej blondynki. Jednak nie rzadko fantazje stająsię rzeczywistością. Czemu więc akurat ta rzeczywistość miałaby nigdy nienastąpić z powodu jakiegoś nieznanego nikomu syrianina?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Spróbował dopłynąć do powierzchni wody. Ku jego zaskoczeniupoczuł jakby nagły przypływ sił. Bez problemu pokonał więc ten dystans. Gdyjego głowa znalazła się ponad taflą rzeki, spojrzał do góry. Nie zauważyłmostku. Szybko zwrócił się za siebie… I tam nie zauważył kładki, na której stałStrzała. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Więc już wszystko skończone?” – pomyślał, starając się powstrzymać napływające do oczu łzy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;W tej samej chwili usłyszał nieomal rozkazujący głos swegoprzyjaciela:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Sadiel! Łap, do cholery, ten płaszcz!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Ponowny, szybki ruch głowy do góry uświadomił chłopca, żeznajduje się akurat pod drewnianymi deskami, składającymi się na dość szerokimost. Nieomal bezwiednie uniósł swą dłoń, by chwycić za płaszcz. Gdy tylko poczuł,że materiał muska go po skórze, natychmiast zacisnął swe palce. Nie wiedział,czy siła ucisku jest wystarczająca, gdyż z powodu zimna jakie wciąż ogarniałojego ciało, nie mógł wyczuć napięcia swych mięśni. Lewą ręką wciążprzytrzymywał przy sobie małą blondynkę. Przez chwilę znów zastanowił się nad tym,czy aby jest jeszcze choć mała szansa na jej uratowanie. Ostatecznie odrzuciłod siebie rozmyślanie na ten temat… do momentu, gdy oboje nie znajdą się naziemi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Strzała, czując naciągnięcie płaszcza, natychmiast zacząłpowoli cofać się do tyłu. Stąpał delikatnie tylnymi kopytami próbując wyczućkoniec kładki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel nieomal zapisaną z przerażenia, gdy w powietrzu dało słyszeć się odgłos rozpruwanego materiału. Przełkną ślinę, próbując jaknajmniej się poruszać. Woda jednak wciąż uderzała w niego, huśtając nim w tył iprzód. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Trzymaj się mocno!” – Strzała starał się, by jego głosbrzmiał jak najbardziej pewnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec wiedział jednak, że i wierzchowiec zdaje sobiesprawę z trudnego położenia, w jakim znalazł się trzynastolatek. Bał sięspojrzeć w oczy przyjaciela. Gdyby zobaczył w nich gasnącą nadzieję, byłby todla niego koniec. Mocniej przycisnął do siebie blondyneczkę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Damy radę… Jeszcze chwila i będzie po wszystkim… Musiszwytrzymać. – Choć słowa te kierował ku dziewczynce, sam starał się odnaleźć wnich pocieszenie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Powoli ich ciała zostawały wyciągane z wody. Przemoczoneubrania dodawały im kilka kilogramów. Płaszcz natychmiast wyczuł tą różnicę.Rozdzierający dźwięk zdawał się coraz głośniejszy. Szwy powoli &amp;nbsp;rozlatywały się, i choć odległość międzySadielem a mostem nie przekraczała metra, zdawała się być ona przeszkodą nie dopokonania. Czas dłużył się niemiłosiernie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Po kolejnym trzasku, chłopiec postanowił jednak sprawdzićjak trzyma się Strzała i ich prowizoryczna lina. Nie był to najlepszy pomysł.Kawałki materiału, z których uszyte było jego okrycie, trzymały się razemostatnimi nitkami. Strach, panika i bezsilność sprawiły, że młode ciało napięłosię do kresu wytrzymałości, wprawiając się tym samym w lekkie kołysanie nadrzeką. Tego ciemnozielony płaszcz nie mógł wytrzymać. To było jedno, długie,ostateczne rozdzierające ostrzeżenie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Zacisnął powieki. Przez chwile poczuł, jakby znalazł się wnieważkości. Następnie mocne szarpnięcie wydobyło z jego ust głuche stęknięcie.Nie wiedział czy wypuścić z objęcia małe ciałko, czy nadal próbować je ocalić. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Puść ten płaszcz i zajmij się trzymaniem dziewczynki” –warknął Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Puścić? – zaskomlał Sadiel. Dopiero po chwili zauważył,że jego płaszcz nie daje mu już żadnej asekuracji. Zwisał teraz w jego dłoni,mocząc się do połowy w rzecznej wodzie. Wypuścił więc go i powoli spojrzał zasiebie. Kątem oka zobaczył łeb wierzchowca oraz kawałek jego szczęki,&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie ruszaj się, bo nie zdołam cię utrzymać!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec dopiero po chwili zrozumiał, że jego przyjaciel trzymago swymi zębami za tył koszuli. W ostatniej chwili Strzała przytrzymał kopytemokrycie, sięgając pyskiem za ubranie trzynastolatka.&amp;nbsp; Teraz powoli zaczął cofać się, stawiającostrożnie kolejne kroki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy kant mostu otarł się boleśnie o plecy Sadiela, ten niesyknął nawet. Było to dla niego uczucie porównywalne do ulgi, jaką odczuwaktoś, komu ofiarowana zostaje druga życiowa szansa. Uśmiechnął się w duchu. Znalazłszysię całkowicie na moście, ku swojemu zdziwieniu, natychmiast zerwał się narówne nogi chwytając przy tym ciało małej dziewczynki w obie ręce. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Sadiel! Co ty robisz?!” – wystraszył się Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dziecko… - chłopiec spojrzał na przyjaciela dziwniemętnym, nieomal szalonym, wzrokiem. – Muszę zanieść je na bezpieczny grunt.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Wielkie nieba! Przecież powinieneś leżeć! Mogłeś sobie cośuszkodzić… Nie powinieneś się ruszać!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie mogę… Trzeba ją ratować. – Uczynił pierwszy krok na suchejziemi. Rozejrzał się dookoła. Wciąż znajdował się przy skraju lasu. Podszedł donajbliższego drzewa, kładąc małą blondynkę na zielonej trawie i klękając tużprzy niej. – I co teraz? – zwrócił się do Strzały, przyglądając się ciałku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie wiem… nie jestem żadnym znachorem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale… Coś trzeba… Nie można tak… - Poczuł, że towarzyszącąmu do tej pory ulgę zastępuje powoli, tak dobrze mu znana, bezradność. Położyłdłoń na ramieniu blondyneczki. – Obudź się… Obudź… Otwórz oczka… - Wiedział, żeten zabieg nie przyniesie oczekiwanych skutków, a jednak bał się zostawić jąbez żadnej, choćby bezskutecznej, pomocy. Potrząsnął ją lekko. – Błagam cię…Otwórz oczka. – Ze smutkiem zauważył, że jego głos zaczyna się łamać. Odchrząknąłwstając na równe nogi. – Nie po to ją ratowałem, by teraz tak po prostu umarła…- mruknął do siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Sadiel… Możesz ją zostawić.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Spojrzał pytająco na konia. Ten machnął pyskiem w stronę, zktórej oboje przybyli. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Zza ściany stworzonej z drzew, wybiegała gromadka ludzi.Gdy tylko zauważyli zwierzę oraz młodzieńca, przyspieszyli jeszcze bardziej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel chciał dostrzec więcej szczegółów nadbiegającejgrupy, gdy zrozumiał, że to nadciąga wybłagana pomoc. Ulga ogarnęła całą jegoduszę, ograniczając napływ adrenaliny do mózgu. Po chwili ból i zmęczenieuderzyły w niego mocną falą. Obtarte plecy zaczęły piec, wszystkie mięśniezaczęły go palić, a płuca domagały się kolejnej dostawy świeżego powietrza.Powoli usiadł na ziemi. Widząc, że taka poza nie przynosi mu pożądanej ulgi,położył się na trawie. Starał się nie zwracać uwagi na wciąż bolące plecy.Zamknął oczy, skupiając się na głębokim, powolnym oddychaniu.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-6220016032602987239?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/6220016032602987239/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=6220016032602987239&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6220016032602987239'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/6220016032602987239'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/10/poczatek-konca-cz-xv.html' title='Początek końca, cz. XV'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-5831175815830302907</id><published>2011-09-25T18:32:00.000+02:00</published><updated>2011-09-25T18:32:18.256+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XIV</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy schodzili z ostatniego, a tym samym najniższego pagórkaoddzielającego ich od wioski, w otwartej na oścież bramie pojawiło się kilkororoześmianych, kilkuletnich dzieci, najwidoczniej zainteresowanych obcymprzybyszem, którego właśnie zauważyli. Mieli oni może po cztery, pięć lat. Ubranibyli w szare, lniane stroje przypominające poniekąd małe worki na zboże.Większość z nich stała wyprostowana, trzymając przy ustach splecione dłonie ispoglądając na jeźdźca wielkimi, okrągłymi oczami. Znacznie mniejsza grupkaskakała radośnie, to wskazując na Sadiela palcami, to znów machając do niego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Młodzieniec uśmiechnął się na ten widok. Nie pamiętał, byktokolwiek cieszył się tak na jego przybycie. Co prawda dzieci te nie tylecieszyły się z powodu tego, że zbliża się do nich właśnie Sadiel, co z powodu,że zbliża się do nich jakikolwiek obcy. Nie popsuło to jednak jego dobrego nastroju,a wręcz przeciwnie. Przez chwile poczuł się szczęśliwy, widząc, że jeszczetakie małe istotki nie są zarażone tą całą nienawiścią do jego rasy. Zpewnością już za kilka lat to wszystko się zmieni i uśmiechnięte te buźkizmienią się w zacięte twarze przepełnione nienawiścią do wszystkich tych,którzy choć w małym stopniu różnią się od ludzi. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Odmachał więc tej radośniejszej gromadce. Mała dziewczynkao blond włosach i pucołowatych policzkach, najwidoczniej zachęcona reakcjąSadiela, ruszyła mu naprzeciw. W oczach młodzieńca pojawił się paraliżujący strach,gdy zauważył jak mała istotka zbliża się niezgrabnie w stronę mostku. Zdążyłjedynie unieść się na koniu i zakrzyknąć: „Uważaj!!”, nim dziewczynka, zamiast wbiecna most, stanęła nad rowem rzecznym. Dorosła osoba przeniosłaby cały swójciężar ciała do tyłu, starając się upaść na plecy, jednak tak małe dziecko,przestraszone widokiem rwącego potoku, straciło kontrolę nad swym ciałem. Zpiskliwym krzykiem wpadła wprost do rzeki, niknąc pod jej taflą. Pozostałedzieci zaczęły panicznie wyć, niczym zbite wilczki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel, nie widząc nikogo, kto by rzucał się na jej pomoc,sam natychmiast ściągnął ze siebie płaszcz, buty, zeskoczył ze Strzały ibiegnąc w stronę potoku rzekł do niego:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Trzymaj się blisko brzegu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Koń zrozumiał natychmiast te słowa. Ruszył tuż za chłopakiem.Gdy byli zaledwie kilkanaście metrów od rzeki, Strzała nagle coś sobieprzypomniał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A ty umiesz pływać?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem! – odkrzyknął Sadiel, rzucając się do wody.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Nie umiał pływać, a na pewno nie w takim stopniu, jakbytego oczekiwał. Natychmiast poszedł na dno miotany prądem rzecznym niczym suchagałązka. W dodatku paraliżujące zimno ogarnęło całe jego ciało. Przez chwilępoczuł skurcz, który uniemożliwiał mu jakikolwiek ruch. Do jego ust wleciałoodrobina wody. To jednak wystarczyło by zaczęła ogarniać go panika. Próbowałsię uspokoić. Wiedział, że w takim stanie psychicznym, jakim się znajduje, nietylko nie uratuje dziewczynki ale i sam pewnie się utopi. Za pewne pomogłyby mugłębokie, spokojne oddechy, lecz z wiadomych przyczyn nie były one możliwe. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Weź się w garść, szczeniaku… - warknął do siebie wmyślach. – Weź się w garść, albo nici z twoich planów!” Słowa te jakby ocuciłygo z szoku. Impulsy nerwowe wysyłane przez mózg zaczęły rozchodzić się po całymjego ciele. Najpierw odzyskał panowanie nad dłońmi, później rękoma, by w końcuzacząć delikatnie poruszać nogami. Po chwili machał już kończynami jak opętany.Pozwoliło mu to zbliżyć się odrobinę ku tafli wody, jednak czas w jakim tegodokonał, nie napajał go optymizmem. W dodatku wciąż nie mógł otrzymać nowejdostawy tlenu do płuc. Gdy przez chwilę o tym pomyślał, te jakby na wspomnienieo nich, zaczęły go niemiłosiernie palić. Znów zaczął popadać w przerażenie iznów próbował się uspokoić. Kolejny raz usłyszał własny głos, strofujący goniewybrednymi słowami. Otworzył oczy. Ku jego zaskoczeniu znajdował się nie dalejniż na wyciągnięcie ręki od powierzchni rzeki. Po chwili&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;zauważył, że jego kończyny zaprzestałychaotycznie się poruszać na rzecz skoordynowanego bicia w wodę. Zamach lewejręki, dwukrotny wymach nogami, zamach prawej ręki, dwukrotny wymach nogami,zamach lewej ręki… Nie wiedział w jaki sposób nadał swojemu ciału akurat takirytm, lecz widząc iż daje on wymarzone skutki, starał się go nie zmieniać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy wypłynął na powierzchnię, z ulgą wypluł wodę, któradostała się do jego ust, by następnie kilka razy odetchnąć świeżym powietrzem.Nadal rytmicznie machał kończynami, lecz styl ten różnił się od poprzedniego.Po raz kolejny zdziwił go ten fakt. Nigdy przecież nie uczył się pływać, ba,nigdy nie słyszał nawet, jak w takich chwilach ma zachowywać się jego organizm.A ten zachowywał się tak, jakby sam wiedział, co ma robić i nie zaprzątał tymgłowy Sadiela. Uśmiechnął się pod nosem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Dziecko!” – usłyszał w myślach głos Strzały. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Natychmiast powróciła do niego ponura rzeczywistość.Rozejrzał się dookoła, próbując zauważyć małe ciałko dziewczynki. Nierównościna wodzie uniemożliwiały mu jednak odróżnienie czegokolwiek. Kilkakrotnie wydawałomu się, że zauważył główkę dziecka, gdy po chwili główka ta zamieniała się wkolejną falę. W dodatku szum odbijającej się od nabrzeżnych kamieni wody,sprawiał iż nie było szans, by dosłyszeć piskliwy krzyk dziewczynki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie widzę! – krzyknął, mając nadzieję, że Strzała usłyszyrodzącą się w jego głosie rozpacz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tu!” – znów niski, lekko zachrypnięty głos odezwał się wjego głowie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Tym razem powiódł spojrzeniem po brzegu wyrastającym ponadtaflą rzeki, Swego wierzchowca odnalazł bez problemu. Biegł kilka metrów dalej,wskazując pyskiem miejsce w którym znajduje się dziecko. Sadiel natychmiastruszył w tamtą stronę. Fakt, że płynął z prądem, oraz tuż pod samąpowierzchnią, sprawił iż o wiele łatwiej i szybciej płynął w wyznaczonymkierunku.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Starał się przez cały czasoddychać w miarę równo. Kilka razy spóźnił się z nabraniem powietrza, i uczyniłto w momencie, gdy jego twarz na ułamek sekundy znajdowała się pod wodą.Zachłysnął się lodowatą cieczą, jednak nie zwolnił tempa. Musiał czym prędzej dotrzećdo dziewczynki. Jakaś część jego podświadomości mówiła mu, że i tak jest jużstanowczo za późno na jakikolwiek ratunek dla dziecka, jednak cała resztapowtarzała, by wszelkimi siłami parł do przodu, gdyż jeszcze nie wszystko jeststracone.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Za każdym razem, gdy głowa jego odwracała się w stronębrzegu, przy którym galopował Strzała, próbował uchwycić wzrokiem przyjaciela.Na szczęście z każdą kolejną chwilą dzieliła ich coraz mniejsza odległość. Gdynieomal wyrównał się z nim, na dłuższy moment wychylił głowę nad powierzchnięrzeki, by odnaleźć dziewczynkę. Dryfowała kilka metrów przed nim. Natychmiastpowrócił do poprzedniego stylu pływania, by czym prędzej ją dogonić.Zauważywszy blond włosy unoszące się na wodzie, wyciągnął prawą rękę, bypochwycić dziecko ramieniem. Za pierwszym razem fala targnęła nim w bok, tak żeoddalił się od swego celu na dość dużą odległość. Jeszcze raz podpłynął,jeszcze raz zamachnął się ręką i tym razem udało mu się złapać istotkę.Przyciągnął ją do siebie, nadal uderzając o wodę wolną dłonią i nieprzerwaniamachając nogami. Starał się, by twarz dziecka przez cały czas znajdowała sięponad nierówną taflą rzeki. Nie miał czasu sprawdzić, czy dziewczynka jestprzytomna. Cały czas odczuwał jej ruch, lecz wiedział dobrze, że to prąd morskitarga małym ciałkiem. Poza tym niemiał na to czasu. Teraz musiał skupić się nawydostaniu ich obojga z tej rzeki, a rwący nurt oraz ponad metrowe uniesieniebrzegu nad wodą nie napajało go optymistycznie. Podpłynął pod skarpę, chcączaczepić się wolną dłoń o wystający z niej kamień. Niestety, gdy zaprzestawałuderzać ręką o wodę, prąd rzeczny natychmiast próbował wciągnąć go pod wodę. Pokilku nieudanych podejściach, odpłynął na środek nurtu. Z trudem rozejrzał siędookoła. Kątem oka zauważył zbliżający się, wystający znad wody głaz,znajdujący się po lewej stornie rzeki. Nieomal nie wyjąc z wycieńczeniaprzepłynął na drugą połowę. Chciał początkowo naprzeć na kamień przodem, lecznatychmiast zorientował się, że był to zły pomysł. Przed sobą wciąż utrzymywałdziecko, przyciskając je do swej piersi. Cała siła uderzeniowa skumulowałabysię na tym małym, delikatnym ciałku. Próba natrafienia bokiem już z góryskazana była na niepowodzenie. Pozostało więc naparcie plecami. Zdążył wykręcićsię w odpowiedni sposób, gdy z całym impetem uderzył w głaz. Siła ta sprawiła,że całe powietrze uszło z jego płuc. Przez chwilę pociemniało mu przed oczami.Ostatkiem świadomości próbował utrzymać się skały. Niestety lata obrabiania jejprzez wodę sprawiły, że była ona gładka niczym tafla szkła, a przy tym nadwyraz ślizga. Pomału plecy osuwały się z kamienia. Sadiel przestał uderzaćwolną ręką w wodę, próbując przytrzymać się nią ostatniej deski ratunku. I tymrazem musiał dać za wygraną. Całe ramię nieubłaganie ześliznęło się z głazu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Dalej poddając się nurtowi zacisnął z rozpaczy swe zęby.Opuszczały go wszelkie siły. Nie wiedział czy trzymanie przy sobie dziecka majakikolwiek sens, w dodatku w jego głowie pojawiła się totalna pustka. Nie miałjuż żądnego pomysły by wyrwać się z tej piekielnej rzeki. Czuł się takcholernie bezradny. Przez jego głupotę swoje życie stracił kolejny człowiek. Zacząłprzeklinać sam siebie. Gdyby nie odmachał tym dzieciakom… Może wtedy tadziewczynka nie wybiegłaby z radością ku niemu. Gdyby pojawił się chwilępóźniej… Odbiegłaby ona w inne miejsce i zwróciła swą uwagę na niego, dopiero wtedygdy stąpałby już po terenie wioski. Gdyby wybrał inną drogę marszu i trafił najakieś miasto… Teraz już wszystko się skończyło. Zawiódł… Zawiódł swego Mistrza,swego martwego brata, samego Strzałę, a nawet Durioma. &amp;nbsp;Zawiódł cały świat…&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-5831175815830302907?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/5831175815830302907/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=5831175815830302907&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/5831175815830302907'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/5831175815830302907'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/09/poczatek-konca-cz-xiv.html' title='Początek końca, cz. XIV'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-8328902516749879302</id><published>2011-09-18T16:46:00.000+02:00</published><updated>2011-09-18T16:46:29.759+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XIII</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Ocknął się ze snu, gdy słońce zaczęło chylić się ku zachodowi.Mętnym jeszcze wzrokiem powiódł dookoła siebie, opierając się na ramionach.Widział jedynie wysokie drzewa, gęste krzaki, zieloną trawę i Strzałę, któryodpoczywał w cieniu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„W końcu się obudziłeś. Chociaż… - uniósł łeb do góry – chybaniezbyt ci się to opłaciło. Niedługo będzie noc. Nie zamierzasz chyba wędrowaćpo ciemku?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie zamierzam – przeciągnął się Sadiel, przecierającdłońmi zaspane jeszcze oczy. – Na piechotę i tak daleko nie zajdziemy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Na piechotę… Jeszcze się na mnie boczysz?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie boczę się… Nie chcę po prostu, byś mi potem wypominałmoje lenistwo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A wolisz, żebym wypominał ci twoją głupotę i dziecinadę?”– mruknął Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec wstał z ziemi, zsuwając z siebie płaszcz. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Sam niedawno mówiłeś, że wciąż na twym grzbiecie wędruję.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Bo wędrowałeś… Ale to nie znaczy, żebyś teraz w ogóle niemógł na mnie przebywać. – Wierzchowiec powoli uniósł się na swych kopytach i zaczął zbliżać się do swojegoprzyjaciela. – Po prostu przejdź od czasu do czasu kilka kilometrów napiechotę. Co prawda przemierzymy ten kawałek drogi wolniej, ale zamiast tegonie będę potrzebował tak częstych odpoczynków. Jednym słowem… dzięki temuzajdziemy dalej.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel zauważył, że Strzale zależy na tym, by zakończyć tącałą niesnaskę, która pojawiła się między nimi. Poczuł się okropnie, tymbardziej, że zrozumiał iż zwierzę miało rację. Po raz kolejny zauważył, że jegocharakter wciąż więcej kłopotów może sprawić, niż pożytku. Musiał się nimzająć. Powinien w końcu zacząć zachowywać się jak dorosły i przestać uznawaćsię za istotę, która ma zawsze rację. Widać było, jak często to Strzała był tyminteligentniejszym w ich dwójce. A jednak honor syrianina nie pozwalał na przyznanietego przed sobą. Rzeczywiście wyglądało to dziecinnie. I znów to Strzała był górą. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- I tak tu zostajemy więc… - Spojrzał na swegoparzystokopytnego przyjaciela. – Myślisz, że będzie dziś padać? – spytałniepewnie. – Nie wiem, czy mam wziąć się za budowanie szałasu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Strzała spojrzał na chłopca. Widać było, że i on zrozumiał,o co chodzi młodemu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie… Niebo jest stanowczo za czyste jak na możliwośćzbliżającej się ulewy” – odpowiedział, a ton jego głosu zdawał się być nadwyraz rozbawiony.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Kolejny dzień przywitał ich ciepłymi promieniami słońca,padającymi wprost w ich oczy spomiędzy gęstych koron drzew. Z radościązauważyli, że nie zmarzli tak bardzo, jak przypuszczali. Oznaczało to, żeletnia pora zbliża się ku tej zalesionej krainie wielkimi krokami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Choć obydwoje byli tego rad, jednak Sadiel martwił się, żebędzie musiał dusić się pod swym płaszczem, gdy przyjdzie im przemierzać zaludnioneokolice… jeśli takie gdziekolwiek istnieją.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Przekraczając przez kolejną, rozległą, pagórkowatą łąkę,byli przekonani, że po jej drugiej stronie również odnajdą miasto, lubchociażby zamieszkałą wioskę.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Nadalmieli opory przed zwracaniem na siebie uwagi ludzi, jednak i Strzała musiałprzyznać rację Sadielowi, że samym wędrowaniem nie wiele zdziałają odnośniezdobycia nowych informacji na temat rasy syriańskiej, Mu, czy Błękitnej Księgi.Musieli zacząć szukać odpowiedzi nie tylko biernie, ale również i czynnie,pamiętając jednakże o niezbędnych środkach ostrożności. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;I tym razem mieli rację. Wspinając się na jedno z wyższychpagórków, zauważyli rozlegającą się nieopodal wioskę, do której prowadziłniewielki most przerzucony przez dość szeroką i rwącą rzekę. Wieś ta byławiększa od tej, w której Sadiel o mało nie pożegnał się ze swym życiem.Kilkanaście drewnianych domostw, wybudowanych blisko siebie, tworzących tymrazem nie okrąg, lecz coś na kształt niezbyt regularnego kwadratu, odgradzał odpozostałej części świata dość wysoki, wybudowany z grubych belek, płot. Za lewąkrawędzią tego skupiska stały trzy, dość pokaźne stajnie. Najwidoczniej wioskata była i bardziej liczniejsza od poprzedniej, ale również i bardziej zamożna. Zaprawą krawędzią znajdował się niewielki plac, na którego końcu poustawianychbyło kilka tarczy, przypominających te, wykorzystywane do ćwiczenia strzelaniaz łuku. Tuż za nimi, jakby spod ziemi, wyrastały grubo okryte słomianymipłaszczami i przepasane sznurami pale, a z jednego z drzew zwisały nad ziemią wielkie,wypełnione sianem worki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Wygląda to jak plac ćwiczebny.” – skomentował Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel uniósł wymownie brwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Takie coś widywałem, gdy byłem jeszcze na służbie ustrażników miejskich. To właśnie w takich miejscach ćwiczyli posługiwanie sięswą bronią.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Myślisz, że to tutaj mieszkają strażnicy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie, z pewnością nie. Mieszkają oni w swych kwaterach naterenie miast. Nie myślisz chyba, że podczas alarmu zbiegaliby oni z wszelkichwiosek, oddalonych od miasta czasami i kilka ładnych kilometrów.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel spojrzał ponownie na zabudowany teren, goniąc swymioczami za małymi istotkami pałętającymi się pomiędzy budynkami.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc po co im tutaj ten plac?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Może jest to teren często nawiedzany przez hordyzbójeckie. Wiesz chyba, że rzadko się zdarza, by władca przejmował się losemwszystkich wiosek w okolicy. Z pewnością pod opieką jego są tylko te, któredają mu największe zyski. Pozostałe muszą radzić sobie same. Najwidoczniejtutejsi mieszkańcy już dawno to zrozumieli i zaczęli sami bronić swych włości. Bezodpowiednich ćwiczeń żaden jednak człowiek nie jest w stanie obronić się przedjakimkolwiek najazdem zbójeckim. – Widząc przerażony wzrok przyjaciela, dodałpo chwili – Nie musisz się jednak o nic martwić. Z pewnością nie wyglądasz jakjakiś groźny zbójca.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec uniósł wymownie kaptur, tak by promienie słońcapadły wprost na jego błękitne oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie wyglądasz, pod warunkiem że nie ukażesz im swoich oczu”– poprawił się po chwili.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Myślisz, że tu dowiem się czegoś ciekawego? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Czy ja wiem – Strzała potrząsnął delikatnie grzywą,ruszając do przodu. – Może mieszka tu jakiś mędrzec, który ofiaruje ci małą wskazówkę.Ale… mędrcy mają to do siebie, że są bardziej inteligentni niż resztaludzkości, więc…” – zawiesił głos.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc? – ponaglił go chłopiec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Więc musisz o wiele bardziej trzymać się na baczności.Jedno nierozważne słowo, które nie wiele mówiłoby wieśniakowi, może sprawić, żemędrzec w lot pojmie kim jesteś i co zamierzasz uczynić. Wiesz chyba, czym możesię to skończyć.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel wiedział. Jeszcze czasami paliły go niewielkie rany,zafundowane przez sztylet niedoszłego mordercy.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-8328902516749879302?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/8328902516749879302/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=8328902516749879302&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/8328902516749879302'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/8328902516749879302'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/09/poczatek-konca-cz-xiii.html' title='Początek końca, cz. XIII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-7599671265721898753</id><published>2011-09-11T20:08:00.000+02:00</published><updated>2011-09-11T20:11:05.480+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XII</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Co… Co się stało? – spytał, czując susze w gardle. Powoliotworzył oczy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Leżał pod rozłożystym dębem. Nad swoją twarzą widział łebswojego przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Zemdlałeś. Byłeś długo nieprzytomny. Musiałem cięodciągnąć z tamtej polany. Gdyby wrócili tam ci młodzi opryszkowie, spralibycię na kwaśne jabłko.” – poinformował go Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dlaczego zemdlałem? – niepewnie zaczął unosić się naramionach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie wiem… Może za wiele złych emocji jak na jeden raz.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Złych emocji? – ściągnął brwi. Zaczął powoli przypominaćsobie ostatnie wydarzenia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;To, jak zauważyli grupkę młodzieńców znęcających się nadstarszym mężczyzną… To jak stanęli w jego obronie. Później te kamienie…Kamienie!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Widziałeś to? – oprzytomniał znienacka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A co niby miałem widzieć?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Te kamienie… One… One zatrzymały się tak nagle, a potem…Potem rzuciły się w stronę tych chłopaków… Czy to ja to uczyniłem? – spojrzałniepewnie na swego przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Albo ty, albo ten ranny syrianin. Wątpię jednak, by tendrugi mógł zrobić cokolwiek w swym stanie.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc, że to ja mam taką moc?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Najwidoczniej… Szkoda tylko, że nie odkryłeś jej, gdyspędzaliśmy noc we wsi. Może uchroniłbyś się od tej trucizny, która omal cięnie uśmierciła.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale jak ja to zrobiłem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Dobrze by było, gdybyś w miarę szybko znalazł odpowiedź nato pytanie. Może w końcu przestaniemy być tacy bezbronni.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Bezbronni? – ściągnął brwi Sadiel. – Ale ja nie chcęnikogo krzywdzić. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Kto by pomyślał – parsknął strzała. – Jeszcze tak niedawnozamierzałeś odnaleźć chłopców, którzy zamordowali syrianina i sprać im buźki.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Miałem taką ochotę, – chłopiec spuścił głowę na znakwstydu jaki poczuł – ale to wszystko przez tą całą sytuację. Przez chwilęmyślałem, że skoro my, starając się nikogo nie krzywdzić, wciąż cierpimy z rąkludzi, to może należy zmienić swoje postępowanie… Może gdybyśmy i my zaczęliużywać siły… - Uniósł wzrok na wierzchowca. – Może wtedy i my powolizaczęlibyśmy zbliżać się do osiągnięcia swego celu. Jednak teraz widzę, jakieto byłoby głupie. Nie mogę krzywdzić drugiej istoty, tylko dlatego, że dziękitemu odnajdę swoją rasę. Gdyby wszyscy tak czynili… wtedy świat byłby jeszczestraszniejszy niż jest teraz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Mądre słowa – Strzała pokiwał głową. – Cieszę się, że znówmówisz tak, jak przystało na ucznia Mistrza. Inaczej musiałbym doprowadzić ciędo porządku i nie byłoby to przyjemne ani dla mnie, ani tym bardziej dlaciebie.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ty mi grozisz? – zmrużył oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie… Po prostu się o ciebie martwię… Wiem dobrze, że pewnesytuacje sprawiają iż człowiek zaczyna zachowywać się irracjonalnie. – Strzałaspojrzał na niepewną minę syrianina, po czym przewrócił oczami. –Irracjonalnie, to znaczy… hm… bez sensu. Tak właśnie postąpiłbyś, gdybyś wtedywstał i ruszył do miasta, chcąc pomścić swego brata. Wydawało ci się to jedynymmożliwym i dobrym rozwiązaniem. Teraz zauważyłeś, że postąpiłbyś po prostugłupio i wbrew swemu sumieniu. Miałbyś teraz do siebie wielkie pretensje, o ilew ogóle byś przeżył. Oczywiście to wszystko miałoby miejsce, gdyby mnie przytobie nie było. Na szczęście byłem i gdybyś nawet postanowił zawiązać sobie wten sposób stryczek na szyję, z pewnością leżałbyś teraz z wielkim siniakiem natyłku.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A od kiedy to się aż tak o mnie martwisz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Od momentu, gdy zrozumiałem, że jesteś wyjątkowy i niechodzi mi tu bynajmniej o twoje pochodzenie. To, że jesteś syrianinem nie czyniciebie kogoś specjalnego. Sam zresztą wiesz, że są jeszcze inni tobie podobni.Lecz wątpię, by któryś z twoich braci czy sióstr miał tak samo wielkie serce,czyste sumienie i… I to coś, co sprawia, że każdy dzięki tobie zaczyna wierzyć,iż to wszystko ma jakiś sens. Poza tym… - Strzała odwrócił się do chłopca bokiem,dając mu tym samym znać, że czas na dłuższą przejażdżkę. – Poza tym uratowałeśmnie z piekła.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Z piekła? – uniósł brwi Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie za dużo pytań zadajesz? Po prostu mój ostatniwłaściciel nie należał do ludzi, którzy mają wielkie serce dla zwierząt.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- No tak… To wszystko wyjaśnia – mruknął pod nosem blondyn,uśmiechając się delikatnie. Wstał z ziemi, sprawdził czy pakunki nadal solidnietrzymają się parzystokopytnego przyjaciela, po czym wskoczył niezdarnie na jegowierzch. – A martwy syrianin? – odezwał się nagle, jakby powrócił w jednejchwili do rzeczywistości. – Czy on nadal tam leży?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie… Pewnie sobie do domu wrócił… - parsknął Strzała.Widząc jednak gniewny grymas na twarzy młodzieńca, natychmiast zaczął mówićdalej. - Pewnie tak… Będziemy musieli tamtędy przejść, więc tak czy inaczejzobaczymy, czy nikt go stamtąd nie usunął.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A jeśli nie? Znów będę musiał zostawić go, tak jak swegoMistrza, na pastwę losu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A ja ci powtórzę to, co powiedziałem tamtym razem: niebędziemy przecież ciągnęli go ze sobą przez całą podróż.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A jednak… To jest mój brat. Zmarł tylko dlatego, że miałbłękitne oczy. Nie powinniśmy jednak w jakiś sposób zająć się jego ciałem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„O ile się nie mylę, twój Mistrz był dla ciebie kimś owiele bliższym, a jednak go zostawiłeś na polanie.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Bo byłem pewien, że ludzie zrobią z nim to, co należy. Aco zrobią ludzie z ciałem kogoś, kogo nienawidzą i w dodatku poniekąd sami gozamordowali?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Uwierz mi, że temu mężczyźnie jest w tym momencie bezróżnicy, co się z nim stanie. Poza tym… powinieneś chyba zając się spełnianiemprośby, którą usłyszałeś z jego ust.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Hm?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Oh… Powinieneś zająć się ratowaniem swojej rasy. Co prawdawątpię, byś mógł odegrać w tym całym przedstawieniu jakąś rolę, ale… Syrianinombliskim śmierci się nie odmawia. A i obietnice należy spełniać.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Lecz ja nic mu nie obiecywałem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Ty nie… ale twoje serce z pewnością.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel ściągnął brwi, zamierzając zadać swemu przyjacielowikolejne pytanie. Ostatecznie jednak chyba zrozumiał, o co właściwie mu sięrozchodziło i przytaknął jedynie głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy mijali łąki, na których odbywała się mała bitwa zmłodzieńcami, oboje zaczęli wyszukiwać wzrokiem ciało syrianina. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Znaleźli je. Ku ich przerażeniu, ciało to wyglądało jeszczetragiczniej niż w momencie, gdy pozostawiali je samotnie. Najwidoczniej miejskaludność postanowiła jeszcze bardziej poznęcać się nad tym, którego jedyną winąbyło to, iż urodził się syrianinem. Widać było kolejne cięcia sztyletami poramionach, a w sam środek ciała wbito dwie długie włócznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Strzała po chwili odwrócił swój wzrok od tego makabrycznegowidoku. Sadiel choć chciał pójść w ślady swego konia, nie mógł tego uczynić.Oczami wyobraźni widział siebie leżącego na miejscu tego mężczyzny. Co gorsza,był pewien, że jeden nieostrożny ruch i ta tragiczna wizja stanie się rzeczywistością.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Mam nadzieję – zwrócił się w myślach do martwego syrianina– że znajdujesz się teraz w o wiele lepszym świecie.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Kolejne dni dłużyły się wędrowcom przeraźliwie. Gdy słońcekroczyło po niebie wędrowali wciąż do przodu. Gdy miejsce słońca zajmowałksiężyc, oboje kryli się pod mizernie skonstruowanymi przez Sadiela szałasami,próbując zasnąć by zregenerować swe siły. Czasem im się to udawało, czasem nie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Podczas podróży starali się omijać większe skupiska ludzi.Czasami tylko zaglądali do wiosek, kupując w nich niewielkie zapasy żywności nadalszą drogę. Nie zatrzymywali się jednak na noc. Wciąż pamiętali, jak zledwością uszli z życiem z pewnej wioski, w której początkowo przyjęto ich zotwartymi rękoma.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Przemierzali wielkie lasy, małe gaiki, łąki, wzgórza…Najgorsze było to, że od pewnego momentu przestali dostrzegać sens tejwędrówki. W jaki sposób Sadiel ma dowiedzieć się czegokolwiek o BłękitnejKsiędze, skoro rozum podpowiadał mu, by nie zaczynać z żadnymi ludźmi rozmowyna ten temat? Powinien raz odważyć się i choćby napomknąć o niej, podczaskrótkiej wymiany zdań z wieśniakami. Ale… cóż takiego mogą wiedzieć ludzie,którzy większość swego życia spędzają na polach uprawnych? Jeśli chodziłoby o hodowaniebydła… Tak… Mógłby wtedy liczyć na długą, wyczerpującą rozmowę. Ale BłękitnaKsięga? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Może powinniśmy wrócić do Sariviana? W jego pomieszczeniuwidziałem wysokie półki pełne książek. Być może jedna z nich byłaby właśnie tą,której szukamy. – Chłopiec co jakiś czas schylał się, by nie oberwać niskorosnącą gałęzią. Leśna dróżka, na której się znaleźli, była rzadko używanaprzez innych jeźdźców. Wskazywały na to krzaki i gałęzie wyrastające na drodzei nad drogą. Była to dobra nowina. Błękitnooki mógł spokojnie zdjąć swójpłaszcz, nie martwiąc się, że napotka go jakiś człowiek. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Ile razy mam ci powtarzać, że gdyby ją miał, z pewnościąby ją tobie pokazał. Nie wydaje mi się, by Duriom wysłał cię do jakiegoś głupca.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A może jednak? – szeroko uśmiechnął się Sadiel. – W końcuwziął jedną do rąk i rzekł, że księgi jego coś mówią na mój temat.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Z pewnością… Nie jesteście przecież jakąś tajemniczą rasą.Być może widział w jednym ze swych tomiszczy wzmiankę o syrianinach. Możewzmianka ta była całkiem długą wzmianką, ale… nie masz nawet co liczyć nażyciowe odkrycie. Inaczej już dawno o wszystkim byś wiedział.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc pozostało mi jednak zacząć rozpytywać o księgę wśródludzi – westchnął chłopiec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„No oczywiście… Od razu połam sobie obie ręce oraz nogi iprzebij się sztyletem… Po co masz ludzi do tego wykorzystywać” – prychnąłStrzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc wymyśl coś lepszego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Wiesz dobrze, że niczego lepszego nie wymyślę, ale to nieoznacza, żebyśmy zaraz wprowadzali w życie te plany, które z pewnością nieprzyniosą nam niczego dobrego.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dobrze… Więc maszerujmy tak dalej, aż w końcu zostaniemybez jedzenia i picia, by konać powoli z głodu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Ja tak szybko z głodu nie umrę, a i ty powinieneś zacząćszukać jakichś owoców leśnych. Zapasy, które dostałeś od Durioma powinny służyćci dopiero wtedy, gdy będziesz w tragicznej sytuacji.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Uważasz, że nie szukam żadnego pożywienia? – uniósłnieprzyjemnie głos Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… Myślę też, że stałeś się ostatnimi czasy leniwy. Napoczątku podróży maszerowałeś czasami na własnych nogach, aby mnie trochęodciążyć. Teraz każdy metr pokonujesz na moim grzbiecie. Myślisz, że mi sięsiły nigdy nie kończą?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Robimy przecież przystanki…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Ale moglibyśmy je robić rzadziej, gdybyś ty zacząłkorzystać nie tylko z moich, ale i ze swoich nóg.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ach tak? To proszę bardzo… - Sadiel zeskoczył ze Strzały.– Idź sobie dalej sam.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Oho… Wielki Sadiel się obraził… I teraz pewnie wielkiSadiel czeka, aż go pokorny Strzała przeprosi, tak?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel spiorunował go swym wzrokiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Nie zależy mi na twoich przeprosinach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„I dobrze, bo i tak nie masz co na nie liczyć.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Najbliższe pół dnia wędrowali w wręcz namacalnej ciszy.Tylko szum drzew i śpiew ptaków upewniały ich, że świat nadal jest w staniewydawać swe dźwięki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Krótki przystanek zrobili na skraju lasu. Strzała co prawdabył gotowy do dalszego marszu, lecz Sadiel nie był w stanie utrzymać się na swychnogach. Wierzchowiec oferował mu podróż na własnym grzbiecie, lecz chłopiecuniósł się honorem i odmówił takiej pomocy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jeśli jednak jesteś aż tak pełny energii – Sadiel ziewnąłgłęboko – możesz pilnować, by nikt nas tu nie zaskoczył. Ja spróbuję sięprzespać… Czuję się dziwnie zmęczony. – Mówiąc to młodzieniec ściągnął zesiebie ciemnozielony płaszcz, którym po chwili owinął się i ułożył pod jednym zdrzew.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-7599671265721898753?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/7599671265721898753/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=7599671265721898753&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/7599671265721898753'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/7599671265721898753'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/09/poczatek-konca-cz-xii.html' title='Początek końca, cz. XII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-2059995580946556937</id><published>2011-09-02T22:43:00.001+02:00</published><updated>2011-09-02T22:44:36.909+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. XI</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Po długim kręceniu się po mieście w celu odnalezieniajednej z bram, udało mu się w końcu wyjść poza&amp;nbsp;jego mury. Strażnicy najwidoczniej jeszcze nie zapomnieli o chłopcuokrytym ciemnozielonym płaszczem, gdyż ze zdziwieniem wiedli wzrokiem zaSadielem ruszającym w dalszy obchód pod murem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Odnalazł Strzałę leżącego pod niewielkim skupiskiemkrzaków. Przeraził się, gdy na przedzie łba konia, zauważył małą stróżkęzastygłej krwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Aż tak źle?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Co…?” - spytał nieprzytomnie przyjaciel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ta krew… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A… A to nic poważnego. Zwykłe zadrapanie spowodowanekontaktem z murem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Bo jeśli chcesz… Może jakiś znachor…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… Znachor zgodzi się mnie obejrzeć za darmo, boprzecież nie będziemy marnować naszych talarów na zwykły opatrunek. Możekiedyś… gdy znachorzy będą mieli na uwadze ratowanie ludzi, a nie tylkozarabianie na czyimś nieszczęściu.” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Coś ty taki filozoficzny się zrobił? – uśmiechnął sięchłopiec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A tak po prostu… - Strzała powoli uniósł się na kopyta. –A co tam u Sariviana? Dowiedziałeś się czegoś?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiele… W sumie to powtórzył słowa Durioma. Dodałtylko, że głównym moim celem powinno być odszukanie mojej rasy… A gdy tegodokonam, dostanę odpowiedzi na resztę pytań.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A gdzie masz ich szukać?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tego właśnie nie powiedział. Trzeba ruszyć przed siebie iwierzyć, że los nam sprzyjać będzie. Dasz radę chodzić? – Sadiel wskoczył nawierzchowca, który chwilę wcześniej przytaknął łbem. Poprawił pakunkiprzywiązane do zwierzaka, spoglądając na nie z ukosa. -&amp;nbsp; A nie mogliśmy ich odczepić przed skokiem?-spytał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Mogliśmy, ale pewnie już nigdy byśmy ich nie zobaczyli.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Opuszczając podmiejskie tereny, przeszli przez szerokiełąki, by znów zagłębić się w lesie. Gdy zniknęli w gęstych chaszczach, Sadielpostanowił przygotować się na przyszłość. Nie zamierzał już więcej moknąćpodczas ulewnych deszczy. Musiał sam nauczyć się tworzenia szałasów. Widziałwielokrotnie, gdy jego stary Mistrz tworzył podobne prowizoryczne budowle. Niezwracał jednak na to większej uwagi. Za młody był na takie rzeczy. On wolałwspinać się po drzewach, leżeć na trawie i wpatrywać się w błękitne niebo iczasami nawet marzyć. A jego opiekun męczył się, bo nie mógł przetłumaczyćswemu podopiecznemu, że kiedyś będzie zdany wyłącznie na siebie i wtedy te, napozór błahe dla niego umiejętności, będą w stanie uratować mu życie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Dorosłość ma jedną wadę… Zbyt wcześnie pojawia się w życiukażdej istoty. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Pierwsze próby wybudowania szałasu spełzły na niczym.Sadiel wściekał się z tego powodu, a Strzała żartował sobie z niezdarnościprzyjaciela. Ostatecznie jednak chłopiec ustawił jakie takie zadaszenie. Nadrobny deszczyk wystarczy. Gorzej, gdy znów rozpęta się porządna ulewa. Zwinąłswój płaszcz, który był zarazem głównym budulcem osłony, złożył grube patyki,które znalazł w okolicy, w jedno miejsce, &amp;nbsp;przysłaniając je gałęziami pełnymi listowia.Nie wiedział czemu tak zrobił. Może niedługo przyjdzie mu wracać tą samą drogą.Wtedy nie będzie musiał się martwić o schronienie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Na szczęście kolejne dni obdarowywały wędrowców ciepłem isłońcem. Sadiel z jednej strony cieszył się, z drugiej wzdychał głęboko, gdymyślami widział siebie, opatulonego w płaszcz, przedzierającego się przez tłumymieszczan. Mógłby co prawda omijać wszelkie skupiska ludzi, lecz od drzew idzikich zwierząt nie dostanie nowych informacji o pobycie przedstawicieli jegorasy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mijali więc kolejne wsie, lasy, rzeczki, łąki. Na ichdrodze pojawiło się nawet jedno miasto, jednak i tu nie chcieli wpuścićsieroty. Sadiel nie próbował już przedostać się przez mur. Strzała wciąż utykałna jedno z kopyt, choć wcale się na to nie uskarżał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;I dalej wędrowali, wędrowali… Zastanawiali się czasem, czyaby jest jakiś sens tego wszystkiego. Może parzystokopytny przyjaciel miałracje. Może tak pozostawić te wszystkie zemsty, poszukiwania na rzecz bardziejustatkowanego życia. Lecz gdzie miałby osiąść trzynastoletni syrianin ze swymwierzchowcem? Przy pierwszej lepszej okazji chłopca by zabito a koniaukradziono. Dopóki to wszystko się nie wyjaśni, dopóki mentalność ludzka sięnie zmieni, dopóty on, Sadiel, czuć się bezpiecznie na świecie nie będzie mógł.Więc pozostało im dalsze wędrowanie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;I być może dni zaczęłyby im mieszać się z kolejnymi dniami,a odległość od ostatnich ważnych wydarzeń mogłyby stawać się aż nazbytzamazane, gdyby przechodząc obok niewielkiego miasteczka, które nawet muruswego nie miało, nie zauważyli niegroźnej na pierwszy rzut oka, bijatyki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Za granicami, gdzie ręka straży miejskiej nie sięgała, podwielkim, rozłożystym dębem, czterech młodziaków pastwiło się nad starszymmężczyzną. Początkowo mieli oni pójść dalej, zostawiając całą bitkę własnemutokowi wydarzeń, jednak kilka stróżek krwi płynących po ziemi zmieniłoradykalnie ich zamiary.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel natychmiast zeskoczył z konia, podbiegając do tejcałej zgraji, już z daleka wykrzykując prośbę o uspokojenie się i opanowanie.Na nic jednak jego błagania. Młodzieńcy, którzy rośli mu w oczach, nie wielesobie robili z piskliwych wrzasków.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy chłopiec był już zaledwie kilka metrów przed nimi,szybko ocenił zaistniałą sytuację. Oprawcy byli kilka ładnych lat starsi odniego. Kopali, bili, a nawet uderzali kamieniami mężczyznę, który powinien bezproblemu dać &amp;nbsp;sobie radę z młokosami.Jednak nie dawał… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zostawcie go! – wrzasnął Sadiel, nieomal nie rzucając sięna chłopaków. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Ci wstrzymali na chwilę swą rzeź, zwracając swe głowy kuzakapturzonemu chłopcu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zjeżdżaj stąd, szczawiu – warknął jeden, poprawiając wdłoni zakrwawiony kamień.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zostawcie go! Nie można tak postępować!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A kto ty jesteś, że śmiesz nas pouczać? – parsknął drugi,o bujnych kasztanowych włosach i ziemistej cerze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ja was nie pouczam… Ja was proszę… - Błękitnooki straciłwiele ze swej pewności. - Przecież tak nie można – powtórzył.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A kto niby nam zabroni pastwić się nad nim? Hę? I tak doniczego więcej się nie nadaje… Zresztą… Nie będę się tu spowiadał przed jakimśmłokosem. Zjeżdżaj, bo i ty podzielisz jego los.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nikt nie jest aż tak zły, by pastwić się nad nim… -ciągnął Sadiel, zbliżając się jednak do konia. – Należy wybaczać… Trzebawskazywać słuszną drogę, a nie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dla błękitnookich nie ma żadnej słusznej drogi! –krzyknął któryś z gromadki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Słowa te sprawiły, że serce Sadiela zaczęło mocniej bić, adłonie pocić się. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Więc ten mężczyzna jest syrianinem? Więc naprawdę są na tymświecie istoty jemu podobne? Więc nie jest sam?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zostawcie go – powtórzył lecz już znacznie groźniej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;W odpowiedzi usłyszał szyderczy śmiech.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie chcę się wtrącać, ale lepiej ich posłuchaj… - mruknąłStrzała. – Jeszcze dowiedzą się, że i ty jestem jednym z&amp;nbsp; błękitnookich, a wtedy…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Nie pozwolę by ktoś go zabił…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak się składa, że nie potrzebujemy twojego pozwolenia –odpowiedział kasztanowo włosy, na potwierdzenie tych słów posyłając leżącemumocnego kopniaka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mężczyzna stęknął jedynie, próbując się unieść naramionach. I w tym jednak przeszkodził mu raz zaaplikowany przez jednego zmłodzieńców.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A chcesz się założyć? – blondyn uśmiechnął siępółgębkiem, spoglądając z ukosa na swojego wierzchowca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Ten, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki stanąłdęba, by po chwili ruszyć galopem w stronę całej zgrai. Wszyscy rozbiegli się,pozostawiając rannego człowieka samego. W ruch poszły kamienie, spadające to nazwierzę, to na chłopca. Sadiel cudem unikał nadlatujących pocisków. Zdążył jednakdobiec do swego przyjaciela mjącego mniej szczęścia, gdy w tył jego głowyuderzył sporej wielkości kamień. Przewrócił się do przodu, starając sięutrzymać przytomność. Świdrujący ból zaczął opanowywać całe jego ciało. Poczułstróżkę krwi spływającą po jego karku.&amp;nbsp; &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Miał już tego serdecznie dość. Miał dość tych młodzieńców,którzy pastwili się nad istotami aż nazbyt się od nich różniącymi, bądź też owiele słabszymi. Miał dość tego, że nienawidzi się jego rasy za samo to, iż onaistnieje. Miał dosyć tego, że los na jego drodze stawiał właśnie takieproblemy. Miał tego dość!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Z ledwością uniósł się na swych nogach. Poczuł ogarniającego ciepło. Zaczął oddychać powoli i głęboko.&amp;nbsp;Tajemnicza energia zaczęła wypełniać każdą komórkę jego ciała. Przezchwile poczuł, że ma władze… Ma moc, która może zmienić koleje jego życia.Kaptur delikatnie zsunął się z jego głowy. Uchylił powieki. Wpierw zauważyłkamienie wysłane pod jego adresem, które znieruchomiały w powietrzu. Potem swójwzrok skupił na przerażonych twarzach tych, którzy chwile wcześniej byli ażnazbyt pewni siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Uśmiechnął się piekielnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Wszystkie kamyczki i małe głazy, które zatrzymały się wlocie, ruszyły w stronę powrotną do swych pierwotnych właścicieli. Głuche jękii siarczyste przekleństwa były dowodem na to, że żaden młodzieńców nie uszedł zpola bitwy bez szwanku. Wszyscy, jak jeden mąż, zawrócili na piętach i ile siłw nogach ruszyli w stronę miasta, wykrzykując w niebogłosy przekleństwa podadresem błękitnookiego.&amp;nbsp; A ten stałtylko, wpatrując się w ich kontury, niczym zwierz wpatrujący się w swązwierzynę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel nie pamiętał kiedy znalazł się przy poranionymmężczyźnie. Z bliska syrianin wyglądał jeszcze gorzej. Cała twarz i dłoniezalane były krwią. Lewa noga leżała zgięta pod nienaturalnym kątem. Tunika, wktórą był odziany, mogła mieć zarówno kolor purpurowy, ubrudzony w błocie, jaki ciemno brązowy – ubrudzony we krwi. W dodatku brud dostał się do ran, zpewnością je zakażając. Głuche rzężenie dobiegało z gardła mężczyzny. Wkącikach ust pojawiła się jasnoczerwona piana. Szarobłękitne oczy spojrzał nachłopca, lecz zdawało się jakby to nie istota myśląca, a pustka przez niepatrzyła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel nie mógł uwierzyć, że grupka młodzieńców możedoprowadzić do takiego stanu rosłego syrianina. Powiódł wzrokiem w kierunkuStrzały, który najwidoczniej nie wiele robił sobie z własnych ran.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Wierzchowiec pokręcił przecząco głową.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale… Ale możemy go zanieść do znachora… Przecież jesteśmykilkaset metrów od miasta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„W którym tylko czekają, aby zniszczyć takich jak wy.Możemy go i zanieść, lecz jemu i tak już nic wiele pomoże, za to ty sam możeszznaleźć się w tragicznej sytuacji.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale to jest syrianin… To jest mój brat… Nie mogę odejść,nie udzielając mu pomocy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Jedyną pomocą, jaką możesz mu udzielić, jest skróceniejego cierpienia. Wiem jednak, że nie jesteś w stanie tego zrobić. Mówię ci…zostawmy go w spokoju. I tak nie wiele czasu mu zostało.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A jednak… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Syrianinie… - cichy szept doleciał do uszu chłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Błękitnooki z niepewnością spojrzał na leżącego mężczyznę.Tak… Jego oczy… One z pewnością skupiały się na nim.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ja przepraszam… Ja nie wiem co mam zrobić… Ja nie mogę… -Sadiel zaczął pociągać nosem. Po jego policzkach popłynęły łzy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Klęczał właśnie przed pierwszym bratem, jakiego widział wswym życiu. Pierwszy raz widział kogoś, z kim łączyło go tak wiele… kogoś, ktomógłby mu tyle wyjaśnić, nauczyć życia w tak obcym świecie. Bo ten świat był obcy…Dopiero teraz zauważył to młodzieniec. Choć kochał przyrodę i to w niejupatrywał największej bogini, to jednak musiał wiele razy korzyć się przed nią…przed ludźmi. Nie chciano tu ani jego, ani wszystkich jemu podobnych. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ty… Ty jesteś Zesłańcem… Jesteśmy… Jesteśmy uratowani… -szeptał mężczyzna.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jakim zesłańcem…? Nie rozumiem o czym mówisz… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Pewnie majaczy… Podobno tak się dzieje, gdy jest siębliskim śmierci” – mruknął Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Błękitna Księga… To w niej… W niej znajdziesz…wyjaśnienie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Błękitna Księga? Gdzie mam jej szukać? Kim jest tenzesłaniec? – Sadiel musiał się opanować, by nie zacząć potrząsać zmaltretowanymsyrianinem. Potrzebował więcej informacji… W tym momencie to stało sięnajważniejszym celem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Umieram, ale… Ratuj nas… Błagam… - To były ostatnie słowapłynące z zsiniałych ust. Wszystkie mięśnie rozluźniły się, a głowa obróciła sięw bok. W oczach zagościła martwa pustka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Młodzieniec delikatnie zamknął powieki martwemu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Idziemy do miasta… - wysyczał przez zaciśnięte zęby.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;&amp;nbsp;„Do miasta? Po co?”– Strzała delikatnie ułożył się na ziemi. Widać było, że dopiero teraz do głosudochoszło zmęczenie, które musiało ukrywać się przez cały tok wydarzeń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem czy pomszczę Mistrza, ale mojego brata pomszczęna pewno.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Sadielu… Masz zaledwie trzynaście lat… Nie pozwól by kierowały tobą tak piekielne rządze…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie jesteś moim Mistrzem by mnie pouczać! – krzyknął,zrywając się z ziemi. Nie zdążył jednak przybrać pionowej postawy, gdy ogarnęłago ciemność.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-2059995580946556937?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/2059995580946556937/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=2059995580946556937&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/2059995580946556937'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/2059995580946556937'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/09/poczatek-konca-cz-xxi.html' title='Początek końca, cz. XI'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-3367556526089799142</id><published>2011-08-23T22:38:00.000+02:00</published><updated>2011-08-23T22:38:06.065+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. X</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Maszerowali tak wzdłuż wysokiego, kamiennego ogrodzenia, gdy słońce zagórowało na nieboskłonie. Powoli zaczęli mieć wątpliwości, czy aby teoria Sadiela nie była spudłowana. Nigdzie nie było żądnych ukrytych podkopów pod murem, ani przylegających do niego krzaków, w których chować się mogła tak upragnione tajemne przejścia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Może jednak się poddamy?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie! Po raz setny powtarzam ci: nie!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Oh… Tylko zaproponowałem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Powoli… - Chłopiec otarł twarz dłońmi. – Spróbujmy jeszcze raz porozmawiać ze strażnikami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Wierzysz, że tym razem cię wpuszczą?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie, ale nie mamy innego wyjścia. Zastanawiam się jedynie, dlaczego żaden z nich nie znał Durioma.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Może sam Duriom nie pragnie sławy. Wiesz… Taki tajemniczy znachor w czarnej pelerynie…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak – prychnął młodzieniec. – A od czasu do czasu wyrusza w wielki świat by zgładzić jakiegoś strasznego…- nie dokończył. Nagle wzrok jego przykuła ziemianka. Niezbyt wysoka, lecz pionowym otworem&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;zwrócona do niedaleko znajdującego się muru. Drewniane drzwiczki wznosiły się na wysokość półtora metra. Wejście do podziemia obniżało się delikatnie, tworząc swego rodzaju wyskocznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czy widzisz to samo co ja? – uśmiechnął się Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Chyba nie chcesz…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak, tak… Chcę. Możesz się odrobinę rozpędzić i… i musimy dać radę przeskoczyć ten mur.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Musimy? To chyba ja muszę… Ty będziesz tylko siedział na mym grzbiecie!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dasz radę… Wierzę w ciebie… W końcu nic nie powstrzyma Strzały, nie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… Powstrzyma! – zaczął panikować koń. – Powstrzyma mnie na przykład bardzo wysoki, kamienny mur!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Strzało… Błagam cię… - zakwilił blondyn. – Jeśli tam się nie przedostanę, na nic wszelkie me starania. Nie chcę, by mój Mistrz nie został już nigdy pomszczony. Proszę cię…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Eh… - Strzała potrząsnął swą grzywą. – Nie wiem czemu nie potrafię ci odmówić.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Po kilkunastu sekundach, stali już za ziemianką. Wierzchowiec pilnie studiował trasę, którą przyjdzie mu pokonać. Sadiel modlił się w duchu do wszystkich bogów, o których słyszał, by przychylnie spojrzeli na ich zamiary i podali im niewidzialną, pomocną dłoń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„No to… Raz kozie śmierć…” – szepnął koń i, po długim rozbiegu, wgalopował na wyskocznie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Lot trwał krócej niż mrugnięcie okiem. Strzała uniósł do góry przednie kopyta by po chwili, w ślad za nimi, pomknęły i tylne łapy. Potem poczuli powiew wiatru omiatający ich ciała i… Na tym skończyło się ich szczęście. Strzała albo zbyt słabo się odbił, albo wziął za krótki rozbieg. Tak czy inaczej, dało się słyszeć przeraźliwe rżenie w powietrzu, gdy zwierzę uświadomiło sobie, że nici z jego planów. Z całej siły uderzył pyskiem w mur. Na szczęście siła odśrodkowa pozwoliła przelecieć Sadielowi nad budowlą. Jednak jego płaszcz zahaczył o drut wystający z muru. Zawisnął dwa metry nad ziemią, zamykając przy tym oczy. Nie chciał widzieć momentu swojej śmierci. Na szczęście kostucha najwyraźniej nie zamierzała jeszcze odwiedzić chłopca. Gdy zorientował się, że wszystko jest w miarę w porządku, niepewnie zakrzyknął:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Strzało?! Żyjesz?!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie wiem… Wszystko mnie boli, w głowie mi się kołuje… Chyba mam kopyto złamane…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec westchnął z ulgą. Niestety szybko przypomniał sobie, że&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;jest unieruchomiony i równie dobrze mógłby znajdować się nadal po tamtej stronie muru.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Spojrzał przed siebie. Widział murowane budynku z drewnianymi dachami. Wiele z nich chyliło się ku upadkowi. Tylko nieliczne wyglądały naprawdę dostojnie, jak przystało na mieszczańskie domostwa. Przy niektórych z nich powiewały flagi królestwa, pod które podlegały te tereny. Jedynie kilka budowli wyróżniało się spośród pozostałych swą wysokością. Były to zapewne mieszkania i miejsca pracy urzędników, którzy nie szczędzili talarów na upiększanie swych gniazdek. Jego oczy zauważyły też skupisko niewielkich straganów, przy których stali ich właściciele, zachęcając wszystkich do kupna towarów. Po brukowanych uliczkach ganiały się grupki dzieci, przeplatane z oswojonymi zwierzakami, wpadając pod nogi dorosłych przechodniów. Gdzie niegdzie rosły ogromne drzewa. I te oblegane były przez roześmianą, młodą hałastrę co i rusz przeganianą przez miejskich strażników. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Blondyn zdziwił się, że taki tłum spaceruje po uliczkach i placach, a jednak nikt nie zauważył jeszcze trzynastoletniego chłopca zwisającego z muru. Zamierzał już wołać o pomoc, jednak szybko się opanował. Widział już strażników ściągających go na ziemię i odprowadzających go z powrotem za bramy miasta. Spróbował się rozhuśtać. Choć szło mu to bardzo powoli, jednak z każdym następnym odbiciem się od ściany do jego uszu dobiegał odgłos rozdzierającego się materiału. Gdy czuł, że lada moment spadnie na ziemię, jeszcze raz zawołał do swego przyjaciela:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Odpoczywaj Strzało! Spotkam się tylko z Sarivianem i natychmiast do ciebie wrócę!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Nie spiesz się… Minie sporo czasu nim poskładam się w jedną całość…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel ostatni raz odbił się do muru nogami, by wylądować z głuchym grzmotem na ziemi. Otarł sobie dłonie i przetarł lniane spodnie na kolanach, jednak nie uczynił sobie wielkiej krzywdy. Wstał więc na równe nogi, otrzepał swój płaszcz i ruszył przed siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Nikt nie zwracał na niego większej uwagi. Nie wyróżniał się spośród innych dzieciaków. No może tylko ten płaszcz… Ale wolał nie ryzykować. Już dawno przestał wierzyć ludziom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Idąc przez plac, gdzie kapłan odziany w purpurowe szaty głosił dobrą nowinę, postanowił wypytać się o poszukiwanego mężczyznę. Kilku mężczyzn delikatnie uświadomiło mu, że grzechem jest przeszkadzanie w głoszeniu słowa wielkiego Boga. Poza tym taki szczeniak nie powinien tu przebywać. Spróbował zaczepić więc kobiety. I te w większości nie udzieliły mu pożądanej odpowiedzi. Miał już ruszyć w dalszą drogę, gdy młoda pani, o bujnych, blond lokach, zielonych oczach&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;i anielskim uśmiechem, delikatnie schwyciła go za ramię.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czyżbym się przesłyszała, czy Sariviana szukasz, chłopcze?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak, pani… Szukam Sariviana, jednak nikt nie chce udzielić mi pomocy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A czemu chcesz się z nim spotkać? Nie wydaje mi się, że ten mężczyzna jest dla ciebie odpowiednią osobą do towarzystwa.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Być może, pani, ale bardzo zależy mi na tym spotkaniu. Nie wiesz może, gdzie mogę go znaleźć?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Kobieta rozejrzała się dookoła, po czym chwyciła Sadiela za dłoń i zaczęła ciągnąć za sobą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zaprowadzę cię tam. I tak kapłan nie mówi dziś nic ciekawego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Maszerowali przez ulice, uliczki, place… Sadiel już dawno zagubił się w tym labiryncie przejść przesmyków. Przestraszył się odrobinę, by jego przewodniczka nie zostawiła go po drodze samego. Jeszcze mocniej ścisnął jej dłoń, gdy przedzierali się właśnie przez niemały tłumek ludzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Podeszli w końcu do wysokiego, żółtego budynku, z wielkimi, pełnymi kwiatów, balkonami i zwisającymi z nich pnączami. Tuż przy mosiężnych drzwiach wejściowych stały dwa kamienne posągi przedstawiające ludzi odzianych w długie szaty, trzymających w dłoniach ziemskie globy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- To tutaj – oświadczyła kobieta. – Będziesz miał jednak wielkie szczęście, jeśli Sarivian będzie chciał cię przyjąć. On jest… - &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;zamyśliła się, by dokończyć po chwili – on jest dzikim samotnikiem. I nie są to słowa wcale przesadzone.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dziękuję za uprzedzenie. Będę musiał jednak spotkać się z nim oko w oko.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Pozostało mi&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;życzyć ci powodzenia. Taki dzieciak idzie do Sariviana? – zaśmiała się, pozostawiając blondyna samego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec jeszcze przez chwilę odprowadzał kobietę wzrokiem. Nagle poczuł przeogromną ochotę powrócenia do Strzały. Pożałował, że nieudało mu się przeskoczyć ponad murem. Teraz z pewnością przydałyby mu się słowa otuchy. Nie miał jednak co liczyć na swego towarzysza, który zapewne dochodził jeszcze do siebie. Próbując pozbyć się ostatnich drobin niepewności, zaczął wspinać się po wysokich schodach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Kim był ten człowiek, który mieszka w tak dostojnym budynku? Czemu ludzie uważają go za tak wielkiego samotnika? I w końcu, czemu Duriom kazał mu przybyć w to miejsce?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Zapukał delikatnie w drzwi. Nie słysząc jednak żadnej odpowiedzi. Zapukał po raz kolejny, o wiele mocniej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nikogo nie ma w domu! – usłyszał zachrypnięty, starczy głos.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… - Sadiel wyszczerzył swe sęby. – A jednak chciałbym spotkać się z niejakim Sarivianem. Może jednak jest w swym domostwie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Nie ma go i wynoś się stąd!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Z miłą chęcią… Mnie też tu nie chce się przebywać, a jednak mogę to uczynić dopiero po rozmowie z Sarivianem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Powtarzam: nie ma go tu!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale czy sam pan Sarivian jest o tym święcie przekonany?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak! Jest święcie przekonany! Już mi stąd po psami poszczuję!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wątpię, jednak jestem wstanie zaryzykować. Przysłał mnie tu niejaki znachor Duriom. Słyszałeś o nim, panie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Przez chwilę nie było żadnej odpowiedzi. Ostatecznie jednak w powietrzu rozległ się trzask odblokowywanych zasuw, a po chwili też zgrzyt otwieranych drzwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czego tu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Między drzwiami a ścianą pojawiła się blada, poprzecinana milionami zmarszczek, twarz. Szare, zimne oczy przyglądały się chłopcu z wielką uwagą, ale też i obrzydzeniem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Czy może mam przyjemność z panem Sarivianem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- To zależy kto pyta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Mam na imię Sadiel, lecz imię to niewiele pewnie panu powie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Masz racje, chłopcze. Nie wiele mi mówi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przysyła mnie tu znachor Duriom.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ach tak… Ten młody obibok… Przysyła do mnie dziwacznych ludzi, a sam nie ruszy się, by ze swym przyjacielem porozmawiać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Przyjacielem? – zdziwił się w myślach Sadiel. – Nie dziwię się… Nikt chyba nie chciałby przebywać w towarzystwie takiego ponurego przemądrzalca.” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Powiedział jednak:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Duriom strasznie przeprasza, ale nie ma teraz czasu na spotkania z panem. Ma wiele roboty i…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… Myślisz, że go nie znam? Widzi mnie tylko wtedy, gdy jestem mu potrzebny. A teraz powiedz mi, z jakiego powodu cię do mnie przysłał?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem, panie. Gdy się z nim rozstawałem, podarował mi karteczkę z nazwą tego miasta i pana imieniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ta… - Starzec omiótł wzrokiem Sadiela. Ostatecznie uchylił drzwi na tyle, by ten mu wejść do środka. – Właź… Tylko niczego nie dotykaj. Takie bachory jak ty potrafią wszystko zniszczyć w swych brudnych łapach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Młodzieniec ruszył przed siebie na drżących nogach. Po przejściu przez wrota, wydawało mu się, jakby znalazł się w innym świecie. Wszystkie ściany, razem z sufitem i podłogą, obite były drewnianymi, polakierowanymi, dębowymi deskami. Po podłodze ciągnął się gruby, purpurowy dywan. Na ścianach wisiały portrety osób, których Sadiel nie znał i z pewnością nigdy w życiu nie widział. W wysoko wykutych oknach znajdowały się witraże przedstawiające tajemnicze istoty. Na końcu tego pomieszczenia wybudowane zostały drzwi prowadzące na zewnątrz budynku. Sarivian przeszedł pewien odcinek korytarza i machnął zachęcająco na chłopca. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Chodź… Nie będę za tobą czekał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Blondyn wciąż wodził oczami za mijanymi obrazami. Na jednym widniała twarz łysego starca o gęstej, długiej i siwej brodzie. Dalej, na dwójkę przechodniów spoglądała dama o włosach czarnych niczym smoła i lekko zadartym nosie. Następny portret przedstawiał otyłego mężczyznę, o czerwonych policzkach i nieciekawie wyłupiastych oczach…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- To moi poprzednicy – mruknął starzec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Słucham?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Moi poprzednicy. Ludzie, dzięki którym nie muszę odkrywać całego tego zasmarkanego świata na nowo. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jest pan… odkrywcą? – nie zrozumiał Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Nie jestem żadnym odkrywcą. Powiedzmy, że inni ludzie zajmują się tą czarną robotą. Ja próbuję jedynie to wszystko poukładać w miarę logiczny sposób. Lecz chyba nie o tym chciałeś ze mną rozmawiać – burknął Sarivian, stając przed drzwiami, które nie wiadomo jakim cudem tam się znalazły. Otworzył je i bez zastanowienia wszedł do środka. Chłopiec podążył za nim.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Pomieszczenie to nie różniło się niczym od poprzedniego, poza umeblowaniem. Nie było tu żadnych obrazów, lecz wysokie, szerokie regały zapełnione po brzegi księgami o różnej wielkości i różnym kolorze. Na przeciwnej ścianie znajdowało się okno. Tym razem nie było w nim żadnych kolorowych szkiełek. Zwykłe, szklane okno, za którym wyrastały gęste drzewa, zagradzające promieniom słonecznym dostęp do pokoju. Tuż pod nim stał niewielki, dębowy stolik z przysuniętymi do niego rzeźbionymi fotelami, przypominającymi młodsze wersje królewskich tronów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Starzec usiadł na jednym z nich, wygładzając wszelkie załamania na swojej ciemnofioletowej szacie. Spojrzał spod krzaczastych brwi na Sadiela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- I co mi powiesz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- E… To znaczy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Może tak najpierw zdjąłbyś z siebie ten płaszcz? Nie cierpię rozmawiać z kimś, twarzy kogo nie wiedzę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Błękitnooki uczynił tak, jak mu polecono.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy Sarivian spojrzał w oczy swego młodego gościa, jego twarz nienaturalnie się napięła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… I wszystko już wiadome – rzekł, wstając z fotela. Podszedł do jednego z regałów, po czym zaczął przesuwać swym kościstym palcem po grzbietach ksiąg. – Syrianin… Myślałem, że Duriom już niczym nie zdoła mnie zaskoczyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel stał wciąż przy drzwiach, bojąc się poruszyć, czy choćby głębiej odetchnąć. Swój wzrok wlepił w leżący przed nim płaszcz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Powiedz mi, Sadielu, w jakich okolicznościach przyszedłeś na świat.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie rozumiem…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Gdzie i kiedy się urodziłeś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem… - Chłopiec wzruszył ramionami. – Wiem tylko, że mój Mistrz znalazł mnie u podnóża jednej z gór. Byłem wtedy jeszcze niemowlakiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc masz swego Mistrza?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Miałem, panie. Kilkanaście dni temu został zamordowany. – lekko przymknął oczy.&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Ilekroć choć wspominał o tym wydarzeniu, w jego sercu rozniecał się ogień bólu, pragnący ogarnąć całe ciało.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sarivian nie był tym wydarzeniem wielce zainteresowany, ani też choćby zasmucony. Wyjął jedną z wielkich ksiąg i, powróciwszy na swe miejsce, rozłożył ją na swych kolanach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jakie zatem pytania cię gnębią, mój syriański chłopcze?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Kto zabił mego Mistrza? I co powodem jest nienawiści ludzi do mojej rasy? I czy są na świecie jeszcze jacyś syrianie?I co to jest Mu? I…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Uspokój się chłopcze…&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Nie jestem znowu jakąś chodzącą encyklopedią, żeby móc odpowiedzieć na wszystkie twe pytania. – Sarivian uniósł swój głos, spoglądając groźnie na blondyna. – Mogę powiedzieć tylko, że jest pełno na tym świecie istot tobie podobnych. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A czemu ludzie tak nas nie cierpią?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Bo ludzie nie są tolerancyjni. Powinno ci to wystarczyć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Nie wystarczyło. Młodzieniec czekał na bardziej szczegółową odpowiedź.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale czy moi przodkowie coś złego wam uczynili?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Gdyby tak było, już dawno zniknęlibyście z powierzchni tej planety.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc o co…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tego dowiesz się w odpowiednim czasie. Jeśli ma ci coś poradzić, to… &lt;span&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Odszukaj swych braci i swe siostry. Jeśli tego dokonasz, odnajdziesz również sens swego istnienia i odpowiedzi na wszystkie nurtujące cię pytania… Jeśli oczywiście księgi me nie kłamią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A co księgi twe mówią, panie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mężczyzna ściągnął brwi, księgę wielką zamykając.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;-&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;Że zbyt ciekawskim syrianinom szczęście nie sprzyja.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale, ale… Ja tylko chciałem…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… A teraz opuść me domostwo. Pozwolisz, że cię nie odprowadzę. Sam chyba trafisz do wyjścia. I pamiętaj… - Tu podniósł do góry ostrzegawczo palec wskazujący – Uważaj z kim się zadajesz. Są też na świecie tacy ludzie, którzy nie mają do was żadnej urazy. Niestety są to nieliczne jednostki i rzadko kiedy będziesz na nie trafiać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A jak mam ich poznać?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- A skąd mam wiedzieć? Może podejdź i po prostu zapytaj, czy lubi syrianinów – prychnął Sarivian. – A teraz zejdź mi z oczu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale tak po prostu? Żadnych wskazówek, gdzie mam szukać moich braci?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dałbym ci wskazówki, gdybym sam wiedział gdzie oni są.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Świetnie – westchnął cicho Sadiel. – Dziękuję więc za tą rozmowę, która nie wiele mi wyjaśniła.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie ma za co… Nikt chyba nie obiecywał ci, że odpowiem na każde twe pytanie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec chciał coś odpowiedzieć, ostatecznie jednak zrezygnował. Wiedział, że i tak niczego więcej nie wskóra. Wyszedł na korytarz, by ostatecznie opuścić cały budynek.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-3367556526089799142?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/3367556526089799142/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=3367556526089799142&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/3367556526089799142'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/3367556526089799142'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/08/poczatek-konca-cz-x.html' title='Początek końca, cz. X'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-4806659731155796642</id><published>2011-08-19T13:33:00.001+02:00</published><updated>2011-08-19T18:06:54.054+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. IX</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel obudził się cały zlany potem. Kolejny koszmar… Ostatnimi czasy bał się zapadać w sen. Wiedział, co spotka go w krainie, gdzie &amp;nbsp;zamiast ciszy i spokoju, czekać go będzie kolejna dawka paraliżującego strachu i czarnej, głębokiej pustki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Spojrzał w stronę okna. Choć niebo nad horyzontem zaczęło przybierać barwę jasnego fioletu, to jednak słońce nie zdążyło jeszcze pojawić w całej swej majestatyczności.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A więc to dziś… - pomyślał, na powrót zamykając oczy. – I tak musiałbym kiedyś go opuścić. Jest tylko zwykłym znachorem… który uratował mi życie. Ale to nadal obca mi osoba. Poza tym mam inne plany, niż wieczne przesiadywanie u jego boku. Nudziłbym się tu. Tak… Z pewnością nudził.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Powoli zsunął swe stopy na podłogę. Miał zacząć odziewać się w swój ubiór, gdy usłyszał ciche szepty dobiegające z drugiej izby. Wstał z posłania i na palcach ruszył w kierunku uchylonych drzwi. Bał się, że stare deski zaczną skrzypieć pod naporem jego ciała. Na szczęście żaden dźwięk nie zakłócił panującej wokół ciszy. Przystawił ucho do szczeliny, nasłuchując ściszonych słów...&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem już, co mam zrobić. On ma dopiero trzynaście lat… Przeżył już wystarczająco wiele jak na tak młody wiek. Że syrianie dorastają szybciej? Być może, ale on nadal nie da sobie z tym wszystkim rady. A co jeśli go nie poinformuje? Może się to dla niego skończyć jeszcze gorzej… Biedny chłopiec… Najchętniej nie wypuściłbym go stąd. Nie mam jednak&amp;nbsp; żądnego prawa, by nadal go zatrzymywać. Nie mi opiekować się nad nim. Pozostało mi tylko…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Z kim rozmawiasz, Duriomie? – Sadiel wkroczył do pomieszczenia ziewając i trąc oczy dłońmi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Znachor natychmiast zwrócił głowę w jego kierunku. Z jego twarzy odczytać można było wciąż narastający strach. Dłonie mocniej zacisnęły się na krawędziach niewielkiego stołu, przy którym siedział.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Słyszałeś, co mówiłem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… - skłamał chłopiec. – Dopiero co się przebudziłem. Zaschło mi w gardle i…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mężczyzna natychmiast zerwał się z krzesełka, by nalać Sadielowi kubek czystej, źródlanej wody.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Napij się – podał mu napełnione naczynie – i spróbuj jeszcze zasnąć. Czeka dziś ciebie długa podróż. Być może najbliższą noc spędzać będziesz pod gołym niebem. Nie powinno padać w najbliższym czasie, ale jeśli tylko czarne chmury pojawią się na niebie, postaraj się znaleźć jakieś ukrycie, które ochroni cię przed następną chorobą. Drugi raz może nie być w pobliżu nikogo, kto będzie gotów podać ci pomocną dłoń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak, tak… Wiem… - przytaknął blondyn, po chwili zabierając się za zaspokajanie swego pragnienia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Gdy wrócił z powrotem na posłanie, zaczął udawać, że po raz drugi rzucił się w objęcia snu. Miał nadzieję, że znachor powróci do swej poprzedniej rozmowy z… kimś. Lecz przecież nikogo innego tam nie było. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Nie doczekał się kolejnych, groźnie brzmiących słów, które nie były przeznaczone dla jego uszu. Duriom hałasował naczyniami, przygotowując poranny posiłek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Podczas śniadania młodzieniec postanowił jednak wyjawić swemu tymczasowemu opiekunowi, że tego ranka niewielka część jego wypowiedzi została wychwycona przez uszy błękitnookiego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mężczyzna nie był tym zachwycony. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Cóż więc takiego usłyszałeś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Zastanawiałeś się, czy powiedzieć mi o czymś…O czym takim chciałeś mnie poinformować?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Duriom westchnął głęboko chwytając za kawałek chleba.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie ważne. Zresztą… Chyba nie mnie rozmawiać z tobą na te tematy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie tobie? Więc komu? Temu, z którym wtedy gadałeś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Z nikim nie rozmawiałem. Może nie zauważyłeś, ale byłem w izbie całkowicie sam.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Więc sam ze sobą mówiłeś? Zresztą… nie odchodźmy od tematu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie odchodzimy… Po prostu – znachor uniósł wzrok na chłopca – to wygląda trochę inaczej, niż ci się wydaje. Ludzie… My… My nie przepadamy za istotami różniącymi się od nas… Zwłaszcza, gdy są równie inteligentne i mogą stanowić dla nas realne zagrożenie. Walcząc z nimi staramy się im dorównać, poznać ich sekrety, wykorzystać zdobytą wiedzę do stanięcia o szczebelek wyżej nad nimi. &amp;nbsp;A i wtedy nie stają się oni dla nas neutralni. Taka już nasza natura – zakończył.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- I? – uniósł brwi Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- I pij szybciej to mleko, bo ci wystygnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Pożegnanie nie było ani długie, ani przepełnione uczuciami… A przynajmniej na takie miało wyglądać. Znachor podarował chłopcu prowiant na dalszą drogę i kilka par ubrań, które niewiadomo gdzie zakupił. Ofiarował mu też płaszcz. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Więc znów przyjdzie mi się ukrywać… A myślałem, że raz na zawsze się tego pozbędę.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Największym jednak darem była mała kartka, na której zapisane zostały krótkie dane odnośnie człowieka, do którego czym prędzej chłopiec powinien się zgłosić. Nie mógł się jednak doprosić bardziej szczegółowych informacji. Duriom wciąż powtarzał, że wszystko zostanie wyjaśnione w odpowiednim czasie. Nie było sensu się z nim sprzeczać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel próbował uśmiechać się, dając tym samym do wiadomości, że nadszedł w końcu ten wyczekiwany przez niego moment. Znów sobie panem i władcą. A jednak gdy zasiadł na koniu, jakaś siła zabroniła mu odwracać się za siebie, by ostatni raz spojrzeć na tego, któremu tak wiele zawdzięczał. Lepiej nie prowokować łez.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Gotów do podróży, mój dzielny rumaku? – rzekł podniosłym tonem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… Tylko te pakunki mnie w zad uwierają…” – mruknął Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Przemierzając kolejne kilometry krętej ścieżki, Sadiel co i rusz spoglądał na małą karteczkę, jakby chcąc zapamiętać nakreślone tam zapiski.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Nigdy nie słyszał o mieście Rokundrii. Nie wiedział też, gdzie się ono znajduje. Duriom Poinformował go, że nie zbaczając z kursu, prędzej czy później na nie trafi. Blondyn skwitował te słowa cichym westchnieniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przynajmniej na czas podróży o prowiant martwić się nie musimy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… Dobrym człowiekiem był ten znachor…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Szkoda tylko, że nie wyjaśnił mi wszystkiego. Kim jest ten Sarivian? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Kimkolwiek on nie jest, z pewnością nie należy się go bać. Wątpię by Duriom wystawił cię na pewną śmierć po tym wszystkim, co dla ciebie uczynił.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Masz rację, ale… Pamiętasz chyba wieśniaków? Nakarmili mnie, pozwolili odpocząć, a ostatecznie… Ledwie uszedłem stamtąd z życiem,&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Skąd wiesz, że twój niedoszły morderca ma coś wspólnego z tamtymi ludźmi? Nie widziałeś jego twarzy. Poza tym, każdy bez problemu mógł zakraść się do stajni. Być może ten obcy człowiek śledził ciebie już od samego miasta.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Chciałbym w to uwierzyć… - westchnął Sadiel. – Nawet nie wierz jak bardzo…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Do zachodu słońca nie minęli żądnego większego zgrupowania ludzi. Nie widzieli nawet żadnego człowieka. Chłopiec jednak cały czas trzymał płaszcz na swych kolanach. Nigdy nie wiadomo, kiedy ktoś pojawi się nagle na dróżce. Nie będzie wtedy czasu na wypakowywanie okrycia z worków przypiętych do wierzchowca. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Młodzieniec zastanawiał się czasem, czy aby nie tylko oczy wyróżniają go z rasy ludzkiej. Zauważył to, będąc z Mistrzem w ostatnim mieście. Miał przecież na sobie płaszcz, a jednak czuł na swych plecach wzrok mijanych ludzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Mijali kolejne, rozległe polany oświetlane promieniami słońca przedzierającymi się przez gęste korony wysokich drzew. Od czasu do czasu pokonywali niewielkie, chybotliwe mostki, pozwalające im przejść suchą nogą nad rzeczkami. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Przez chwilę zaczęli się zastanawiać, czy aby nie kręcą się w kółko. Nie wierzyli, że na świecie mogą rosnąć tak rozległe lasy. Tym większą poczuli ulgę, gdy zauważyli prześwit pomiędzy drzewami. Zieloną gęstwinę zastąpił wysoki, rozległy pagórek obrośnięty wysoką trawą. Łąki, przed którymi się znaleźli, usiane były różnobarwnym kwieciem. Gdzie niegdzie wzrastały płachty polnych stokrotek, gdzie indziej żółte główki mleczy wzbijały się w górę… Rumianek przeplatał się z roślinami, o których podróżnicy nie mieli żadnego pojęcia. Lecz najwspanialsze były dzikie, młode liski, które grasowały po dywanie natury. Ich głośny, zawadiacki szczek sprawiał, że na ustach Sadiela pojawił się uśmiech. Musiał przyznać przed sobą, że przez chwile zazdrościł im tej beztroskiej zabawy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Idziemy dalej?” – wyrwał go z zamyślenia głos przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;-A coś nas tu trzyma?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… Las. Choć może wydawać ci się to dziwne, ale w lesie będziemy znacznie bezpieczniejsi – odpowiedział koń moralizatorskim tonem. – Słońce chyli się ku zachodowi. Jeśli okaże się, że za wyżyną nie będzie ani miasta, ani kolejnego lasu, to najbliższą noc spędzić będziemy musieli na otwartym polu. O ile bezpieczniejsi tam będziemy od dzikich zwierząt, o tyle wystawieni będziemy na ataki ludzi, niczym związany gołąb na środku placu Nie chcę cię straszyć, ale chyba wiesz o co chodzi.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel wiedział. W zaroślach mieli szanse zgubić wroga. Na tak rozległej łące nie było to możliwe. Nawet obrona była z góry skazana na niepowodzenie, bo też czym bronić się mieli? Garściami trawy zerwanej z ziemi?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Wrócili więc w głąb lasu, ostatnie chwile dnia spędzając na spożywaniu posiłku i odpoczynku. Chłopiec cieszył się, że tym razem nie zanosi się na żadną ulewę. Nie chciał po raz drugi przechodzić żadnej choroby.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Następnego dnia okazało się, że za wzgórzem znajdował się rozległy bór otaczający wznoszące się ku górze murowane, strzeliste wieżyczki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Sadiel spojrzał z ukosa na przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„A skąd miałem wiedzieć?” – parsknął Strzała, ruszając do przodu. Młodzieniec jednym, szybkim ruchem zarzucił na siebie płaszcz, zakrywając głowę kapturem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Tym razem strażnicy miejscy, odziani w żelazne pancerze z bordowymi płaszczami, nie byli chętni do wpuszczenia młodzieńca za wysokie mury.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Lecz ja muszę tam wejść.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nic z tego, mój chłopcze – pokręcił przecząco głową barczysty mężczyzna o długich, czarnych włosach splecionych w warkocz. – Nie wpuszczamy do miasta młokosów wędrujących bez swych opiekunów. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Kiedy ja właśnie do swoich opiekunów idę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie z nami te numery – burknął drugi, którego lewy policzek szpeciła długa szrama. – Bez dorosłego nie wejdziesz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Ale ja czasu na czekanie nie mam, aż jakiś dorosły przechodzić tędy będzie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie jakiś, szczeniaku, lecz twój opiekun.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Lecz ja nie mam żadnego opiekuna…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- To już nie nasza wina. Jeśli chcesz pozwiedzać nasze miasto, to radziłbym ci jak najszybciej znaleźć kogoś, kto by cię tu wprowadził.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Może zdzielić któregoś z kopyta?” – rozsierdził się Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec poklepał uspokajająco konia po szyi. Po chwili zszedł z niego i podchodząc to jednego ze strażników pokazał mu karteczkę, którą dostał od Durioma.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Przysłał mnie tu Duriom – zaczął.&amp;nbsp; – Z pewnością wiecie, panowie, kim on jest. Jest znachorem zamieszkującym niedaleki las. Dał mi on tą karteczke, bym spotkał się tutaj z tym mężczyzną. Nie wiem kim on jest, ale naprawdę bardzo mi zależy na tej rozmowie. To dla mnie sprawa życia i śmierci…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Duriom, mówisz? – Czarnowłosy mężczyzna spojrzał na skrawek papieru trzymany w dłoni. – Niestety nie znam nikogo o tym imieniu A ty Adrianie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… - odpowiedział krótko drugi ze strażników.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jak widzisz, mój mały… Nie jesteśmy aż tak ciemni, by wpuszczać za mury miasta obcych, samotnych chłopców. Wolimy nie ryzykować potem swoimi posadami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Lecz gdy mnie odeślecie z powrotem – Sadiel chwytał się wszelkich argumentów, które mogłyby otworzyć mu bramy do miasta – mogę zostać rozszarpany przez zwierzęta dzikie, napadnięty przez bandy zbójeckie… Czy chcecie, panowie, mieć mnie na sumieniu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Jeśli dotarłeś tutaj zupełnie sam i to w jednym kawałku, to wątpię, by mogło stać ci się coś w dalszej podróży.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Tak… W jednym kawałku” – prychnął Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Naprawdę nie zrobicie wyjątku ten jeden raz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Niemal namacalna cisza była wystarczającą odpowiedzią.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Dobrze więc… Odchodzę… - mruknął Sadiel, zawracając na swym wierzchowcu.&amp;nbsp; Spojrzał jeszcze raz za siebie. Widząc, że na nic się zdadzą jego prośby i groźby, ruszył przed siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Poddajesz się?” – zdziwił się wierzchowiec.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie… Nigdy.,..&amp;nbsp; Spróbujemy przy drugiej bramie. Może tam będziemy mieli więcej szczęścia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Nie mieli jednak. I tam strażnicy trzymali się swych zasad. Powtarzali wciąż, że młokosom obcym, będącym bez opieki, wstęp do miasta jest kategorycznie zabroniony. Ci jednak pobieżnie wytłumaczyli mu przyczyny takiego zakazu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Rokundria nie była miastem bogatym. Ludzie tam mieszkający z ledwością żywot swój wiedli, pasa musząc zaciskać. Burmistrz, każdy grosz zebrany od mieszczan, zamiast na rozbudowę Rokundrii przeznaczać, oddawać musiał do królewskiego skarbca. Nie było więc dobrych szkół, miejsc, gdzie chorymi mogliby zająć się znachorzy, bracia zakonni nie mieli za co kupować pożywienia dla biednych i bezdomnych, którzy u nich się stołowali. Nie mieli też talarów na to by pod swe skrzydła przygarnąć kolejną sierotę. I na nic obietnice młodzieńca, że jeszcze przed południem opuści miasto.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Już nie raz takie obietnice słyszeliśmy z ust tobie podobnych… A potem zgraje łotrzyków was wyłapują i ochronę oferują w zamian za kilka okradzionych mieszków dziennie. A nam monet brakuje na wyszkolenie kolejnych strażników. Nie… Spróbuj szczęścia gdzie indziej – rzekł strażnik.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;I nawet mały zwitek papieru nic tu nie wskórał. I oni nie znali nikogo o imieniu Duriom. A Sarivian? Tak… Słyszeli o nim, ale to tylko jakiś obłąkany szaleniec spędzający całe dnie w swej chacie. Wątpili, by ktoś jego pokroju zgodził się na przyjęcie takiego młokosa jakim był Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;Chłopiec westchnął, przeprosił za zajęcie mężczyznom cennego czasu, po czym odszedł od strażników.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„I co teraz?” – wierzchowiec pomaszerował wzdłuż muru miasta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Nie wiem. Może by tak… - blondyn spojrzał na swego przyjaciela pytająco. – Może by tak przejść dookoła miasta? Musi być tutaj jeszcze jakieś inne wejście, o którym nie wiedzą strażnicy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Musi?” – zdziwił się Strzała.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;- Tak… Jeden ze strażników sam mówił, że w mieście grasują rabusie. Miasto nie jest jednak aż tak wielkie, by móc w nim bezpiecznie się ukryć. Łotrzyki muszą mieć swoje własne, nieznane nikomu innemu, wyjście zza murów, dzięki któremu wymykają się obławie i ukrywają się w lesie do momentu, aż cała rozpoczęta przez nich wrzawa nie ucichnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: 'Monotype Corsiva'; line-height: 150%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: large;"&gt;„Wiesz co? – koń odwrócił łeb spoglądając kątem oka na swego jeźdźca. – Czasami mnie przerażasz.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;div id="edn2"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-4806659731155796642?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/4806659731155796642/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=4806659731155796642&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/4806659731155796642'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/4806659731155796642'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/08/poczatek-konca-cz-ix.html' title='Początek końca, cz. IX'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-4370709462954956062</id><published>2011-08-14T10:50:00.001+02:00</published><updated>2011-08-14T10:50:22.540+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. VIII</title><content type='html'>&lt;br /&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Gdy się ocknął, leżał na miękkim posłaniu, przykryty grubym pledem. Nadal czuł się strasznie. Wciąż czuł przeraźliwe zimno ogarniające jego ciało. Wydawało mu się, jakby coś rozrywało jego brzuch, a ręce i nogi nadal należały do innej osoby. I głowa… Choć pulsowanie zmniejszyło się, to jednak całkowicie nie ustąpiło. Początkowo nie miał sił by otworzyć swe oczy, więc zdał się całkowicie na swój słuch.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Znajdował się w pomieszczeniu – tego był więcej niż pewien. Gdzieś, jakby z innej izby, dobiegały do jego uszu zgrzyty i szuranie przesuwanych przedmiotów. Po pewnym czasie odgłosy te zmieniły się w powolny tupot nóg.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Cicho zakwilił. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Budzimy się? – odezwał się niski, lekko zachrypnięty głos.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nic nie odpowiedział. Spróbował spojrzeć na otoczenie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie spiesz się tak z otwieraniem oczu. Spałeś cztery dni. Twój wzrok przyzwyczaił się do ciemności. Nie oznacza to jednak, że nie możesz mówić. Potrzebujesz czegoś?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Gdzie ja jestem? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- W bezpiecznym miejscu, którego, zważając na twój stan zdrowia, szybko nie opuścisz.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Co… Co mi się stało?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Mam wymieniać po kolei? – zaśmiał się nieznajomy. – Porządnie wymarzłeś, przy czym oberwało się też twoim płucom. Nie wiem gdzieś ty spał, ale z pewnością nie było to miejsce do tego przeznaczone. W dodatku chyba nie bardzo znasz się na posiłkach. Nie wiem czy wiesz, ale nie je się czegoś, czego świeżość daje wiele do życzenia. Lecz wszystko to zrozumieć mogę. Masz niewiele lat… Pewnie spod skrzydeł swych opiekunów uciekłeś, by wolnego życia zaznać. I zaznałeś… Mam nadzieję, że coś do ciebie dotarło przez ten czas, gdy cierpiałeś tam w lesie. Za młody jeszcze jesteś na takie samotne wycieczki. Ale pozostawiając ten wątek, zwróćmy się w kierunku jeszcze jednego faktu. Mogę wiedzieć, skąd masz te rany na ramionach? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Krzaki… - mruknął Sadiel, bojąc się całą prawdę wyjawiać obcej osobie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie próbuj mnie oszukać. Nawet ktoś taki jak ty odróżniłby zwykłe zadrapanie gałęziami od rany zadanej ostrzem… W dodatku zatrutym ostrzem. Kimkolwiek była ta osoba, musiałeś jej bardzo zaszkodzić. Sam jednak wiele szczęścia miałeś. Gdyby rany te były odrobinę głębsze, mógłbym twój ból ukoić jedynie przyspieszając zejście twoje z tego świata. Dobrze, że przechodziłem niedaleko. Zauważyłem konia, który zachowywał się dość dziwnie. Gdy powoli podszedłem do niego, by go nie spłoszyć, znalazłem ciebie leżącego w błocie. Myślałem, że będę musiał spisać cię na straty. Młody jednak jesteś, więc i twój organizm silny… Jakoś dałeś radę wykaraskać się z tego wszystkiego.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel nie mógł uwierzyć własnym uszom. Czy aż tak źle z nim było? Czy przez jeden dzień mógł znaleźć się tak blisko przepaści, za którą czekała na niego śmierć? I co miało znaczyć słowo „szczęście” wypowiedziane przez mężczyznę?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Miał dopiero trzynaście lat. Głupie przeświadczenie, że w tym wieku wchodzi się w świat dorosłych. On nie czuł się jak dorosły, Nie potrafił nawet zadbać o siebie. Postępował lekkomyślnie i był w stanie to zrozumieć dopiero po tym, jak otarł się o śmierć. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Gdyby mógł cofnąć się w czasie… Mistrz chciał nauczyć go wiele z tego, co teraz mogłoby uratować go, a z pewnością ułatwić życie. Wtedy jednak marudził lub bezmyślnie potakiwał głową, błagając w duszy, by czym prędzej skończyły się te inteligentne katusze. Czemu świat staje się naprawdę ciężki i niebezpieczny dopiero wtedy, gdy dorosła istota nie może się już na nikim oprzeć? &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Życie jest nie sprawiedliwe” – pomyślał. Po chwili doszedł do wniosku, że słowa te zabrzmiały banalnie. „Życie jest bardzo niesprawiedliwe”. Brzmiało tak samo banalnie, ale odrobinę bardziej realnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Czy mogę otworzyć oczy?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Jesteś strasznie niecierpliwy – westchnął mężczyzna. – Poczekaj jeszcze chwilę. Zasłonie okna pledami. Promienie słoneczne wpadające do izby mogłyby narobić ci niepotrzebnych problemów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Więc czekał nasłuchując kolejnej dawki szumów i kroków. Gdy jego wybawca pozwolił spojrzeć na otaczający go świat, z lekką obawą uchylił powieki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Przez chwilę wszystkie kontury były zamazane, jednak z każdą kolejną sekundą Sadiel mógł rozpoznawać coraz dalej usytuowane przedmioty.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Chatka, w której się znajdował, nie była zbyt wielka. Z tego, co zauważył, posiadała tylko dwa pomieszczenia: jedno, w którym właśnie spoczywał, oraz drugie, które posiadało funkcję kuchni. Wszystkie ściany zbudowane były z drewna. Tak jak i zbudowany z niego był sam dach. Chłopiec przez chwilę zastanowił się, jak w tak prowizorycznym domostwie można przeżyć kolejne mroźne zimy. Doszedł jednak do wniosku, że niewiele powinno go to interesować. Nie zamierza przecież spędzić tu więcej czasu, niż to będzie konieczne. Samo umeblowanie również nie wskazywało na to, że właściciel tej posiadłości należy do ludzi z wyższych sfer. Jedno posłanie, dębowy, zaczynający próchnieć, stół, dwa chybotliwe krzesełka przy nim stojące i jeden wysoki regał zapełniony po brzegi grubymi księgami. Na samej jego górze stał zestaw świec, gotowy wyprodukować odrobinę światła, gdy słońce zajdzie za horyzontem. Wystroju drugiego pokoju nie widział, lecz przypuszczał, że i tam sytuacja nie miewa się lepiej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Najbardziej jednak zdziwił go obraz samego mężczyzny, który z rąk śmierci go wyrwał. Leżąc przez kilka minut wyobrażał go sobie jako siwiejącego, pomarszczonego starca, o szarych oczach i dobrotliwym wyrazie twarzy. Dopiero po chwili zrozumiał, że to jego wyobraźnia przedstawiała mu wizerunek martwego Mistrza. W rzeczywistości wybawca okazał się młodym, dwudziestokilkuletnim brunetem. Jego krótkie włosy przedstawiały swego rodzaju artystyczny nieład. Posturą przypominał świeżo przyjętego strażnika miejskiego, który większość swych młodych dni spędził na ciężkiej pracy na roli. Jego ciemne oczy zdawały się spoglądać na otaczający go świat z&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;łagodnością ale i pewnością siebie. Odziany był w długi, ciemnogranatowy płaszcz nałożony na jaśniejszy, lniany kaftan i ciemnobrązowe spodnie. Gdy Sadiel zobaczył prawdziwy jego obraz, nawet barczysty głos zdawał się brzmieć znacznie delikatniej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- No? Napatrzyłeś się już wystarczająco? – Mężczyzna mówiąc to, skrzyżował ręce na piersi. Po chwili jednak ruszył w stronę chłopca, a gdy nachylił się tuż nad jego twarzą, dodał: - Widzę, ze nie mam tu do czynienia z człowiekiem. Syrianin? – Pytanie to brzmiało bardziej jak stwierdzenie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Trzynastolatek natychmiast uniósł się na łokciach, nieomal wtulając się ze strachu w ścianę. Przestał zważać nawet na nagły atak bólu ogarniający jego ciało.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Ale ja… Ja nic nie zrobiłem… Przysięgam… - wyskamlał, zasłaniając swą twarz dłońmi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Ale czy ja coś powiedziałem? Oskarżyłem cię o jakiś czyn? – Brunet uniósł wymownie brwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Bo ja… Ja wiem… Wy nas… mnie nienawidzicie… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Kto cię niby aż tak bardzo nienawidzi?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- No… - Sadiel uspokoił się trochę, nadal jednak starał się utrzymać w ciągłej gotowości do ucieczki, choć i tak z pewnością zostałby schwytany już na samym początku biegu. – Ludzie… Nie wiem czemu, ale chcecie mnie zabić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Mężczyzna wyprostował się, przygryzając delikatnie dolną wargę. Spojrzał na pled zasłaniający okno, mrużąc lekko oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nikt nie chce cię zabić – odpowiedział, lecz ton jego głosu&lt;span&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;nie brzmiał przekonywująco.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak… A rany na moich ramionach są tego pięknym przykładem – parsknął młodzieniec. - Nie cierpicie mojej rasy… Chcę tylko wiedzieć dlaczego?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Powtarzam ci, ze to nie prawda – stwierdził dwudziestokilkulatek, kończąc słowami – A teraz leż i odpoczywaj. Twój organizm jeszcze całkowicie nie wyzdrowiał.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- A co z moim koniem?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Jest bezpieczny. Z pewnością pochłania razem z moim wierzchowcem kolejny stosik siana. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Czy mogę iść do niego?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- No oczywiście… Może ci go osiodłać, byś mógł sobie pojeździć?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Pojeździć? A mogę? – na twarzy chłopca pojawił się delikatny uśmiech.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie – burknął mężczyzna, przewracając oczami. – Patrzcie go… Ledwie wrócił do żywych, a już mu się wojaży zachciało. Jak odzyskasz swe wszystkie siły, to porozmawiamy – odpowiedział, niknąc w drugiej tajemniczej izbie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel jeszcze przez trzy dni leżał na posłaniu. Czuł się okropnie, będąc obsługiwanym przez, jak się okazało, Duriona – znachora, o którym słyszano w pobliskich wsiach i miastach. Może i był kimś znanym wśród pospólstwa i wyższych kręgów mieszczan, ale dla trzynastolatka był to ktoś obcy, którego prawdziwe cele i zamierzenia wydawały się być nadal ukryte. Chłopiec musiał jednak korzystać z jego pomocy, aż do dnia, w którym stanął w końcu na równych nogach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sam znachor doszedł do wniosku, że w ciele Sadiela nie ma śladu po truciźnie. Wolał jednak jeszcze utrzymać chłopca przy sobie… Tak dla pewności.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Na szczęście chłopiec mógł już bez problemu maszerować po lasach otaczających chatkę. Musiał jednak co pewien czas pokazywać się Duriomowi, by tym samym zapewnić go o dobrym zdrowiu. Raz jeden zapomniał tego uczynić. Znachor odnalazł go wędrującego coraz dalej w głąb puszczy. Oczywiście oberwało się młodzieńcowi za tak lekkomyślne postępowanie. Sadiel naburmuszył się i poinformował twardym tonem, że jest wolną istotą i może robić co chce i kiedy chce.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak… Możesz też umrzeć gdzie chcesz i kiedy chcesz, ale nie, kiedy jesteś pod moją opieką. Nie mam zamiaru mieć cię potem na sumieniu – zakończył Duriom, ciągnąc Sadiela za ramię, w stronę swojego budynku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Jednak jasnowłosy chłopiec najwięcej czasu spędzał ze swym wierzchowcem. Chowali się za gęstymi krzakami, by planować kolejne cele podróży, która rozpocznie się z dniem, gdy znachor pozwoli im odejść. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Rozmawiałem ostatnio z wierzchowcem twojego wybawcy” – rzekł Strzała, skubiąc delikatnie zieloną trawę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- I coś ciekawego powiedział?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Nie… W sumie to nic… Wspomniał tylko, że słyszał kiedyś, jak jego pan rozmawia z obcym człowiekiem o czymś, co nazywało się Mu.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel nagle zainteresował się całą rozmową. Skupił swój wzrok na koniu, jakby mogło to pomóc w zrozumieniu sów, które miały zaraz paść.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- I co to takiego jest, to Mu?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Nie wie… Nie jest tak dobry w pojmowaniu mowy ludzkiej. Poinformował mnie jedynie, że rozmowa ta zakończyła się nieprzyjemnie dla znachora.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Spojrzenie Sadiela mówiło samo za siebie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Został dotkliwie pobity. – Strzała skierował swój pysk w stronę chłopca. – Może powinieneś pozostawić ten temat w spokoju. Czym kol wiek Mu by nie było, niech sobie dalej istnieje. A ty zapomnij o tym. Skup się na innym celu.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Ale jakim celu? Nie wiem nawet w jakim kierunku mam poczynić swe kroki. Myślałem, i nadal myślę, że Mu może być tym punktem zaczepienia, które nakreśli mi mapę mojego dalszego postępowania.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Albo całkowicie ją przekreśli… włącznie z twoim życiem.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Więc mam usiąść na tyłku i przesiedzieć tak całe swoje życie? A co z Mistrzem? Wydaje mi się, że jako jego uczeń, winny mu jestem rozprawienie się z jego katem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Jak dorośniesz chłopcze… jak dorośniesz… - mruknął parzystokopytny. – Teraz masz trzynaście lat. Jak ty sobie wyobrażasz spotkanie z tym człowiekiem? Staniesz i co? Naubliżasz mu? Jeszcze gotów będzie postąpić z tobą tak, jak z twym nauczycielem. Sam przecież pozostawił ci wymowny list.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Oh… Z pewnością coś wymyślę…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„O tak… Nigdy nawet w to nie wątpiłem” – parsknął koń, wymownie odwracając się zadem do swego przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-4370709462954956062?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/4370709462954956062/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=4370709462954956062&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/4370709462954956062'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/4370709462954956062'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/08/poczatek-konca-cz-viii.html' title='Początek końca, cz. VIII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-4390124952486911536</id><published>2011-08-07T13:16:00.002+02:00</published><updated>2011-08-07T13:16:56.128+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. VII</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Poranek obudził ich rzeźwym podmuchem wiatru. Pierwsze promienie słońca padły na ich twarze. Krople rosy zaczęły wsiąkać w strój chłopca, jeszcze szybciej sprowadzając go do rzeczywistości. Otworzył oczy. Jeszcze przez chwilę zastanawiał się, czy aby nadal istnieje na świecie. Nawiedzające go sny były bardzo realistyczne. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Jak się czujesz po nocy?” – Strzała raczył się już zieloną trawą.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Źle… Bardzo źle. Spanie na twardej ziemi nie jest niczym przyjemnym, a koc został w stajni. Zresztą… Zostało tam wszystko, co miałem... włącznie z talarami, które ofiarował mi Mistrz. Miałem trochę pieniędzy zarobić, a straciłem wszystko. – Spochmurniał Sadiel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Najważniejsze, że jesteśmy cali i zdrowi. Należy pozostawić za sobą przeżycia dnia poprzedniego i żyć dniem dzisiejszym.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Łatwo powiedzieć… W ciągu trzech dni straciłem wszystko: opiekuna, cały swój niewielki dobytek, wiarę w to, że świat… że ludzie tak naprawdę nie są aż tak źli… &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Takie jest życie, przyjacielu. Jesteś jeszcze młody, o wielu prawdach nie wiesz. Nie wszystkie są jednak aż tak złe. Przed tobą jeszcze wiele wspaniałych chwil…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- O ile do nich dożyję. – Młodzieniec podciągnął nosem. Powiódł wzrokiem dookoła, wyszukując krzaczków obrośniętych jadalnymi owocami leśnymi. Jego oczom ukazywały się jedynie kępy trawy i mchu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Znalazłem coś dla ciebie – mruknął Strzała, podnosząc zębami z ziemi mały woreczek i przynosząc go chłopcu. – Nie wiem czy wy to jecie, ale chyba na nic innego nie masz co liczyć.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Błękitnooki wziął podarunek w swe dłonie i zajrzał do środka. Trzy małe, przepiórcze jajeczka spoczywały na dnie woreczka. Sadiel przełkną ślinę, która nagle napłynęła mu do ust. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Dziękuję. – Uśmiechnął się do Strzały. – Z miłą chęcią bym się nimi posilił, ale… potrzebny jest do tego ogień. Surowe jajka mogą zaszkodzić.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„No niestety w tym to ja ci już nie pomogę.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Wiem i nawet w tym przypadku niczego nie oczekuję od ciebie. Może niedaleko jest jakaś wieś, gdzie… - zamilknął. Przymknął oczy, starając się nie wybuchnąć płaczem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nie może teraz pokazywać się ludziom. Mistrz miał rację, ludzie wciąż upatrują w nim bestii. Chcą go zabić, choć przecież nie zrobił krzywdy żadnemu człowiekowi. Nie znali go, a jednak osądzali…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nie… Nie może tak myśleć. Uważając, że są oni okrutni i bezduszni, sam postępuje tak jak jego niedoszły morderca. Nie można oceniać setek ludzi po czynach jednego ich przedstawiciela. Z pewnością w następnej wsi przyjmą go bardziej przyjaźnie. Był upadek, teraz musi być wzlot.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Zostawmy problem przygotowania posiłku na później. Teraz ruszajmy w dalszą drogę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„A określiłeś sobie jakiś konkretny cel?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Spokojna, przyjazna wieś… Niczego więcej nie oczekuję.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Gdy wyszli z leśnej gęstwiny, ich oczom ukazały się pola pełne wzrastających, zielonych, łanów zboża. Wiosna już na dobre zadomowiła się na tych terenach. Słońce zaczęło przyjemnie ogrzewać ciała wędrowców, a wiatr muskał delikatnie ich twarze. Białe obłoki leniwie sunęły po błękitnym niebie. Co jakiś czas nad ich głowami przelatywały małe, rozćwierkane ptaki, czyniąc w locie przeróżne figury akrobatyczne. Szum traw i oddalającego się lasu, sprawiał, że Sadiel poczuł się dziwnie bezpiecznie. Spoglądał na piękno przyrody, na zbliżający się kolejny las, na zające hasające po łąkach i poczuł się błogo. Świat nie może być zły… Żadne zło nigdy nie stworzyłoby takiego piękna. A skoro świat stworzył i ludzi i syrianinów, to i rasy te nie mogą być przepełnione ciemnością. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;„Myślisz, ze odnajdziemy w tym lesie jakiegoś człowieka?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Z pewnością… Los musi się w końcu do nas uśmiechnąć…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Krocząc po kolejnym leśnym gąszczu, starali się znaleźć wszelakie oznaki przebywania w pobliżu ludzi. Niestety wszędzie górowała natura. Zwierzęta, drzewa, krzaki, wysoka trawa… Nigdzie nie było widać choćby nikłego śladu człowieka. Choć Strzała cieszył się z tego powodu, gdyż nadal uważał, że nie powinni ufać nikomu, to jednak sam Sadiel nie był tym zachwycony. Wierzył, że gdzieś niedaleko znajduje się ktoś, kto pomoże wyznaczyć mu jakieś cel rozpoczętej wędrówki. Chciał wiedzieć, czemu ktoś nastawał na jego życie, co oznacza słowo „Mu”, oraz, lub przede wszystkim, zemścić się za zamordowanie Mistrza. Nie wiedział jednak jak zabrać się do wykonania tego planu. Potrzebował pomocy. Wiedział jednak, że nie otrzyma jej od swego rumaka, który już od rana próbował odwieść go od poszukiwania swego niedoszłego mordercy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- A jednak nie mogę przecież tak po prostu o tym wszystkim zapomnieć. Jeśli nic nie uczynię w związku z tym, można to będzie odebrać jako zezwolenie z mojej strony na ciągłe polowanie na mnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Jak na te swoje trzynaście wiosen, to myślisz w całkiem dorosły sposób.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Dziękuję za komplement.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Kolejne metry przebywali już w ciszy, która była oznaką wciąż potęgującej się rezygnacji. Słońce zaczęło powoli górować na nieboskłonie. Żołądek Sadiela dawał o sobie znać. Chłopiec co i rusz spoglądał na mały woreczek trzymany w dłoni. Podczas każdego krótkiego postoju próbował rozniecić mały ogień, by na przysuniętym do płomienia kamieniu usmażyć sobie jajeczka. Na nic jednak jego dobre chęci. Za każdym razem musiał dawać za wygraną i z nadzieją w oczach spoglądać wzdłuż dalszej drogi. Gdzieś tam musiał mieszkać ktoś, kto wyciągnie do niego pomocną dłoń.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Ostatecznie postanowił poczekać do zmierzchu. Jeśli do tego momentu nie odnajdzie żadnego człowieka, sam zabierze się za przygotowywanie posiłku. Jeśli uda mu się rozpalić ognisko, będzie szczęśliwy, jeśli nie uda mu się tego dokonać… będzie musiał zadowolić się surowym jedzeniem, które i tak do końca nie ukoi jego głodu. Gdy opróżni skórzany woreczek, będzie mógł napełnić go czystą wodą. Co prawda wciąż mijali małe strumyki, oferujące im pitną wodę, jednak w każdej chwili mogły się one skończyć. Sadiel dobrze wiedział, że głód jest niczym w porównaniu z uczuciem pragnienia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Los poskąpił im jednak szczęścia. Las zdawał się być zawładnięty jedynie przez wszelakiego rodzaju dzikie zwierzęta. Nie wróżyło to niczego dobrego, tym bardziej, że zachodzące słońce zaczęły zasłaniać ciemnogranatowe chmury.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Błękitnooki znów zeskoczył z konia, gdy tylko znaleźli się na niewielkiej polanie, uważając by przypadkiem nie zgnieść przepiórczych jajek. Czym prędzej zniknął w pobliskich gęstwinach, by znaleźć suchych gałęzi. Niewiele udało mu się ich znaleźć. Miał jednak nadzieję, że nie przeszkodzi mu to w roznieceniu ognia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Początkowo wziął dwa kawałki drewna i trąc jeden o drugi wyczekiwał małych iskierek mogących stać się po chwili płomieniem. Po wielu próbach odrzucił ten pomysł. Złapał za kamienie, uderzając nimi o siebie, lecz i ten sposób nie dał wyczekiwanego skutku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Wydaje mi się, że potrzebujesz do tego suchej trawy. Najlepiej słomy – niepewnie odezwał się Strzała. – Co prawda tylko raz widziałem, jak twój Mistrz rozpala ognisko, ale…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- A skąd ja mam ci wziąć słomę! – krzyknął Sadiel, nieomal rzucając kamieniami w zwierzę. – Cudem udało mi się znaleźć kilka suchych gałęzi! Czego ty jeszcze ode mnie wymagasz?!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Uspokój się… Chciałem tylko pomóc…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Dziękuję za taką pomoc! Też mam wiele dobrych pomysłów, tylko myślę o nich realnie i wiesz do czego dochodzę?! Że nie ma szans na ich wykonanie! – Wstał z ziemi, chwytając mały woreczek w dłonie i ruszając pod jedno z dalej stojących drzew. Usiadł pod nim, wyjął jedno jajeczko i niewiele myśląc delikatnie zbił kawałek górnej skorupki. Zamknął oczy, przełkną ślinę i jednym haustem wypił całą zawartość jajka. Nie były to delicje, ale żołądek coraz głośniej dopominał się odrobiny jedzenia. Po chwili przez przełyk Sadiela przepłynęło ostatnie żółtko. Wstrząsnęły nim torsje. Odetchnął głęboko kilka razy, by powstrzymać odruch wymiotny.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Zostajemy tu na noc?” – usłyszał głos Strzały dobiegający z drugiego końca polany.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Spojrzał na niebo. Ostatnie słoneczne promienie oświetlały wyżej płynące chmury.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak – odpowiedział krótko. Nie miał ochoty na żadne dłuższe rozmowy. Wolał szybko i w spokoju oddać się w ramiona błogiego snu. Był pewien, że nie będzie to możliwe. Czuł się jak mucha zaplątana w pajęczynę. Wiedział, że w każdej chwili nadejść może niebezpieczeństwo. Nie wiedział jedynie jakie ono będzie i z której strony go zaskoczy. Wilki, dziki, niedźwiedzie… W sumie od wszelkiej dzikiej zwierzyny, bardziej obawiał się człowieka. Nie był pewien, czy jego niedoszły morderca nie śledził go przez całodzienną podróż. Mógł on tylko czekać na dogodniejszy moment, by poderżnąć mu gardło. A czy jest lepszy moment, niż głęboki sen zwierzyny?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nagle poczuł zimną kroplę na swojej twarzy. Jeszcze raz spojrzał na niebo. Deszczowe chmury zaczynały przesuwać się tuż nad nimi. Zerwał się wiatr, tworzący wraz z koronami drzew, głośne szumy. Zwrócił swe oczy w kierunku układającego się na ziemi Strzały. Miał wielką ochotę podbiec do niego i wtulić się w jego grzywę, dającą choć odrobinę ciepła. Zamiast tego westchnął głęboko. Poniosły go nerwy, ale duma zakazała mu przyznania się do błędu. Po raz pierwszy wstydził przyznać się do własnej słabości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nie pamiętał kiedy zasnął. Wiedział jednak, że ulewa zdążyła przybrać na swej sile. Wczołgał się pod jakieś krzaki i tam spędził całą noc.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Gdy się ocknął, zaczął trząść się z zimna. Nie mógł opanować drgawek, w dodatku czuł ogromny ból w żołądku. Każdy, nawet najmniejszy ruch sprawiał, że mięśnie jego napinały się do granic możliwości. Było mu niedobrze… Starał się nie wymiotować pod siebie i z wielkim trudem udało mu się tego nie robić. Próbował unieść głowę, lecz natychmiast poczuł jej zawroty i ból który nieomal wbijał się ostrymi szpikulcami w jego mózg. Chciał ruszyć dłońmi i nogami, by wydostać się z pod krzaków, nie mógł wyczuć jednak swych kończyn, tak jakby posiadał jedynie tułów. W dodatku zimne krople wody, które spadały z liści wprost na jego ciało, zdawały się wwiercać w niego małymi, krętymi tunelikami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Strzała – krzyknął… A przynajmniej pragnął krzyknąć. Zamiast tego z jego gardła wydobył się niewyraźny szept, zakończony piekącym bólem rozlewającym się po całej krtani. – Strzała! – zawołał bardziej donioślej, przypłacając ten wysiłek napadem kaszlu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Wierzchowiec na szczęście usłyszał chłopca. Podszedł pod krzaki, spod których wystawała jedna noga Sadiela, i wyciągnął go za nią, starając się czynić to jak najdelikatniej. Gdy mu się w końcu to udało, spojrzał na swego przyjaciela. W jego oczach pojawił się prawdziwy strach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Sadielu… Co ci jest?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie wiem… Okropnie się czuję… - Sadiel skulił się nagle, chwytając się za brzuch.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Strzała w ostatniej chwili złapał go zębami za tylnią część koszuli i uniósł do góry. Chłopiec zaczął wymiotować, a gdy skończył wierzchowiec odciągnął go na bok.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Dasz radę wejść na mnie?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Blondyn próbował wstać na nogi, lecz za każdym razem zaciskał tylko zęby, by nie krzyknąć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Powinienem biec po pomoc, ale nie zostawię cię tutaj… Nie w takim stanie. – Ułożył się na mokrej ziemi. – Spróbuj chociaż wczołgać się na mnie…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel z trudem pokonywał kolejne centymetry dzielące go od wierzchu konia. Strzała dopingował go z całych sił. Ucieszył się więc, gdy poczuł na sobie przyjemny ciężar. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Spróbuj trzymać się mojej grzywy…Postaram się jak najmniej trząść…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie dam rady… Wszystko mnie boli… - zakwilił młodzieniec, a z oczu jego popłynęły łzy. – Strzało… Czy ja… Czy ja umrę?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Rumak odwrócił łeb w kierunku przyjaciela. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Od razu umrzesz… Zatrułeś się pewnie tymi surowymi jajkami” – odpowiedział, starając się nadać swemu głosowi lekkiego tonu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nie udało mu się to jednak. Spojrzenie chłopca potrafiło wyczytać wszelkie uczucia jakie starał się ukryć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Ja nie chcę umierać… - zakwilił błękitnooki, by po chwili zemdleć, spadając z wierzchowca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-4390124952486911536?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/4390124952486911536/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=4390124952486911536&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/4390124952486911536'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/4390124952486911536'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/08/poczatek-konca-cz-vii.html' title='Początek końca, cz. VII'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-433631034463065560</id><published>2011-08-02T17:41:00.000+02:00</published><updated>2011-08-02T17:41:07.994+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. VI</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Strzała? Jesteś tu? – zawołał cicho gdy przeszedł przez grube wrota oddzielające teren stajni od reszty świata, Nie usłyszał żadnej odpowiedzi. – Strzała? Odezwij się, jeśli mnie słyszysz. – Nadal nic. Ruszył w głąb budynku. Usłyszał odgłosy stąpania po sianie. Po chwili widział już siedem koni, raczących się suchą trawą, stojąc w drewnianym kojcu.&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;– Strzała? – powtórzył pytanie, próbując odnaleźć swojego przyjaciela wśród jemu podobnych zwierząt. Żadne z &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;nich nie odpowiedziało jednak. – Na zdechłe szczury… Strzała, słyszysz mnie, czy nie?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Jeszcze raz… - koński pysk pchnął go do przodu. – Jeszcze raz wrobisz mnie w jakąś kąpiel!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel odwrócił się na pięcie. Stał przed nim Strzała, z którego skapywały ostatnie krople wody. Chłopiec nieomal wybuchnął śmiechem. Widok przyjaciela z oklapłą grzywą i ogonem przypominającym lnianą linę, poprawił mu humor,&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Masz racje… Ponabijaj się ze mnie… Co ci szkodzi?” – prychnął wierzchowiec. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Ale czy ja coś mówię?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Nie… I lepiej, żeby nadal tak zostało.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nie martw się… Do rana spokojnie wyschniesz. – Sadiel rzucił się na siano, tuż obok miejsca, gdzie znajdowały się jego pakunki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Wielkie mi pocieszenie” – prychnął koń. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Zapanowała cisza, przerywana jedynie odgłosem konsumowanego przez zwierzęta siana.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Strzała podszedł do chłopca, kładąc się obok niego. Spojrzał się na delikatnie pobladłą twarz młodzieńca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„ Myślisz o Mistrzu?” – spytał, choć było to raczej stwierdzenie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak. Nie mogę jeszcze tego wszystkiego pojąć. Wczoraj, o tej godzinie byłem jeszcze pod jego opieką. Dochodziliśmy do bramy miasta. Czułem się wtedy tak błogo i bezpiecznie. Miałem opiekuna, który nie pozwoliłby uczynić mi krzywdy, odkryłem swoją nową umiejętność, zyskałem przyjaciela… Teraz śmierć Mistrza przysłoniła wszelką moją radość. Nie wiem, kto mógł okazać się takim potworem. Przecież on nigdy nie uczynił krzywdy żadnemu człowiekowi, ba, on nawet zwierzęcia nigdy nie skrzywdził. Przecież to jest niesprawiedliwe… - Sadiel zwrócił swe oczy w kierunku Strzały.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„To jest życie, Sadielu. Ono nie zawsze jest sprawiedliwe. Często w tej całej walce, jaka toczy się wokół nas, wygrywają istoty nikczemne, które za nic mają szczęście i prawo do życia innych.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Lecz Mistrz mówił mi, że to dobro zawsze zwycięża… Że tylko stojąc po jego stornie mogę stać się prawdziwym Syrianinem i że wtedy naprawdę będę dumny z siebie i swojego życia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Nie wiem, co kierowało wtedy słowami Mistrza. Być może chciał cię uchronić przed całym złem świata. Sam pewnie żyłeś do dziś w przekonaniu, że skoro ty niczego złego nie uczyniłeś, sam zła doświadczyć nie możesz. Patrzyłeś więc w przyszłość z radością i niecierpliwością. Chciałeś z pewnością iść w ślady swego opiekuna, bo tylko taka droga wydawała się dla ciebie najwłaściwsza. I choć uważam, że każdy z nas powinien choć próbować nią stąpać, to jednak jest to niemożliwe. Niemożliwe, oczywiście, jeżeli chcemy, by ten świat nie zniszczył nas już podczas pierwszej nadarzającej się okazji. Musimy być twardzi, bronić się, ale też być gotowi zaatakować w każdej chwili. Dobro jest jedną ze stron w tej walce a więc i ono musi czasem zawalczyć, by nie dać się zniszczyć i nie pozwolić na całkowite panowanie zła”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Do czego zmierzasz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Być może Mistrz nie chciał… nie potrafił wyjaśnić ci, jakie zasady panują na tym świecie. Być może doszedł do wniosku, że dalsze wychowywanie cię w ten sposób, wpływać będzie na twoją niekorzyść. Poczekał więc, gdy przekroczysz odpowiednią granicę wieku, by odciąć ciebie od niego i pozwolić ci poznać prawdziwe zasady świata. Pierwszą lekcję masz już za sobą. Teraz musisz sam podjąć decyzję… Iść drogą, jaką dotąd prowadził cię twój opiekun, czy może wyruszyć w dalszą podróż stąpając tak, jak chce tego realne, nie zawsze sprawiedliwe i logiczne życie.” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Jestem chyba jednak za głupi na twoje wywody – odpowiedział po chwili Sadiel uśmiechając się delikatnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Może nie głupi, lecz zwyczajnie zmęczony. Wiele przeżyłeś w ostatnich dwóch dniach. Postaraj się jak najszybciej zasnąć. Juto wrócimy do naszej rozmowy”.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;I na tym zakończyła się wymiana zdań.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Strzała położył łeb na swych kopytach, a Sadiel przewrócił się na drugi bok, by oddać się błogiemu snu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Obudził go cichy szelest stąpania po sianie. Przez chwilę musiał przypomnieć sobie gdzie jest i co tu robi. Śmierć Mistrza, długa podróż, wieś, przyjęcie go w skromne progi, stajnia… sen. Pewnie koniom zachciało się siana. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Odgłos stawał się coraz dokładniejszy i dochodzący z mniejszej odległości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Strzała… Wiesz, która jest godzina? – mruknął pod nosem, lecz na tyle głośno, by przyjaciel mógł go usłyszeć.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Hałas ucichł.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel westchnął głęboko, poprawiając sobie kupkę siana pod głową. Nie zdążył jednak ponownie odpłynąć, gdy szelest znów się powtórzył. Ciemność oraz wielkość stajni spowodowały, że każdy dźwięk dudnił niemiłosiernie w uszach zaspanego chłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Oh… – przewrócił się na plecy, uchylając powoli powieki. – Nie mógłbyś się uspokoić? Jeśli jesteś głodny, to ju… - nie dokończył. Przez małą szczelinę w dachu stajni, wpadały promienie księżyca, odbijając się ostrzu znajdującym się kilka metrów od jego głowy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Bezwiednie przeturlał się w lewo, unikając tym samym ciosu ostrym narzędziem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Przez chwile w jego głowie zapanowała totalna pustka. Nie wiedział co się dzieje. Marzenia senne zaczęły mieszać się z rzeczywistością. Nie mógł się ruszyć. Serce zaczęło walić niczym oszalałe. W gardle panowała susza. Poczuł się, jakby grunt usunął się nagle spod jego stóp.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Kolejny cios popłynął w jego kierunku. I tym razem Sadiel cudem uszedł z życiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Co… Co… Co się dzieje? – zakwilił, przełykając ślinę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nikt mu nie odpowiedział.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Jego oczy zauważyły ostrze znów unoszące się ku górze.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Kim jesteś? Czego ode mnie chcesz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Zamiast kilku słów wyjaśnień, otrzymał cienką ranę na ramieniu. Tym razem nie udało mu się całkowicie uniknąć spotkania z bronią. Co gorsza, piekący ból sprawił, że przed jego oczyma ukazało się widmo realnego zagrożenia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Zerwał się na równe nogi. Próbował zmusić swe gardło do krzyku. Nie zdążył jednak pisnąć, gdy ogłuszył go &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;silny cios w głowę, przypominający uderzenie ciężkiego młota. Upadł na plecy. Próbował utrzymać świadomość, lecz razem z nią zbliżało się ku niemu &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;widmo śmierci. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Strach powoli zastępowała szaleńcza rozpacz. Poczuł ogromną ochotę wybuchnięcia płaczem, tak jakby to on mógł wyratować go z tej całej sytuacji. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Nierób mi krzywdy… Błagam… – wyskamlał, z ledwością skupiając swój wzrok na ostrym narzędziu, które znów zawisło w powietrzu. – Zlituj się…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;To, co zdarzyło się później, widział jak przez mgłę.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Kolejny cios, który pozostawił kolejną ranę na jego ciele. Ponowny błysk ostrza. Świst, tupot po drewnianych deskach i głuche stęknięcie…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Wstawaj! Uciekamy stąd!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Strzała? – wyszeptał Sadiel przez zaciśnięte gardło.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Wstawaj szybciej, bo inaczej marny twój los!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Nie pamiętał chwili, w której zerwał się z podłogi i zasiadł na wierzchu konia. Z tego całego amoku obudził się dopiero, gdy galopował na Strzale w gęstwinie leśnej. Nieliczne promienie księżyca oświetlały im drogę. Widząc jednak, że przyjaciel daje sobie świetnie radę z lawirowaniem pomiędzy drzewami, pozwolił sobie na rozładowanie swych emocji. Płakał… Strumienie łez spływały po jego policzkach, spadając na koszule. Głos wydobywający się z jego gardła, zakłócał panującą wokół ciszę. Czuł się taki bezbronny… taki mały… taki samotny… Dopiero wtedy zrozumiał, że jest śmiertelny. Zwykły, śmiertelny Sadiel… Nic mu już nie pomoże. Nic go nie uratuje. Przekroczył granicę, do której nie chciał dopuścić go Mistrz. Lecz czy Mistrz byłby w stanie uchronić go przed tym wszystkim aż do końca jego dni? Musiało to nastąpić… Musiał w końcu stanąć twarzą w twarz ze swym przeznaczeniem. Ale co, jeśli przeznaczeniem jego jest śmierć w młodych latach? Nie chciał umierać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Przed jego oczami pojawił się wzrok martwego opiekuna, wzrok w którym z pustką mieszał się strach. Widział samego siebie, spadającego w głęboką, czarną nicość… Nie chciał umierać… Bał się śmierci.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„No już, Sadiel… Uspokój się… Już po wszystkim…” – Strzała próbował ukoić skołatane nerwy chłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Już po wszystkim? – prychnął Sadiel, nie przestając łkać. – Mówisz, że już po wszystkim? Nigdy nie będzie po wszystkim! Chyba, że zostanę zamordowany… Tak! Dopiero wtedy będę naprawdę bezpieczny…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Co ty wygadujesz? Nikt cię nie zabije…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- No pewnie… Bo przecież jestem Syrianinem, tak?! Tylko czemu mi się wydaje, że to z tego powodu ktoś pragnie mojej śmierci?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Myślisz o tym liście, który znalazłeś przy Mistrzu?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Tak… O tym liście myślę! Miałem być następny i pewnie nim będę – zakończył, po raz wtóry wybuchając płaczem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Przestaniesz w końcu wyć?! – warknął wierzchowiec. – Płaczem nic nie zdziałasz, a jeszcze pecha na nas sprowadzisz. Może ktoś właśnie za twym głosem podąża, by…” – przerwał swoją przemowę. Nie chciał straszyć swego przyjaciela widmem skradającego się w ciemnościach mordercy. Wiedział jednak, że trzynastolatek zdaje sobie sprawę, w jakich poważnych tarapatach się znaleźli. W przekonaniu tym potwierdzał go nieprzerwany płacz chłopca.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Oni mnie zabiją… Ale ja nie chcę umierać… Strzało, ja naprawdę się boję… - Sadiel przytulił się do konia, obejmując rękami jego szyję. Wielkie, zimne krople co i rusz spadały na grzywę Strzały.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Dopóki jesteś ze mną, nie pozwolę nikomu cię skrzywdzić” – stwierdził Strzała, nie przestając galopować w gęstwinie leśnej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Na zasłużony sen i zmianę opatrunku na ramionach Sadiela, które stworzonego z kawałków nogawek jego spodni, zatrzymali się za rzeką, w tafli której odbijał się półksiężyc. Wierzyli, że razem z przekroczeniem mostu, przekroczyli również granicę oddzielającą ich od zła całego świata. Pomimo tego, każdy, nawet najmniejszy szmer sprawiał, że zrywali się na równe nogi. Nie chcieli po raz drugi dać podejść się skrytobójcy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel kilka razy budził się z krzykiem na ustach. Śniło mu się, że nadal leży na sianie w stajni. Znów budzi go cichy szelest. Gdy otwiera oczy, w jego kierunku zbliża się lśniący sztylet. Tym razem nie może się jednak ruszyć. Wciąż tkwi w jednym miejscu, śledząc spanikowanym wzrokiem ruch ostrza. Kawałek żelaza zdaje uśmiechać się do niego szyderczo. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Dlaczego to robisz?! – krzyczy. – Dlaczego chcesz mnie zranić?!&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Ty będziesz następny, Syrianinie – odpowiada napastnik tysiącami ponurych ech. – Ty będziesz następny…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sztylet jest coraz bliżej. Sadiel czuje jego zapach… Zapach chęci mordu, chęci zatopienia się we krwi… Jego krwi…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Czuje metaliczne zimno przeszywające jego pierś…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;I w tym momencie się budzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;A co jeśli by się nie ocknął? Co jeśli nie zdążyłby wydostać się z krainy snów, nim morderca nie osiągnąłby swego celu? Czy już nigdy nie spojrzałby na słońce? Nigdy nie ujrzał by zieleni drzew? Nigdy nie usłyszałby śpiewu ptaków?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Znów łzy napłynęły do jego oczu. Nie miał siły ich powstrzymywać. Leżał więc, starając się odreagować na ziemi krzyk tłumiony w duszy. Wbił palce w mokry grunt, zaciskając zęby.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Biedny chłopiec” – usłyszał zmartwiony głos przyjaciela.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/8416101212467790179-433631034463065560?l=chasdija.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://chasdija.blogspot.com/feeds/433631034463065560/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=8416101212467790179&amp;postID=433631034463065560&amp;isPopup=true' title='Komentarze (1)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/433631034463065560'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/8416101212467790179/posts/default/433631034463065560'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://chasdija.blogspot.com/2011/08/poczatek-konca-cz-vi.html' title='Początek końca, cz. VI'/><author><name>chasdija</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07198402159032680756</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='32' height='24' src='http://3.bp.blogspot.com/-UtZpGHjuEP4/Tdqgwj8Y0lI/AAAAAAAAABo/uK_hdbMYrLE/s220/gigante.pl_tapet_1212474677.gif'/></author><thr:total>1</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-8416101212467790179.post-534956318879347483</id><published>2011-07-26T23:25:00.000+02:00</published><updated>2011-07-26T23:25:24.129+02:00</updated><title type='text'>Początek końca, cz. V</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Przez całą podróż do najbliższej wioski, niewiele ze sobą rozmawiali. Sadiel zauważył, że każdy rozpoczęta wymiana słów i tak w końcowej fazie zbiegał się z tematem martwego Mistrza. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Wiesz… - odezwał się niepewnie do swego towarzysza. – Wędrujemy ze sobą już przeszło dwa dni, a ja… ja nadal nie znam twego imienia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Mojego imienia?” – Zwierzę zatrzymało się nagle, prężąc wszystkie swoje mięśnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Chyba jesteście jakoś nazywani przez swych jeźdźców. Chciałbym wiedzieć, jak mówił na ciebie ostatni twój właściciel.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Strzała…” – odpowiedział wierzchowiec, ruszając przed siebie. Nadal jednak kroczył na napiętych łapach.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel zmrużył delikatnie swe oczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Strzała? Czy aby na pewno?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Na pewno, na pewno… Jako młode źrebię byłem najszybszy wśród swych rówieśników.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Strzała… - powtórzył Sadiel. – Może być i Strzała. – Uśmiechnął się półgębkiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Przez chwilę znów zapanowała cisza. Wierzchowiec nie mógł jednak wytrzymać, i nim doszli do kolejnego rozgałęzienia drogi, warknął:&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Plamka…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Słucham?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„No Plamka… Nazywano mnie Plamka! Zadowolony?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel przez pierwszych kilka sekund, nie mógł pojąć tego, co usłyszał. Ostatecznie uśmiechnął się jednak, klepiąc konia po grzbiecie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- A czemuż to cię tak nazwali?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„ Bo mam małą łatkę koło…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Koło? – ponaglał blondyn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Oh… No wiesz gdzie. I najwidoczniej ludziom się ona aż tak bardzo spodobała, że nazwali mnie…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;- Plamka – dokończył Sadiel. Jeszcze szerszy uśmiech pojawił się na jego twarzy. – Ale dla mnie możesz być i Strzałą. Nawet bardziej ono do ciebie pasuje. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Mówisz?” – Plamka, a raczej Strzała, zarżał radośnie. Najwidoczniej zwykła zmiana imienia sprawiła mu więcej przyjemności, niż Sadiel mógł to sobie przypuszczać.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Do najbliższej wsi dotarli jeszcze przed zachodem słońca. Oboje się z tej racji ucieszyli. Wierzchowiec mógł przecież liczyć na zasłużony odpoczynek&lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/span&gt;po prawie całodniowym dźwiganiu na swym karku prawie sześćdziesięciu kilko żywej wagi. Młodzieniec czuł już w ustach smak ciepłej zupy, której zapewne nie odmówią mu wieśniacy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sama osada składała się z kilkunastu drewnianych, niewielkich chat nakrytych strzechami. Budynki te stały blisko siebie, tworząc swego rodzaju okręg, w którym, tuż pod wielkim, rozłożystym dębem, stało coś, co w latach swej światłości uchodziło za pewne za prowizoryczną mównicę. Pootwierane, drewniane okiennice domostw, dawały jasno do zrozumienia, że w tym miejscu ludzie nie myślą jeszcze o błogim spoczynku. Na resztkach połamanych płotów wisiały świeżo wyprane ubrania. Za chatami stał jeden wielki, długi budynek, tak jak inne, wybudowany z drewna. Kilkoro rosłych mężczyzn wprowadzało tam bydło, sprowadzone z pastwiska. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Grupka rozgadanych kobiet zajmowała się ugniataniem ciasta na niewielkim, wyniesionym z jednej z chat, stole. Sadiel nie wiedział co ma z niego powstać, lecz był pewien, że smakować będzie pysznie. Młodsze dziewczyny zajmowały się jeszcze młodszymi dziećmi, które nie mogły pozostać bez opieki. Miały jednak czas, by przymilnie spoglądając na męską część mieszkańców wsi, trzepotają przy tym rzęsami. Lecz mężczyzną najwidoczniej nie w głowach były zaloty. Jedni nosili na swych barkach wielkie wory, wypełnione za pewnie ziarnami zbóż, kierując się w stronę zaprzęgniętego w konia wozu. Inni maszerowali z narzędziami rolniczymi w kierunku, gdzie za cienką ścianą drzew znajdowały się za pewne zagony warzywne i pola uprawne. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Nic nadzwyczajnego – pomyślał Sadiel. – Ale może to i dobrze… &lt;span style="mso-spacerun: yes;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;Po dzisiejszym dniu przyda mi się choć odrobina normalności.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;„Idziemy?” – Strzała przekręcił swój łeb, wpatrując się w młodzieńca pytającym wzrokiem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-family: &amp;quot;Monotype Corsiva&amp;quot;; font-size: 12.0pt; line-height: 150%;"&gt;Sadiel zszedł na ziemię. Z jednego z worków, przywiązanych do konia, wyciągn
